Fundusz z nas pociągnie
Banki centralne Unii Europejskiej nie zbiorą 200 mld euro na
ratowanie eurostrefy, lecz o 50 mld euro mniej. Polska ma użyczyć 6 mld euro z
rezerw NBP do dyspozycji Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Środki te posłużą
do ratowania banków w strefie euro, którym coraz bardziej ciążą tzw. śmieciowe
obligacje zadłużonych krajów. Polska udzieli Międzynarodowemu Funduszowi
Walutowemu pożyczki rzędu 6 mld euro na trzy lata – poinformował minister
finansów Jacek Rostowski. MFW będzie ciągnął tę pożyczkę w transzach z rezerw
walutowych Narodowego Banku Polski.
Nasz kraj posiada elastyczną linię kredytową w MFW na 30 mld dol., jej celem
jest wzmocnienie rezerw walutowych NBP na wypadek ataku spekulacyjnego. Za samą
gotowość do udostępnienia środków płacimy MFW 200 mln zł rocznie (około 60 mln
dol.).
Skorzystanie z kredytu będzie nas dodatkowo kosztować 5-6 proc. odsetek, nie
mówiąc o tym, że dług walutowy trzeba będzie zwrócić. Tymczasem za linię z NBP
Fundusz zapłaci zaledwie 2-3 proc. rocznie. Ekonomiści zachodzą w głowę, jaki
rząd widzi interes dla kraju we wzajemnych pożyczkach na linii MFW – NBP.
– Prościej byłoby zrezygnować z elastycznej linii kredytowej, a jednocześnie
nie przekazywać MFW kredytu z NBP – uważa dr Zbigniew Kuźmiuk, ekonomista.
Wcześniej podobną opinię wyrazili dr Cezary Mech, były wiceminister finansów,
oraz prof. Zyta Gilowska, minister finansów w rządzie PiS. – Jeśli sytuacja w
Polsce będzie dużo trudniejsza i sięgniemy po te 30 mld dol. z elastycznej linii
kredytowej, to MFW automatycznie przestanie ciągnąć z puli NBP. A nawet jeśli
jakaś część byłaby pociągnięta, to mielibyśmy prawo zwrócić się z prośbą o to,
żeby te pieniądze zwrócić do NBP – tłumaczy meandry międzynarodowego interesu
minister Rostowski.
Szczyt Rady Europejskiej zdecydował, że banki centralne krajów członkowskich
mają zebrać 200 mld euro na pożyczkę dla Międzynarodowego Funduszu Walutowego,
żeby ten pomógł bankrutującej eurostrefie. Sięgnięcie do rezerw narodowych
banków centralnych spowodowane jest tym, że Niemcy nie zgodziły się, aby
Europejski Bank Centralny był pożyczkodawcą ostatniej instancji dla banków
eurostrefy oraz nabywcą obligacji zadłużonych krajów euro, a nawet na to, aby
EBC udzielił pożyczki Międzynarodowemu Funduszowi Walutowemu.
– Moi włoscy rozmówcy, w większości finansiści, a więc ludzie dobrze
zorientowani, byli ubawieni sprawą polskiej pożyczki z banku centralnego na
ratowanie euro – mówi Jerzy Bielewicz, prezes Stowarzyszenia "Przejrzysty
Rynek". Właśnie wrócił z Włoch, gdzie uczestniczył z ramienia stowarzyszenia w
walnym zgromadzeniu UniCredit. – Sytuacja Polski jest nie lepsza niż Włoch –
mówili Włosi, podając jako przykład wysoką cenę finansowania długu (w Polsce 6
proc. za obligacje dziesięcioletnie, podczas gdy we Włoszech 7 proc.), wysoki
koszt ubezpieczenia (tzw. CDS) na wypadek niewypłacalności kraju czy w końcu
słabość polskiej waluty i rosnące zadłużenie zagraniczne. Przyszła dewaluacja
polskiej złotówki będzie, w ocenie moich włoskich rozmówców, tym większa, im
więcej dorzucimy teraz do przepastnego koszyka "Merkozy" – relacjonuje
Bielewicz.
