Euforia Klicha może być zabójcza
Z Witoldem Waszczykowskim, dyplomatą, byłym wiceministrem spraw
zagranicznych, rozmawia Marcin Austyn
Honor polskiej armii został obroniony, to był błąd, nie zbrodnia –
zadeklarował po wyroku w sprawie Nangar Khel szef resortu obrony. Dlaczego
wystąpień w obronie tego honoru nie było po 10 kwietnia 2010 r., przecież piloci
też nie popełnili zbrodni, co więcej, nie wiemy nawet, czy popełnili błąd?
– Słuszne spostrzeżenie, ale skupiłbym się tu na wątku afgańskim. Muszę
powiedzieć, że dziwi mnie taka euforia i radość. Nie zapominajmy, że w Nangar
Khel jednak zginęli niewinni ludzie. Radziłbym większe opanowanie. Można
oczywiście dyskutować, czy właściwie zostały sformułowane zarzuty wobec
żołnierzy, czy prokuratura wojskowa działała tak jak należy itd. Nie okazywałbym
jednak euforii, ale szukał przyczyn tego, dlaczego doszło do śmierci tych ludzi,
dlaczego żołnierze ostrzelali tę wioskę. Nie widzę chęci, by to wyjaśnić.
Pamiętajmy też, że wyrok nie jest prawomocny i być może prokuratura dojdzie do
wniosku, iż należy przeformułować zarzuty i ta sprawa wróci. Osobiście uważam,
że nie powinna się ona zakończyć tak jak obecnie to się stało. Taki scenariusz
będzie lub już jest źle odbierany. Jak wiemy, w Afganistanie właśnie doszło do
ataku na nasz patrol i zginął kolejny polski żołnierz. Nie wykluczam, że te
sprawy mogą mieć ze sobą związek. Dziś świat jest mały, a przepływ informacji
błyskawiczny. Wiadomości z Polski na pewno docierają do Afganistanu i można się
spodziewać odzewu.
Jak Pan odbiera głosy, by teraz rozliczać tych, co wywołali "aferę" wokół
Nangar Khel, czyli Antoniego Macierewicza, ówczesnego szefa SKW, oraz Aleksandra
Szczygłę, byłego szefa MON?
– Tego typu głosy są skandaliczne. To była normalna reakcja ówczesnych władz,
które nie mogły nie podjąć działań wobec tego typu zdarzenia. Można – jak
wspomniałem – rozważać, czy przyjęta kwalifikacja czynów była właściwa, jednak
nie ulega wątpliwości, że władze musiały działać.
Żołnierze mieli szansę obrony przed sądem, ci, którzy zginęli w Smoleńsku,
mówić nie mogą…
– Wobec różnych spraw stosowane są różne standardy i widać to też w kwestii
smoleńskiej. Przypomnę też, że kilka dni temu przeżywaliśmy gorącą dyskusję na
temat domniemanych więzień CIA w Polsce. Kiedy domagamy się, by wojskowa
prokuratura czy komisja ministra Jerzego Millera szybciej działały i pokazywały
nam, jak wygląda śledztwo w sprawie smoleńskiej, to jesteśmy atakowani przez
główne media i upominani, że śmiemy naciskać. Kiedy jednak można było zaatakować
poprzednie władze – widać, iż uznano, że Leszek Miller i Aleksander Kwaśniewski
nie podlegają już ochronie, bo nie chcą współpracować blisko PO – to nagle, tuż
po wizycie prezydenta Baracka Obamy, pojawia się atak, że jednak tajne więzienia
CIA w Polsce były. Jakoś nikt nie mówił wtedy, dlaczego nie czeka się na końcową
reakcję prokuratury prowadzącej śledztwo w tej sprawie. Nikt nie mówił: "bądźcie
cierpliwi", tak jak to dzieje się w przypadku zarówno więzień, jak i katastrofy
smoleńskiej. Proszę zauważyć, że także w tej afgańskiej sprawie, choć wyrok nie
jest prawomocny, nikt nie mówi: "poczekajcie", tylko podnosi się chwałę, mówi
się, że honor polskiego żołnierza został uratowany… Dzieje się tak tylko
dlatego, że to pasuje do celów politycznych obecnej ekipy. Wyraźnie widać, że
stosowane są podwójne standardy. Szkoda tylko, że dotykają one tak tragicznych
wydarzeń, jak katastrofa smoleńska czy śmierć afgańskich cywilów.
Można to odbierać w kategoriach nacisków na prokuraturę, by ta sprawa dalej
się nie ciągnęła?
– Po części tak. Apelowałbym tu jednak o ostrożność, bo tak jak sugerowałem, by
nie roztrząsać sprawy domniemanych więzień CIA, bo mamy 2600 żołnierzy w
Afganistanie, mamy setki dyplomatów w różnych krajach, tak i tu doradzam mniej
euforii, bo może ona być źle odebrana w świecie i stać się pretekstem do ataków
na naszych ludzi, które zakończyć się mogą kolejną, nikomu niepotrzebną
tragedią.
Dziękuję za rozmowę.
