Gdy umierają, nie chcą „kompromisu”

Posłowie, odrzucając obywatelski projekt ustawy o ochronie życia człowieka
od poczęcia, zadecydowali, że chore, niepełnosprawne czy upośledzone dzieci, ale
również te całkiem zdrowe, można bezkarnie zabijać. Jeżeli, jak mówił ks. prof.
Tadeusz Styczeń, nienarodzony jest miarą demokracji, to z czystym sumieniem
trzeba odrzucić zapewnienia Donalda Tuska, że demokracja ma się u nas dobrze.
Panie premierze, jest znacznie gorzej, za sprawą pana partii osuwamy się w
stronę współczesnego państwa totalitarnego, gdzie silni arbitralnie decydują o
losie słabych. "Nie ma praworządności w państwie, które zezwala na zabijanie
niewinnych. Naród, który zabija własne dzieci, jest narodem bez przyszłości" –
te słowa skierował do nas 15 lat temu bł. Jan Paweł II. Profetyzm tej przestrogi
nabiera coraz większej aktualności.

Parlamentarzyści PO, przykładając rękę do depenalizacji dzieciobójstwa, utracili
wszelką wiarygodność. Mienią się obrońcami "kompromisu", ale co to za kompromis,
który legalizuje zabijanie bezbronnych istot? Demokracja, owszem, wymaga
konsensusu, ale jego jedyną racją jest uszanowanie podstawowego prawa, jakim
jest prawo do życia – przysługujące każdemu, bez żadnego wyjątku. Ci posłowie,
którzy opowiedzieli się za odrzuceniem obywatelskiego projektu, faktycznie
wyrazili zgodę na zabijanie dzieci poczętych. Wśród nich znaleźli się
parlamentarzyści obnoszący się ze swoim katolicyzmem – członkowie mitycznej
frakcji konserwatywnej w PO. Dwulicowi hipokryci – dla PR rekolekcje w blasku
fleszy, audiencje u hierarchów, piękne słowa o miłości do Papieża Polaka, a gdy
przychodzi godzina świadectwa – głosują tak, jak nakazała partia. Jawny sprzeciw
wobec nauczania Kościoła ma swoje konsekwencje, regulowane prawem kanonicznym.
Pytajmy o to polityków, zwłaszcza w kampanii wyborczej, zwracając szczególną
uwagę, czy sieją zgorszenie, przystępując do Komunii Świętej bez publicznego
odwołania i naprawienia swego błędu.
Spokojne nie mogą być również sumienia polityków PiS. Absencja 10 posłów w tak
fundamentalnym głosowaniu (czy usprawiedliwiona?) to kolejny niepokojący sygnał
– po przegranej w 2007 r. na własne życzenie poprawki do Konstytucji – że partia
ta podąża drogą zachodnioeuropejskiej chadecji: ku bezideowości, relatywizmowi
moralnemu. Skutki są znane – partie chrześcijańskie, pod hasłem: "żyjemy w
pluralistycznym społeczeństwie", legalizowały zbrodnicze ustawy. Tymczasem
katolicki elektorat, a taki stanowi przygniatającą większość w Polsce, oczekuje
od swoich reprezentantów skutecznej obrony zasad i fundamentów cywilizacji
chrześcijańskiej. Przez świat idzie potężna fala sprzeciwu wobec barbarzyństwa
aborcji, kłamstw, manipulacji, budzą się sumienia, sojusz obrońców życia
przekracza podziały polityczne, religijne, rasowe, kulturowe. Ta batalia toczy
się na globalnej arenie, ale i w sumieniu każdego człowieka. Dlatego potrzeba
jeszcze więcej naszej modlitwy, zaangażowania i odwagi, by zamknąć najbardziej
haniebny rozdział w historii ludzkości.

Małgorzata Rutkowska

drukuj