Gauck musi balansować
Z prof. dr. hab. Frankiem Deckerem, politologiem z Uniwersytetu w
Bonn, rozmawia Waldemar Maszewski
Niemcy mają nowego prezydenta. Na razie Joachim Gauck cieszy się
dużym poparciem społecznym, zwłaszcza że jego poprzednik odszedł z urzędu w
cieniu skandalu korupcyjnego.
– Joachim Gauck, moim zdaniem, jest doskonałym wyborem. Jego dotychczasowa
kariera pokazuje, że ma już doświadczenie jako polityk. Kierowanie Federalnym
Urzędem ds. Akt Stasi to była przecież praca stricte polityczna i przyszły
prezydent doskonale poznał wtedy aktorów sceny politycznej. Tak go zresztą
oceniają prawie całe Niemcy. Joachim Gauck został prezydentem z nominacji
wszystkich wielkich partii i nie musi teraz być tak jak jego poprzednik
uzależniony od jakiegoś konkretnego ugrupowania politycznego. Jestem przekonany,
że gdyby wybory na prezydenta były powszechne, to już dwa lata temu pokonałby
Christiana Wulffa, gdyby na niego trafił.
Prezydent mieszkał w byłej NRD. Wykorzysta politycznie ten fakt?
– Ciągle istnieją różnice w mentalności ludzi z zachodnich i wschodnich landów.
Jednak moim zdaniem, fakt, że obecny prezydent pochodzi ze wschodu, obecnie nie
odgrywa w niemieckiej polityce znaczącej roli. Mam nadzieję, że okoliczność "poenerdowskiej"
proweniencji prezydenta zostanie pozytywnie wykorzystana do zacierania
ewentualnych różnic w poglądach między Ossi i Wessi [Niemcami ze wschodu i
zachodu RFN – przyp. red.]. Mam też nadzieję, że pochodzenie nowego prezydenta z
dawnego państwa komunistycznego pozwoli bardziej niż obecnie zniwelować
utrzymujące się różnice między zachodnią i środkowo-wschodnią Europą. Gauck jest
znakomitym symbolem zacierania takich różnic i powinien zbliżać do wzajemnego
zrozumienia.
Jakie słabe punkty można wytknąć Gauckowi?
– Według mnie, jego najsłabszym punktem jest stosunkowo mała znajomość polityki
międzynarodowej i na tym poziomie musi dużo nadrobić. Ale trzeba zrozumieć, że w
okresie istnienia Niemieckiej Republiki Demokratycznej nie było możliwości, aby
zdobyć doświadczenie w zakresie polityki międzynarodowej.
Jednak było już stosunkowo dużo czasu na nadrobienie tych zaległości.
Jak ocenia Pan pierwszą podróż zagraniczną do Polski?
– Uważam, że to posunięcie jest w pierwszym rzędzie pomyślane jako budowanie
mostu pomiędzy Zachodem i Wschodem. Jestem przekonany, że Gauck chciałby, aby
zawsze pierwsza oficjalna wizyta niemieckiego prezydenta miała miejsce w Polsce,
aby stało się to rutynowym zwyczajem politycznym, takim jak pierwsza wizyta nowo
wybranego kanclerza we Francji. Kanclerz Angela Merkel z pierwszą wizytą zawsze
jeździła do Francji, pokazując, że to nasz ważny polityczny partner na
Zachodzie. Zwyczaj pierwszych wizyt niemieckich prezydentów za wschodnią granicą
pozwoliłby przekazać opinii publicznej stanowisko, że nasi wschodni sąsiedzi –
Polska, a także Czechy – również są znaczącymi partnerami RFN.
Mają rację ci komentatorzy, którzy twierdzą, że Gauck będzie w pewnym
sensie niewygodny dla wszystkich polityków?
– Tak może być, ale wcale nie jest to czymś złym. Niemcy nie potrzebują łatwego
i miłego, pogodzonego ze wszystkimi prezydenta. Nam potrzebny jest prezydent,
który będzie właśnie przeciwwagą dla rządzących, chociaż należy ciągle pamiętać
o ograniczonych kompetencjach tego urzędu. Dlatego trzeba podkreślić, że
prezydent jednak nie może być w RFN zupełnie "wolny" – czyli jednak musi
współpracować z rządem w wielu sprawach. Mam nadzieję, że Joachim Gauck potrafi
to najlepiej zbalansować – czyli będzie niewygodny w tych płaszczyznach, w
których należy takim zostać. Ma bowiem charakter pozwalający mu w pewnym sensie
być niewygodnym – ale w ramach oczywistej współpracy z rządem. Niewygodny
prezydent nie musi i nie powinien oznaczać prowokacyjnego prezydenta. Trochę
niewygodny – tak, ale nie za wszelką cenę.
