Głód dobrej ziemi
W miastach nieustannie drożeją domy, mieszkania i działki budowlane. Okazuje się jednak, że nieruchomości gruntowe są w cenie także na wsi. Agencja Nieruchomości Rolnych poinformowała, że w 2006 roku ceny ziem, które sprzedawała, wzrosły o ponad 30 proc. do poziomu niespełna 7,4 tys. zł za hektar. Jeszcze droższe są grunty sprzedawane przez prywatnych właścicieli.
W 2005 roku za jeden hektar ziemi będący w zarządzie ANR kupcy płacili około 5,6 tys. zł, ale rok temu cena ta wynosiła już blisko 7,4 tys. zł. Najdroższe były grunty w województwach: kujawsko-pomorskim (ponad 11 tys. zł za hektar), warmińsko-mazurskim (ponad 10 tys.) i dolnośląskim (ponad 9 tys.). Najtańsze zaś w regionach: podlaskim (5,2 tys.) i podkarpackim (5,3 tys.). Co ciekawe, największy wzrost cen nastąpił w ostatnim kwartale 2006 roku.
Stały wzrost cen
Zjawisko podnoszenia się wartości ziemi rolnej jest obserwowane od 5-6 lat. Częściowo ma to związek z faktem, że wtedy ruszyły duże programy wsparcia dla rolników, jak np. kredyty preferencyjne na zakup ziemi, co spowodowało, że zakup gruntu dla rolnika stał się łatwiejszy. Część z nich zainwestowała sporo, np. w rozwój hodowli zwierząt, i potrzebowali odpowiedniego areału. Swoje zrobiło też uruchomienie dopłat bezpośrednich do gruntów rolnych po wejściu Polski do UE. Słowem, ziemia stała się cenna. Dlatego choć ceny gruntów, które oferuje ANR wydają się dość wysokie, to jednak i tak są niższe niż notowania ziemi sprzedawanej przez prywatnych właścicieli. Zdarza się, że jeden hektar może kosztować nawet kilkadziesiąt tysięcy. Wszystko zależy od klasy gruntu i jego przeznaczenia.
Wie o tym doskonale Grzegorz Bociarski, właściciel gospodarstwa ogrodniczego pod Kozienicami. Uprawia przeważnie kalafiory i kapustę. Cztery lata temu kupił od sąsiada 1,5 hektara ziemi i zapłacił 18 tysięcy złotych. Teraz przydałyby mu się na rozwinięcie produkcji jeszcze dwa hektary, ale ceny poszły przynajmniej o połowę w górę. Z kolei w sąsiednim powiecie grójeckim za hektar sadu trzeba zapłacić kilka razy więcej.
Wszędzie drogo
Nawet w powiatach, gdzie jest słaba ziemia V i VI klasy, jej cena także wzrosła. W niektórych rejonach bowiem na tak marnych glebach nie sieje się już zbóż, ale za to można tam np. postawić tunele foliowe i zająć się uprawą pomidorów, ogórków, papryki czy innych warzyw. Ziemia rolnicza jest po prostu w cenie. I nadal będzie, bo jak twierdzą specjaliści rośnie zainteresowanie rolnictwem.
Kiedyś, gdy ludzie ze wsi uciekali za pracą do miasta, spadała również cena ziemi (widać to było zwłaszcza w drugiej połowie lat 90.). Teraz, gdy tysiące ludzi chce uprawiać rolę, gdy zapisują się do szkół rolniczych i uczelni, tendencja się odwróciła. Chętnych na grunty rolne jest coraz więcej (dzięki wykupom ziemi rośnie średnia powierzchnia polskiego gospodarstwa) i będzie ich przybywać.
Widać to również na przykładzie tego, co się dzieje w Agencji Nieruchomości Rolnych. Rolnicy kiedyś chcieli tylko wydzierżawiać ziemię od ANR, teraz jednak o wiele częściej decydują się na jej zakup. W 2006 roku Agencja sprzedała 107 tys. hektarów. Najwięcej w województwach zachodniopomorskim i warmińsko-mazurskim (bo ponad 20 tys. ha), a także w dolnośląskim (11,5 tys. hektarów). W tych regionach jest też jeszcze najwięcej gruntów, które ma do ewentualnej sprzedaży ANR (w całym kraju jest to blisko 400 tys. hektarów). Ma to związek z tym, że w północnej i zachodniej Polsce funkcjonowało kiedyś najwięcej PGR-ów, które kilkanaście lat temu zbankrutowały, i obecnie zarząd nad ich majątkiem sprawuje ANR.
