Giertych debiutuje w teatrzyku kukiełkowym Tuska

Oskarżenia Romana Giertycha dotyczące zbierania haków na politycznych
oponentów rzucane wobec Jarosława Kaczyńskiego, prezesa PiS, to bzdury i próba
ponownego zaistnienia na scenie politycznej – oceniają posłowie Prawa i
Sprawiedliwości.

Sam oskarżany zaprzeczył rewelacjom byłego wicepremiera i zapewnił o podjęciu
wobec Giertycha kroków prawnych. Ten w sądzie – za zarzucanie mu kłamstwa –
także chce domagać się sprawiedliwości. Politycy PO, przyglądający się sporom
byłych koalicjantów, na pierwszy rzut oka sprawę traktują poważnie i domagają
się wyjaśnień, jednak politycznie podległe im służby nie robią nic, by spór
rozwikłać.
Giertych twierdzi, że prezes PiS jest „głównym zbieraczem haków w
Polsce”, a wszyscy politycy PO mieli założone teczki. Kaczyński miał rzekomo
nawet rozpatrywać scenariusz aresztowania żony Grzegorza Schetyny. Premier
Donald Tusk uznał, iż Jarosław Kaczyński powinien wyjaśnić sprawę. – Uważam, że
wiarygodność prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego będzie bardzo nikła, jeśli nie
wyjaśni tego problemu ze swoim byłym wicepremierem Romanem Giertychem – mówił
szef rządu. Także Grzegorz Schetyna, szef klubu PO, chciałby wyjaśnień, gdyż –
jak uznał – Giertych, który jest poza polityką, nie ma interesu, by ujawniać
tego typu szczegóły pracy rządu Kaczyńskiego. Schetyna za „tragiczne i
skandaliczne” uznał rzekome praktyki rządu PiS i porównał je do działań
białoruskich polityków. Jak uznał, sprawą powinna zainteresować się
prokuratura.
Zdaniem posła Zbigniewa Wassermanna (PiS), byłego ministra,
koordynatora ds. służb specjalnych, rewelacje Giertycha to „swego rodzaju
odreagowanie człowieka o ogromnych ambicjach politycznych, który zobaczył, że
przegrał”. Jak ocenił, Giertych często przyjmował postawę wymuszania zgody na
ważne decyzje polityczne dla realizacji swoich celów. Poseł uznał, że jest to
polityk, który „funkcjonuje w sferze cynizmu politycznego”, który „stracił swoją
szansę i szuka możliwości zaistnienia”. Wassermann przyznał, iż nie może oceniać
prawdziwości słów Giertycha, gdyż nie zna faktów, o których mówi były
wicepremier.
Sposobem prowadzenia politycznego sporu zniesmaczony jest poseł
Janusz Piechociński (PSL). – Tego typu oskarżenia, szczególnie w kontekście
podwyższonej gorączki politycznej, gdzie wszyscy podejrzewają wszystkich o
niecne zamiary i knucie, mają swoją siłę rażenia – ocenił. Jak zauważył,
Giertych przypomina się opinii publicznej, powtarzając bardzo konsekwentnie
swoje wrażenia z uczestnictwa w rządzie Jarosława Kaczyńskiego. – Dobrze byłoby,
by w demokracji stosowne służby posiadające pełną wiedzę mogły zweryfikować
wystąpienia pana Giertycha – dodał. Piechociński twierdzi, iż źle się dzieje, że
w debacie publicznej pojawiają się tego typu zarzuty i nie ma na nie szybkiej
reakcji ze strony służb państwowych. – Niedopuszczalne jest to, że w debacie
pojawiają się mocne oskarżenia, a służby państwowe nic nie robią tylko dlatego,
że jest to wygodne dla tych, którzy sprawują polityczną kontrolę nad tymi
służbami – ocenił poseł.
Rewelacje Giertycha mocno skrytykował poseł Mariusz
Błaszczak, rzecznik PiS. – To są bzdury. Roman Giertych stara się ponownie
zaistnieć na scenie politycznej – mówi. Uznał, że Giertych swoim działaniem
wpisuje się w kampanię PO polegającą na odwracaniu uwagi od afery hazardowej i
realnych problemów rządu. – Rośnie bezrobocie, ludzie nie mogą się dostać do
lekarza, ale premier Tusk zawsze potrafi jakiś spektakl polityczny zorganizować.
Teraz wyraźnie Roman Giertych jest w nim aktorem – ocenił. Błaszczak,
dopytywany, czy widzi tu porozumienie na linii Giertych – PO, stwierdził, że w
takich sytuacjach należy odpowiedzieć na pytanie, kto odniesie korzyść, a w tym
przypadku niewątpliwe korzysta Platforma.
W wydanym wczoraj komunikacie
Błaszczak napisał, że Giertych wystąpił z bezprecedensowym atakiem na PiS i
osobiście Jarosława Kaczyńskiego, oskarżając go o działania niezgodne z prawem.
„Informacje o zakładaniu teczek, zbieraniu danych na opozycyjnych polityków są
pomówieniem mającym wydobyć z politycznego niebytu pana Giertycha. Politycy i
komentatorzy podejmujący z ochotą jego oszczerstwa kolejny raz chcą przyprawić
nam gębę oszołomów i odwrócić uwagę Polaków od rzeczywistych problemów;
bezrobocia, służby zdrowia, energetyki” – czytamy w oświadczeniu. Klub PiS
wezwał Giertycha, aby swoimi rewelacjami podzielił się z prokuraturą. „W
prokuraturze i sądach należy przedstawiać dowody, a w mediach – jak mu się
wydaje – można wylewać swoje żale i sensacje, bo coś się zawsze do pomówionego
przyklei” – napisał Błaszczak. Poseł zaznaczył też, że Jarosław Kaczyński
kieruje sprawę przeciwko Giertychowi na drogę prawną i „zastrzega sobie wszelkie
skutki prawne rozpowszechniania podobnych pomówień”.
Pytany o sprawę Jarosław
Kaczyński potwierdził, że kieruje przeciwko Giertychowi pozew. – Nie lubię tego
rodzaju procesów. Uważam, że polska polityka nie powinna odbywać się w sądach,
ale tutaj nie mam innego wyjścia – zaznaczył. Uznał, że działania byłego
wicepremiera jego rządu wpisują się w wojnę, jaką Platforma wypowiedziała PiS po
ujawnieniu afery hazardowej. – To są kłamstwa całkowite, stu procentowe,
niemające najmniejszych nawet przesłanek faktycznych. Nie było żadnych teczek,
nie było żadnych akcji ad persona, wobec kogokolwiek – zapewnił Kaczyński. Jak
ocenił, Roman Giertych gra od dłuższego czasu z PO i to pozwoliło mu „przez
jakiś czas mieć wielkie wpływy w telewizji publicznej”, a obecnie tę grę
kontynuuje.
W odpowiedzi na reakcję posłów PiS Roman Giertych zapowiedział,
że do końca tygodnia skieruje do sądu pozew przeciwko Mariuszowi Błaszczakowi za
zarzucanie mu w oświadczeniu kłamstwa. Pozew ma objąć też Jarosława
Kaczyńskiego, który jednoznacznie poparł stanowisko rzecznika klubu. Giertych
zapewnił też, iż wszystko, co powiedział, jest prawdą, a dowody na zbieranie
materiałów na polityków PO muszą znajdować się w jednostkach, które te materiały
kompletowały czy archiwizowały. Były wicepremier zaznaczył, że nie ma dostępu do
tych danych, ale sąd z pewnością będzie mógł takie informacje uzyskać.

Marcin Austyn

drukuj