Homoseksualizm – wykwit cywilizacji śmierci

„Zboczenie zamiast leczenia ma zyskać opiekę prawną” – tymi słowami ks. kard. Józef Glemp opisywał kilkanaście lat temu na Jasnej Górze rzeczywistość, w której środowiska homoseksualne bezkarnie obnoszą się publicznie z tym, co powinno być przedmiotem leczenia, konfesjonału, a w przypadku epatowania innych, także postępowania karnego. Homoseksualizm, „grzech wołający o pomstę do nieba”, jest jak nowotwór na duchu i ciele Narodu – niezdolny do prokreacji, zapewnia sobie jednak drogę rozsiewu – poprzez deprawację i uwodzenie innych w krąg swoich anomalii.

Uwodzi nie tylko w sensie dosłownym. Choć dewiacja dotyczy mniejszości, silnie wspierana przez lobby homoseksualne wrogie rzeczywistości stworzonej przez Boga – wciąga w pole swojej mentalności środowiska polityczne, dziennikarskie, oddziałuje na kulturę tak, by to, co nienormalne i odrażające, społecznie szkodliwe, grzeszne i wynaturzone, traktowane było jako zachowania godne najwyższej pochwały i powód do „homoseksualnej dumy”. Homoseksualna agitacja depcze godność osoby ludzkiej, z pogardą parodiuje naturę i narzuca swoje chore wizje całym społeczeństwom. Jej skutkiem może być co najwyżej moralna i fizyczna śmierć.


Metoda małych kroków


Nie jest to jakieś „homo fiction”. Na początku zaczyna się niewinnie od dyskusji o tolerancji dla „odmiennego stylu życia”, potem o pełnej akceptacji coraz bardziej wyuzdanych zachowań i drastycznych żądań, przy tym dochodzi do dyskryminacji tych, co zło nazywają złem, grzech – grzechem. Homoseksualni aktywiści domagają się pełnej akceptacji, tymczasem nie tolerują tych, którzy nie życzą sobie kontaktu z ich zachowaniami – publicznym obnażaniem swoich „preferencji”. Brak szacunku, jaki homoagitatorzy przejawiają wobec normalności, nie zaskakuje – tkwi on w naturze rzeczy dewiacji, która w najgłębszej istocie gwałci naturalny porządek rzeczy. I o to chodzi – homoseksualna ideologia to narzędzie walki z porządkiem ustanowionym przez Boga.

Słowa Księdza Prymasa Józefa Glempa dotyczyły jeszcze okresu, gdy propaganda homoseksualna w Polsce nieśmiało próbowała, na ile może sobie pozwolić, a ekscesy homoseksualne z Zachodu odbierane były jako nieprawdopodobne. Czy obecnie wobec coraz śmielszych żądań tych środowisk – może nielicznych, ale krzykliwych i politycznie wspartych przez lobby międzynarodowe – nasze reakcje nie są za słabe i zbyt mało zdecydowane? Jaka powinna być odpowiedź władz na roznoszenie przez kogoś groźnych zarazków choroby czy istnienia organizacji, które je rozsiewają?


Bagatelizowanie i „homopoprawność”


