Gilowska naciska na KRUS
Jak reformować system rolniczych rent i emerytur?
Ministerstwo Finansów z energią bierze się za reformę finansów publicznych, która ma doprowadzić do sporych oszczędności w wydatkach państwa. Jedną z „ofiar” reformy ma być Kasa Rolniczego Ubezpieczenia Społecznego, która może stracić nawet 3 mld zł państwowych dotacji. Z rezerwą do tych pomysłów odnoszą się ministerstwo rolnictwa i sami rolnicy, którzy boją się wzrostu składek ubezpieczeniowych.
Wicepremier Zyta Gilowska argumentuje, że co roku KRUS otrzymuje dotację w wysokości 15 mld zł. Bez tych pieniędzy rolnicy nie mogliby dostawać emerytur i rent w dotychczasowej wysokości, choć przeciętne świadczenie wynosi tylko około 700 zł. To efekt tego, że rolnicy płacą relatywnie niskie składki na ubezpieczenie emerytalno-rentowe, bo tylko niespełna 100 zł miesięcznie na osobę.
Różne składki
Tymczasem resort finansów chciałby zróżnicować wysokość składek, tak aby bogatsi rolnicy płacili znacznie więcej. Ile, dokładnie nie wiadomo. Ale dla najzamożniejszych rolników oznaczałoby to nawet kilkukrotny wzrost składki. Poza tym wicepremier Zyta Gilowska postuluje wykreślenie z KRUS wszystkich, którzy mają mniej niż hektar ziemi, lub przedsiębiorców posiadających wielkie gospodarstwa rolne. Trudno całkowicie odmówić racji wicepremier Gilowskiej, gdyż zdarzały się przypadki, że kawałek ziemi kupował przedsiębiorca, który powinien opłacać składki w ZUS (ponad 800 zł miesięcznie), ale stając się „rolnikiem” nie musiał tego robić. Jest też grupa bogatych rolników, dla których wyższa składka nie byłaby odczuwalnym obciążeniem.
Przeciwko podnoszeniu składek jest wicepremier, minister rolnictwa Andrzej Lepper. Jeden z powodów stanowi obawa, że na reformie mogą stracić mniej zamożni rolnicy ze względu na podniesienie składek. Jednak i szef resortu rolnictwa, i organizacje rolnicze dopuszczają uruchomienie systemu dodatkowych, dobrowolnych ubezpieczeń społecznych. Dzięki temu rolnik mógłby sobie odłożyć więcej pieniędzy na przyszłą emeryturę. Czy jednak będą chętni?
Rolnicy niechętni zmianom
Wielu rolników twierdzi, że nie stać ich na płacenie wyższych składek, bo opłacalność produkcji jest bardzo niska. – Jak musiałbym płacić więcej na KRUS, wtedy zostawałoby mi mniej pieniędzy na utrzymanie rodziny – tłumaczy Kazimierz Julianek, właściciel 4-hektarowego gospodarstwa rolnego w Świętokrzyskiem. – Dochód z ziemi jest naprawdę niewielki – dodaje.
Trzeba przyznać, że rzeczywiście tysiące rolników żyje ubogo, sytuację ekonomiczną rodzin ratują często emerytury i renty rodziców rolnika. – Bez tego nie miałbym za co posłać dzieci do szkoły – przyznaje inny rolnik.
Choć nie brak też opinii, że niektórzy właściciele gospodarstw mogliby jednak płacić na KRUS więcej niż dotychczas. Jeden z rolników podaje przykład swojej wsi, gdzie jest kilka dużych gospodarstw ogrodniczych ze szklarniami i tunelami. Ich właściciele są traktowani jak rolnicy. – Ale roczne dochody mają na poziomie małej firmy z miasta – twierdzi nasz rozmówca.
Grzegorz Kowalkowski, doradca kredytowy w jednym z banków spółdzielczych, potwierdza fakt dużego zróżnicowania dochodów rolników. – Są wśród nich osoby zamożne, choć to minimalny odsetek. Takie osoby stać na pewno na opłacanie dużych składek – mówi. Kowalkowski dodaje, że dla znacznej większości rolników składka powinna pozostać na dotychczasowym poziomie, bo rzeczywiście jej wzrost np. o 100 zł miesięcznie byłby ogromnym obciążeniem. – Jeśli rolnik płaci za siebie i żonę, to musiałby wydać dodatkowo 200 zł, a w wielu budżetach domowych byłby to już poważny wydatek.