Jakim czynnikom nowy prezydent zawdzięcza tak duże poparcie społeczne?
– Obywatele mają bardzo duże oczekiwania wobec Joachima Gaucka i jest ku temu
wiele powodów. Po pierwsze, ludzie chcą, aby prezydent, który nie kojarzy się im
z żadną partią, był jak największym autorytetem. Jeżeli prezydent mówi, że jest
ponadpartyjny, to dla obywateli oznacza, że jest kimś lepszym od wszystkich
polityków. Gauck już w pierwszych powyborczych wystąpieniach dał do zrozumienia,
że nie zamierza wykorzystywać w swojej działalności żadnej partii. Po drugie,
zwykli Niemcy szukają kogoś, kto im po prostu politykę wytłumaczy. Dzisiaj mamy
do czynienia z wielką niewiadomą i niepewnością w wielu politycznych kwestiach,
dlatego społeczeństwo szuka spokojnego wyjaśnienia i zrozumienia właśnie w
urzędzie prezydenckim. Wreszcie po trzecie, ludzie spodziewają się, że po dwóch
ostatnich prezydentach, którzy zakończyli swoje kariery przed upływem kadencji,
co spowodowało obniżenie autorytetu tego urzędu – Joachim Gauck poprawi jego
wizerunek. Stąd duże wymagania. Jestem przekonany, że silna osobowość obecnego
prezydenta umożliwi takie zmiany i odrobienie strat, które pozostawili
poprzednicy. Liczę też na to, że postawa prezydenta pozwoli chociaż przybliżyć
proces zasypywania rowu dzielącego społeczeństwo i polityków.
Kanclerz Angela Merkel od początku zachowywała sceptycyzm wobec tej
kandydatury na prezydenta. Tak było dwa lata temu, gdy postawiła na Wulffa, i
tak było tym razem, gdy dość długo nie mogła się zdecydować. Jaki to może mieć
wpływ na relacje między obojgiem polityków?
– Faktycznie, Merkel nie chciała tej kandydatury ani dwa lata temu, ani w tym
roku. Dopiero naciski liberałów i groźba rozpadu koalicji zmusiły ją do zmiany
decyzji. W tym kontekście jest to jej zdecydowana przegrana, ale jak widać,
PR-owcy kanclerz Merkel potrafili tę przegraną przekuć w zwycięstwo. Angela
Merkel bynajmniej nie straciła poparcia i nikt jej nie wypomina zmiany
stanowiska wobec prezydenta. Zresztą ani prezydent, ani kanclerz nie mają zbyt
wielkich możliwości manewru i w wielu sprawach muszą dochodzić do porozumienia.
Jestem przekonany, że wstrzymując się i opóźniając swoje poparcie dla Gaucka,
Merkel popełniła błąd polityczny. Ale nie wyrządził on jej zbyt wielu szkód.
Co, Pana zdaniem, odróżnia Gaucka od jego poprzedników, którzy musieli
złożyć swoje urzędy?
– Jestem przekonany, że Joachim Gauck będzie innym prezydentem niż jego
poprzednicy i nie popełni z oczywistych powodów tych samych błędów, co Christian
Wulff ani błędów Horsta Koehlera, który próbował w wielu kwestiach stawiać się w
opozycji do rządu. To musiało się źle skończyć. Jestem przekonany, że obecny
prezydent jest większym profesjonalistą niż poprzednicy i nie zaryzykuje zbyt
dużego mieszania się do polityki prowadzonej przez rząd, a zwłaszcza jej
kwestionowania. Mam nadzieję, że Gauck będzie w tej materii bardziej ostrożny.
Dziękuję za rozmowę.
Prof. dr hab. Frank Decker jest politologiem. Pracuje w
Instytucie Nauk Politycznych i Socjologii Uniwersytetu w Bonn. Jest autorem
wielu publikacji, w tym książkowych, o federalizmie i niemieckich partiach
politycznych.