Bagatelizowanie zagrożenia, wynikającego po części z lęku przed „opinią międzynarodową”, dla której promocja homoseksualizmu stała się szaleńczym trendem, nie może być dla władz polskich wyznacznikiem postępowania wobec bezkarnej promocji dewiacji. Przyzwolenie przyczynia się do eskalacji żądań, rośnie bezkarność, która może przybrać rozmiary podobne do tych w krajach już głęboko pogrążonych w moralnym relatywizmie. Niewyobrażalne jeszcze u nas postulaty przybierają tam postać, która krzywdzi bezpośrednio nawet dzieci, a osoby broniące je przed atakami skazywane są na kary więzienia (por. adopcja dzieci w Anglii przez pary homoseksualne, parady gejów z udziałem dzieci i młodzieży w Holandii, uwięzienia osób wypowiadających się przeciwko agresji homoseksualnej we Francji, Szwecji, czy uznanie w Szkocji słów „mama” i „tata”, „mąż”, „żona” za „homofobiczne”). Tymczasem to przecież do obowiązku władz należy troska o rodzinę i małżeństwo, ochrona dzieci przed demoralizacją, w myśl art. 72 Konstytucji RP. Wielką niefrasobliwością było dopuszczenie do gorszącej działalności homoagitatorów, która dotknęła nawet dzieci i młodzież (por. szokująca kampania rozdawania materiałów opisujących praktyki homoseksualne w Krakowie wśród dzieci i młodzieży). Czy parady gejów i lesbijek to nie makabryczna rzeczywistość, jakby z Sodomy i Gomory? Dlaczego policja z takim zapałem ochrania osobników uczestniczących w gorszących manifestacjach, mimo że publiczne gorszenie jest karalne w myśl kodeksu wykroczeń? Czy to wynik presji i nadgorliwości władz, po to, aby zasłużyć na laurkę homolobby w Parlamencie Europejskim?


Europa sto lat za Murzynami


Tymczasem państwa Trzeciego Świata, które masowo borykają się z problemem epidemii AIDS, być może z tego względu dostrzegają szkodliwe skutki promocji homoseksualizmu. Ostatni przykład Nigerii spotkał się z dezaprobatą światowego lewactwa i oskarżeniem tego kraju o łamanie „praw człowieka”. Okazuje się, że parlament nigeryjski chce wprowadzić „prawo przewidujące karę do pięciu lat więzienia między innymi za czytanie lub oglądanie – również w zaciszu własnego domu – materiałów uznanych za gejowskie, a także za prowadzenie jakiejkolwiek działalności społecznej promującej homoseksualizm, na przykład poprzez zakładanie stowarzyszeń i klubów. Zabronione mają być nawet zwykłe spotkania dwóch gejów.” („Rzeczpospolita”, 17 lutego 2007).

Projekt tego rozwiązania prawnego w kraju (znacznie większym od Polski terytorialnie i ludnościowo) doświadczającym skutków rozwiązłości w logiczny sposób przeczy stereotypowym porzekadłom, które głoszą, że „niech sobie robią, co chcą, po kryjomu, oby tylko homoseksualiści nie pojawiali się publicznie” – przecież tu właśnie tkwi zaranie zła – każdy grzech indywidualny, popełniony nawet w ukryciu, rani całą społeczność. Protesty przeciwko nigeryjskiemu prawu złożyła już grupa europosłów, a ONZ – szeroko „wspomagająca” kraje Trzeciego Świata w prezerwatywy i rakotwórcze środki antykoncepcyjne zakazane w USA – posługuje się zakłamaną retoryką, jakoby „zepchnięcie gejów do głębokiego podziemia utrudni profilaktykę i walkę z AIDS” (sic!). Analogiczne argumenty stosują przeciwnicy zakazu zabijania dzieci poczętych, mówiąc o „podziemiu aborcyjnym”! „Jak najszybszego przyjęcia tej ustawy domaga się m.in. Kościół anglikański, a Krajowe Centrum Muzułmańskie określa homoseksualizm jako „sprzeczny z naszymi wartościami kulturowymi i religijnymi”” („Rzeczpospolita”, 17 lutego 2007). Panowie aktywiści z ONZ – czy ładnie to tak krytykować Murzynów, przecież w innej sytuacji odezwałyby się oskarżenia o rasizm! Jak widać i poprawność polityczna ma swoją hierarchię wartości.