– Włochy w związku z trudną sytuacją finansów publicznych nie dorzucają się
do "europejskiej zrzutki" – zaznacza. Polska pożyczka na rzecz MFW zostanie
przeznaczona, jak podkreśla Bielewicz, na ratowanie sektora bankowego we Francji
i Niemczech, ponieważ tamtejsze instytucje finansowe posiadają wiele obligacji
włoskich, na których poniosą straty.
Pożyczka dla MFW miała być zebrana w krajach UE w ciągu 10 dni od szczytu w
Brukseli. Według ministra Rostowskiego, kraje członkowskie zbiorą
najprawdopodobniej mniej, niż deklarowano – nie 200, a 150 mld euro. – MFW jest
najbardziej wiarygodnym pożyczkodawcą – zapewnił Rostowski. Wielu ekonomistów
zwraca jednak uwagę, że globalny kryzys finansowy, stagnacja gospodarek
zachodnich oraz kryzys zadłużenia w Europie mogą nadwerężyć kondycję MFW, który
nie będzie w stanie zwrócić zaciągniętej pożyczki.
Małgorzata Goss
***
Finlandia liczy na polski rynek
O kryzysowej sytuacji w Unii Europejskiej i zacieśnieniu współpracy
między Polską i Finlandią rozmawiali wczoraj Donald Tusk i szef rządu Finlandii
Jyrki Katainen. Premierzy zapowiedzieli m.in. ściślejszą współpracę Polski i
Finlandii w dziedzinie energetyki.
Po spotkaniu z premierem Finlandii Jyrki Katainenem, który przebywał wczoraj
z wizytą w naszym kraju, Donald Tusk zapowiedział przesunięcie stosunków
polsko-fińskich "na wyższy poziom relacji". Tusk został zaproszony przez
premiera Finlandii do złożenia w połowie przyszłego roku wizyty w tym kraju.
Jednym z punktów ma być odwiedzenie kolejnej, powstającej w Finlandii elektrowni
jądrowej. Takich elektrowni – jak zaznaczył Tusk – Finlandia ma obecnie 4, a
docelowo ma ich być 7. – Po dzisiejszej rozmowie jeszcze bardziej wzrosło moje
przekonanie o sensowności podjęcia tego programu jądrowego także w Polsce –
stwierdził premier Tusk.
Ogłosił, że obaj szefowie rządu zgodzili się co do kierunków polityki
europejskiej także co do przyszłego unijnego budżetu. – Jesteśmy przekonani, że
sytuacja kryzysowa w Europie nie pozwala na wyraźny wzrost budżetu
europejskiego, ale jednocześnie jesteśmy przekonani, że budżet, jak i inne formy
współpracy w Europie, wymagają ochrony, szczególnie teraz, w czasie kryzysu,
kiedy niektórzy kwestionują sens wspólnoty europejskiej – dodał premier.
Donald Tusk podkreślał, że między Polską i Finlandią panuje dobra współpraca
w sprawie Partnerstwa Wschodniego. I zaznaczył, że nadal liczy na kooperację obu
krajów w odniesieniu do Białorusi. Premier Finlandii kurtuazyjnie pochwalił
efekty polskiej prezydencji. – Polska prezydencja została bardzo dobrze
przeprowadzona. Bardzo ważne sprawy zyskały nowy wymiar – mówił. – Oczywiście
bierze się to z pana osobistej dobrej, silnej orientacji proeuropejskiej –
stwierdził, zwracając się do Tuska, Jyrki Katainen. Premier Finlandii, który
rządem kieruje od czerwca br., stwierdził, że jego wizyta w naszym kraju jest
spełnieniem wyborczej obietnicy, gdyż w czasie swojej kampanii zapowiadał
zacieśnienie relacji między Polską a Finlandią. – Obiecałem przed wyborami, że
jeżeli uda mi się wygrać wybory, zrobię wszystko, aby ta współpraca została
zacieśniona – stwierdził Katainen. Podkreślał przy tym, że "Polska jest
rosnącym, dynamicznym rynkiem". Wyraził nadzieję na usunięcie barier w handlu
między Polską a Finlandią – "jeżeli takie jeszcze istnieją". Według premiera
Finlandii, oba kraje łączy podobna wizja Unii Europejskiej – mającej mocne
instytucje, ściślej zintegrowanej i skoncentrowanej na poprawie konkurencyjności
i wspólnym rynku.
Artur Kowalski
