Graś dozoruje dziennikarzy
Z dr. Marcinem Zarzeckim, socjologiem polityki, rozmawia Maciej
Walaszczyk
Zna Pan reakcję Pawła Grasia na wpis publicysty Łukasza Warzechy, w
którym rekomendował wywiad z czynnym funkcjonariuszem BOR, jaki w piątek ukazał
się na łamach "Naszego Dziennika"? Rzecznik rządu napisał, że współczuje
dziennikarzowi, bo "musi być bardzo nieszczęśliwy". Wszystko działo się w
internetowym Twitterze.
– Owszem, dowiedziałem się o tym tekście z powodu karygodnego zachowania pana
Grasia.
A dlaczego karygodnego?
– Rzecznik rządu wyszedł ze swojej roli. Zachowanie to nie licowało z godnością
piastowanego przez niego urzędu – wszak rzecznik rządu stanowi jego wizytówkę w
kontaktach z dziennikarzami. Niezależnie od własnych poglądów politycznych jest
odpowiedzialny za jego wizerunek. To było zachowanie nieprofesjonalne.
Sam wywiad jest bardzo ważny, zawiera wszak relację z pierwszej ręki na
temat systemu patologii w BOR.
– Sprawa ma wymiar wysoce merytoryczny, a więc dotyczy bardzo ważnego problemu,
bo działania służb zajmujących się bezpieczeństwem w naszym kraju, a dokładnie
tej służby, która ochrania najważniejsze osoby w państwie. Zamiast odnieść się
do tego, co jest w nim zawarte, Paweł Graś problem spersonalizował. Próbował
skanalizować dyskusję w kierunku bardzo konkretnego dziennikarza.
Zasugerował wręcz w sposób co najmniej nieelegancki, że podając link do
rozmowy przeprowadzonej przez dziennikarza "Naszego Dziennika" z oficerem BOR,
ma on problemy osobiste, a nawet osobowościowe.
– Pisząc o tym wydarzeniu, kierował się pobudkami pozamerytorycznymi. Pan Graś
chciał ten temat zbanalizować. Ujawnia to też sposób komunikowania się
przedstawicieli rządu z dziennikarzami i mediami z jego punktu widzenia
nieprawomyślnymi czy niewygodnymi.
To celowa strategia – ośmieszyć?
– Być może wynika to z jakiejś postawy triumfalistycznej, przekonania, że nie
wobec każdej grupy odbiorców i mediów rzecznik prasowy musi zachowywać się w
sposób życzliwy, a przynajmniej bezstronny. Ujawniło się to także w tej
wypowiedzi, w której temat zbanalizowano, odrzucono bardzo ważną kwestię na
rzecz jakichś nieokreślonych podejrzeń wobec dziennikarza. Poza tym ujawnił się
proces filtrowania odbiorców i dziennikarzy. To niepokojące.
Dlaczego powinno nas to niepokoić? Nie od dziś rząd dobiera sobie media
i dziennikarzy do dyskusji, a niewygodnych postponuje.
– Rolą rzecznika rządu, który jest jego wizytówką i kanałem informacyjnym dla
obywateli, nie jest dokonywanie wyboru i filtrowanie środowiska dziennikarskiego
według tego, czy są oni rządowi przyjaźni, czy też ten rząd recenzują.
Oczywiście w ramach public relations czegoś takiego się dokonuje, ale nie
powinno tak być w tym wypadku. Rzecznik rządu nawet na Twitterze powinien
udzielać informacji w sposób kompetentny i uczciwy. Jeśli taka równowaga została
zachwiana, to jest to bardzo złe zjawisko. Niepokojące jest również to, że
bardzo ważne tematy, które nie są zbudowane tylko na opinii redakcji, ale – jak
w tym wypadku – na relacji oficera BOR w służbie czynnej, uczestnika wydarzeń,
zostały od razu przez rzecznika odrzucone. Dokonano tutaj dodatkowo filtrowania
tematu ze względu na to, które zagadnienie jest w jego ocenie ważne, a które
nie. Mieliśmy do czynienia z próbą wyeliminowania tego tematu z dyskursu
publicznego pod pretekstem wydumanych osobistych problemów konkretnego
dziennikarza.
Jaka powinna być reakcja dobrego rzecznika rządu?
– Temat jest godny reakcji rządu i skomentowania go przez przełożonych.
Tymczasem zwyciężył powyborczy triumfalizm – nieetyczny i nieprofesjonalny.
Dziękuję za rozmowę.