Wstyd i hańba


Tymczasem w Polsce 17 lutego odbyła się premiera przedstawienia warszawskiego Teatru Rozmaitości pt. „Anioły w Ameryce – gejowska fantazja na motywach narodowych”, w polskiej wersji według reżyserii Krzysztofa Warlikowskiego. Kampania reklamowa widoczna na billboardach mówi sama za siebie – wulgarność i bezwstyd charakterystyczny dla środowisk gejowskich nie czyni dobrej reklamy samemu przedstawieniu, choć założeniem środowisk homoseksualnych jest właśnie odwrażliwianie na poczucie dobra i zła, piękna oraz kultury.

Według opisu wyżej wymienionej „sztuki”: „Dramat Tony”ego Kushnera pozornie opowiada o perypetiach grupki nowojorskich homoseksualistów w obliczu pandemii AIDS.(…)Anioły w Ameryce są nie tylko rozliczeniem z błędami i grzechami USA, ale też dokonanym nad nią egzorcyzmem.(…)Zakończenie sztuki ukazuje projekt nowej rodziny, a swoisty ewangelizm tej sceny staje się fundamentem dla projektu Nowej Ameryki w ogóle. W finałowej scenie przedstawiona jest rodzina złożona z trzech gejów (WASP-a, Żyda i Afroamerykanina) oraz mormonki w średnim wieku. Nowa rodzina składa się przede wszystkim z mniejszości seksualnych – homoseksualistów i kobiet; tych, którzy do tej pory nie mieli prawa głosu w amerykańskiej kulturze, mogą zaś przyczynić się do jej przemiany” (Wikipedia, angielska edycja). Lewackie political correctness w całej obfitości!


Parodia – typowa metoda działania


O jakie błędy i grzechy USA tutaj chodzi? Czy o rozwiązłość? Bynajmniej, skoro dramat został nagrodzony przez stowarzyszenie LAMBDA (LAMBDA – Liberty Award for Drama) i inne gremia prohomoseksualne. Za „grzech”, według prohomoseksualnej nowomowy, ma uchodzić brak „tolerancji” czy akceptacji dla dewiacji. Odwoływanie się „do rodziny”, a nawet „ewangelizacji” (sic!) czy „egzorcyzmów”, to przykład parodii, którą homoagitatorzy posługują się na co dzień. Jedynie wywrócenie porządku naturalnego, moralności i religii może przecież utorować drogę do legitymizacji tego, czego z obiektywnym dobrem i naturą pogodzić nigdy się nie da. Bluźnierczy motyw proroka występującego w przedstawieniu, którym obowiązkowo jest „homoseksualista, chory na AIDS”, nie jest tam jedyną kpiną z religii, zwłaszcza wiary katolickiej (inne przykłady kpin urządzanych przez homolobby to np. umieszczenie par gejów i lesbijek w bożonarodzeniowej szopce w parlamencie włoskim, parodiowanie biskupów podczas „parad” homoseksualnych, prowokacyjne przemarsze przez katedrą św. Patryka w Nowym Jorku etc.)


Przeciw moralności i prawu naturalnemu


Warlikowski nie kryje swojego stosunku do katolicyzmu, specyficzne opisując zaadoptowane przedstawienie: „Kushner osadził swój dramat w latach osiemdziesiątych, kiedy powszechne było myślenie o AIDS jako boskiej karze za sodomię. AIDS porównywano do biblijnego trądu, a o homoseksualistach mówiono jak o trędowatych. Myślę, że takie poglądy są bliskie tak zwanemu ludowemu katolicyzmowi” („Rzeczpospolita”, 15 lutego 2007). Czego by jednak nie twierdził pan Warlikowski, statystyki epidemiologiczne mówią jasno – grupą podwyższonego ryzyka AIDS są środowiska homoseksualistów (milczenie o tym, to groźne w skutkach kłamstwo!). Każdy zły czyn przeciwny prawu Bożemu i naturalnemu przynosi skutki tu i w wieczności, czy chce tego, czy nie pan Warlikowski. AIDS jest w tym wypadku ziemską tego konsekwencją – nie jest to wymysł „ludowego katolicyzmu”, co nie oznacza przecież, że są również inne drogi i przyczyny zakażeń, w tym także moralnie niezawinione.

