Grobelnego ratuje przedawnienie
Prokuratura dysponuje ekspertyzą, która dobitnie stwierdza, że władze Poznania działały na szkodę miasta. Ale postępowania karnego i zarzutów nie będzie
Władze Poznania, w tym prezydent Ryszard Grobelny, złamały prawo i działały na szkodę interesu miasta, przekazując grunt wart 23 miliony złotych w centralnym punkcie Poznania, na placu Andersa, prywatnej spółce – jednoznacznie wynika z ekspertyzy przygotowanej na zlecenie Prokuratury Okręgowej w Zielonej Górze, prowadzącej śledztwo w tej sprawie. Prezydentowi Grobelnemu i jego urzędnikom mogłoby w wyniku postępowania sądowego grozić nawet do dziesięciu lat więzienia. Ale procesu, mimo zebranych przez prokuraturę obciążających miejskich urzędników materiałów, nie będzie. Przekręt pozostanie bezkarny, ponieważ karalność przestępstw w tej sprawie przedawniła się w 2005 roku.
– Istnienie komisji ma podstawy ustawowe, które wciąż obowiązują. Jest przygotowana ustawa zmieniająca obecną sytuację prawną komisji, ale ta nie trafiła jeszcze do Senatu. Dlatego komisja mająca przejąć rolę Komisji Weryfikacyjnej, a powołana przez ministra obrony narodowej, nie ma odniesienia w obecnym stanie prawnym – stwierdził Olszewski. Jego zdaniem, akcja wyprowadzenia akt komisji z BBN, gdzie ma swoją siedzibę, była bezprawna. – SKW nie miała prawa ich przejąć, są tam materiały wywiadu. Będę musiał złożyć doniesienie o popełnieniu przestępstwa – mówił Olszewski. Premier Donald Tusk, ustosunkowując się do tej zapowiedzi, powiedział wczoraj: „Nasze postępowanie jest zgodne z prawem”. Zdaniem Olszewskiego, Tusk nie może nie przyjąć odpowiedzialności za „torpedowanie prac komisji przez czynniki rządowe”.
Wywiezienie dokumentów było możliwe, gdyż nocą nastąpiła prawdopodobnie zmiana oficerów BOR chroniących BBN i ci mieli wpuścić funkcjonariuszy SKW. Komisja działała od 2 sierpnia 2006 r. do minionego poniedziałku. W tym czasie oświadczenia weryfikacyjne złożyło 2179 osób, jednak nie dokończono postępowań weryfikacyjnych wobec 775 byłych funkcjonariuszy WSI. Szef komisji złożył 71 doniesień o różnych przestępstwach wobec ponad 200 oficerów i pracowników WSI oraz innych osób.
Były premier stwierdził, że poczuwa się do odpowiedzialności za wskazanie prezydentowi Kaczyńskiemu daty 30 czerwca jako dnia zakończenia prac komisji, ponieważ uważał, że tyle czasu wystarczy na zrealizowanie zadań. Przyznał, że spodziewał się trudności w pracach komisji ze strony środowiska dawnego WSI, ale nie aż tak dużych.
Były premier mówił także o atakach medialnych na komisję, szczególnie ze strony „Gazety Wyborczej”. Przypomniał o tym, że komisja nie miała do dyspozycji sprawnego systemu informatycznego, a uruchomiono go dopiero 6 czerwca. Zablokowano także komisji dostęp do kancelarii tajnej na trzy miesiące, od stycznia do marca br., stąd opóźnienia w jej pracach. Wnioski komisji o wydłużenie prac zostały przez premiera Tuska „zignorowane”. – Tylko częściowo możemy przedstawić wyniki, bo zabrania tego rozporządzenie Rady Ministrów wydane kilka dni temu, które określiło, co można pokazać opinii publicznej. Tylko dane statystyczno-porządkowe. Chcieliśmy pokazać rezultaty naszej pracy, ale nie możemy – podkreślił Olszewski.
Zdaniem posła Antoniego Macierewicza (PiS), poprzedniego szefa komisji weryfikacyjnej, nastąpił „rabunek akt komisji, np. dokumentów IPN”. – A jakim prawem SKW bierze te dokumenty? – pytał Macierewicz, dodając, że zabrano też zawiadomienia o przestępstwie przygotowane przez komisje. Według niego, te akta „chce się zniszczyć”.
Olszewski stwierdził, że miał on jako przewodniczący komisji po zakończeniu jej prac zwrócić poszczególnym instytucjom państwowym ich akta. Na pytanie, co teraz zrobi, bo nie są one już w posiadaniu komisji, odpowiedział: „To dobre pytanie”.
Zapowiedział, że o tym, co się wydarzyło, poinformuje prezydenta, premiera i marszałka Sejmu. Według byłego premiera, strona rządowa uznała, że prace komisji powinny być „zniweczone”, a akcję weryfikacji przeprowadzi się, „jak się wydaje, w trybie pozaprawnym”.
Ledwie dokumenty zostały wywiezione z BBN, a minister Klich poinformował, że nie wszystko zostało zwrócone SKW. Klich powołał się na szefa kontrwywiadu wojskowego Janusza Noska, który utrzymywał, że brakuje około 200 dokumentów. Jakich? Tego nie wiadomo, bo nie zewidencjonowano jeszcze wszystkich materiałów odebranych Komisji Weryfikacyjnej. Jan Olszewski nie krył zdziwienia z powodu wypowiedzi ministra Klicha. Powiedział, że niemożliwe jest już teraz stwierdzenie, iż brakuje dokumentów, bo ich inwentaryzacja powinna potrwać kilka tygodni.
Z kolei poseł Antoni Macierewicz wytknął rządowi, że powinno dojść do normalnego protokolarnego przekazania dokumentów, którymi dysponowała Komisja Weryfikacyjna, ale zostało to uniemożliwione. Gdyby takie zdanie dokumentów nastąpiło, wtedy można by stwierdzić, czy jakieś rzeczywiście zaginęły. Macierewicz podejrzewa zresztą, że „liczba zaginionych dokumentów” będzie teraz rosła, bo PO chce podważyć wiarygodność Komisji Weryfikacyjnej.
Paweł Tunia
