Gdy Pan jest z nami

"Niech Pan rozpromieni oblicze swe nad tobą, niech cię obdarzy swą łaską.
Niech zwróci ku tobie oblicze swoje i niech cię obdarzy pokojem. Tak będą wzywać
imienia mojego nad Izraelitami, a Ja im będę błogosławił". Co łączy słowa z
pierwszego czytania z uroczystości Świętej Bożej Rodzicielki z modlitwą "Ojcze
nasz"? Obie formuły są Bożym zobowiązaniem, znakiem obietnicy.

Stanowią model szczególnego dialogu, jaki od wieków toczy się między Stwórcą
a stworzeniem. Jego fundamentem jest zaufanie. Nie ma tu nic z handlu, tak
dobrze znanej nam z codziennego życia zasady: coś za coś. Jest za to odwołanie
się do przymierza, które zostało zawarte na początku – jego potwierdzeniem jest
wierność Boga danemu słowu, nawet wtedy gdy człowiek się od Niego odwróci. Ze
strony człowieka konieczne jest tylko jedno: pełne pokory i szacunku uznanie, że
Bóg wie lepiej – skoro mnie kocha, nie pozwoli przecież, aby stało mi się coś
złego, co doprowadziłoby mnie do śmierci. Innymi słowy: błogosławieństwo jest
wejściem Boga w ludzki świat, otwarciem się na Bożą moc po to, abyśmy uwierzyli
w Jego dobroć, wierność i przychylność wobec nas. Jeśli Pan Bóg – o ile tak
można powiedzieć – sugeruje człowiekowi, aby właśnie o Jego błogosławieństwo ze
wszystkich sił zabiegał, by prosił Go o chleb powszedni, przebaczenie win,
zachowanie od pokus itd., to właśnie po to, by uchronić go od zamykania się w
kręgu tylko własnych spraw, własnych koncepcji życia, aby wyprowadzić go poza
mury, które uparcie wokół siebie wznosi. Błogosławieństwo to otwarcie się na to,
aby bardziej ufać Bogu niż sobie samemu…
W ludzkich wyobrażeniach konkretnym wymiarem Bożej przychylności jest spełnienie
się naszych planów, zamiarów. To ciąg wydarzeń, który idzie po podjętej
wcześniej myśli. Ma być potwierdzeniem słuszności przyjętych planów, pieczęcią
wiarygodności wykreowanego świata, zasad nim rządzących. Trudno jest
zaakceptować fakty, które idą pod prąd naszych oczekiwań. Wydają się wtedy
przekleństwem. Pojawia się bunt, chęć odrzucenia. Tymczasem nigdy nie wiemy, co
jest naszym błogosławieństwem, a co przekleństwem. "Szóstka" wygrana w totolotka
dla wielu stała się powodem nieszczęścia. Cierpienie, choroba czy strata
bliskiej osoby, które skłonni byliśmy traktować jako życiową porażkę, stawiają
do pionu, mobilizują do przewartościowania dotychczasowego życia. Ratują je nie
tylko w wymiarze doczesnym, ale przede wszystkim wiecznym.
"Błogosławieni to znaczy szczęśliwi" – przypominał młodym całego świata Jan
Paweł II podczas Światowych Dni Młodzieży w Toronto. Szczęśliwi zatem to ci,
którzy potrafią – i chcą – przyjąć wolę Bożą wyrażoną w Jego słowie. Mają w
sobie moc, by powtórzyć za Abrahamem idącym na górę Moria, zupełnie
nierozumiejącym nakazu Jahwe, by złożyć ofiarę z jedynego syna, słowa: "Bóg wie
lepiej". Bóg wie, dlaczego w moim życiu dzieje się tak, a nie inaczej, dlaczego
radość przeplata się z bólem, tyle rzeczy układa się inaczej, niż podpowiada
rozum. Po ludzku często jest to niemożliwe, dlatego Chrystus – poprzez Kościół –
obdarowuje nas łaską, która pozwala zaakceptować Jego zamysł względem nas. Tak
się stało z Maryją, kiedy usłyszała, że jest "pełna łaski"; tak się dzieje
podczas każdej Eucharystii, która kończąc się błogosławieństwem, jednocześnie
uzdalnia, abyśmy wracali do domu "w pokoju Chrystusa" i nieśli światu orędzie,
że gdy Pan jest z nami, wszystko jest możliwe.

 

ks. Paweł Siedlanowski

drukuj