Przy tym Katechizm Kościoła Katolickiego wypowiada się jasno: „Tradycja, opierając się na Piśmie świętym, przedstawiającym homoseksualizm jako poważne zepsucie, zawsze głosiła, że „akty homoseksualizmu” z samej swojej wewnętrznej natury są nieuporządkowane. Są one sprzeczne z prawem naturalnym; wykluczają z aktu płciowego dar życia. Nie wynikają z prawdziwej komplementarności uczuciowej i płciowej. W żadnym wypadku nie będą mogły zostać zaaprobowane” (KKK 2357, por. 1 Kor 6, 9). Nie jest to więc wykładnia „katolicyzmu ludowego”, tylko Kościoła powszechnego. Co więcej, właśnie ten katolicyzm deprecjonowany jako „ludowy” (lub „polski”) jest najwyraźniej właśnie tym powszechnym, który respektuje uniwersalne nauczanie i Tradycję Kościoła. Prostujmy więc pojęcia tam, gdzie inni doklejają fałszywe etykiety.

Znamienna jest pewna ciekawa niekonsekwencja, którą zdradza prohomoseksualny wyżej cytowany reżyser. Twierdzi: „Występują [tj. homo- i heteroseksualiści] w jednej przestrzeni, jakby świat nie składał się z większości i mniejszości, lecz był oparty na różnorodności i równowadze”. I po tym od razu dodaje: „Tak jak społeczeństwo amerykańskie, które ma korzenie murzyńskie, żydowskie, polskie i nikomu to nie przeszkadza”. Faktycznie, trudno byłoby mu nadmienić w drugim zdaniu również o „korzeniach homoseksualnych”, gdyż takich przecież być nie może, takich nie ma i nie będzie – nawet jeśli homoseksualiści uciekną się do – z gruntu rzeczy heteroseksualnych zapłodnień in vitro (no, chyba że zamierzają się klonować – być może i o to chodzi w poparciu dla takich eksperymentów). Homoseksualizm to droga prowadząca donikąd – do śmierci społeczeństwa. I to ów reżyser musiałby przyznać.


Co wspiera Miasto Stołeczne Warszawa?


Patronem medialnym owej skandalicznej „sztuki” jest m.in. „Gazeta Wyborcza”, spokrewniona z nią agencja reklamowa AMS (billboardy), a także LOT i Warta (sic!). Czy właśnie za patronat medialny nad takimi przedsięwzięciami AMS otrzymała nagrodę w konkursie „Mecenasi kultury 2006” Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego? Na czym polega wsparcie dla tej imprezy ze strony LOT-u i Towarzystwa Ubezpieczeniowego Warta? Czy warto korzystać z ich usług, jeśli przyczyniają się do demoralizacji i uderzają w bezpieczeństwo Narodu atakowanego przez dewiacyjne ideologie?

Co jednak zupełnie szokuje, to logo Miasta Stołecznego Warszawy zamieszczone na reklamie wśród innych patronów (a może też sponsorów?). Być może to zapowiedź priorytetów działań, którymi mają się zajmować nowe władze stolicy oraz wstęp do kampanii na rzecz homopomnika, jaki homoseksualne lobby planuje prowokacyjnie zainstalować przy placu Trzech Krzyży?


To nie „gejowska fantazja”


Czy można oczekiwać od władz państwowych działań chroniących Naród przed szerzeniem „kultury śmierci”, w tym szkodliwych ideologii promujących dewiacje seksualne? Nie tylko można, ale należy wymagać, bez względu na międzynarodowe naciski i szerokie relatywizowanie grzechu sodomii, aż do uznania go za „normę”. Nie jest to sprawa obojętna, ale ideologia niszcząca społeczeństwa w krajach, które nie potrafiły się przed nią obronić.

Andrzej Lewandowicz
drukuj