W przededniu Saturnaliów

Po uniewinnieniu przez niezawisły sąd wszystkich żołnierzy oskarżonych w
związku z incydentem w Nangar Khel w Afganistanie nie mamy już żadnych większych
zmartwień, zwłaszcza że i koordynacja jakby się poprawiła. Poprzednio musiało
być gorzej i najwyraźniej prokuratura dostała inne rozkazy niż obecnie
niezawisły sąd. Ale bo też w momencie, gdy w Libii trwa w najlepsze "kinetyczna
operacja militarna", a Aleksander Kwaśniewski do spółki z ministrem Sikorskim
mają uczyć demokracji biednych Tunezjaków, nie czas na daremne żale, próżny trud
i bezsilne złorzeczenia, tym bardziej że doświadczenia zdobyte w Afganistanie i
Iraku przydadzą się jak znalazł również w naszym nieszczęśliwym kraju, kiedy
tylko rząd z braku pieniędzy będzie musiał jednostronnie zredukować zobowiązania
państwa wobec różnych grup obywateli.

Nie wiemy jeszcze, jak to kolejne "mniejsze zło" zostanie nazwane – bo chyba
nie "stanem wojennym", jako że dzisiaj kraje miłujące pokój żadnych wojen już
nie prowadzą, tylko operacje pokojowe, misje stabilizacyjne, a w najgorszym
razie "kinetyczne operacje militarne", ale wojen – Boże uchowaj! Traktat
lizboński mówi też o "klauzuli solidarności" w przypadku zagrożenia demokracji
przez "terrorystów", a terrorystą – wiadomo – może dziś zostać każdy, komu na
przykład nie spodoba się rząd premiera Tuska czy jakiegoś innego Umiłowanego
Przywódcy. Może zatem w przeczuciu nadejścia nieuchronnego przeznaczenia na
ulicach pojawiły się nostalgiczne plakaty z Umiłowanymi Przywódcami,
sfotografowanymi z Kukuńkiem? Na wszelki wypadek, że niby co złego – to nie my?
Jak tam będzie, tak tam będzie, zawsze jakoś będzie – powiadał dobry wojak
Szwejk – bo jeszcze nigdy tak nie było, żeby jakoś nie było.
Tymczasem, to znaczy – zanim padną salwy stokrotne – nie tylko nie mamy żadnych
większych zmartwień, ale w dodatku naszą biedną Ojczyznę czekają wielkie dni.
Oto tylko patrzeć, jak zaczniemy przewodzić całej Europie, i to aż na całe sześć
miesięcy. Nie da się ukryć, że postęp jest; w takim, dajmy na to, starożytnym
Rzymie Saturnalia trwały zaledwie kilka dni, a tu proszę – całe sześć miesięcy!
Czy ktoś w ogóle to wytrzyma? Bo trzeba nam wiedzieć, że Saturnalia polegały
między innymi na tym, że ludzie zamieniali się rolami; na przykład niewolnicy ze
swoimi właścicielami. Znaczy – za pan brat świnia z pastuchem. Ciekawe, czy
podczas tegorocznych Saturnaliów pójdziemy na całość, czy też tę zamianę ról
tylko zamarkujemy, a tak naprawdę wszystko zostanie po staremu? W końcu i w
Rzymie chyba nikt Saturnaliów nie traktował poważnie, bo kiedy tylko mijały,
zaraz następował bolesny powrót do rzeczywistości. Ale, jak to mówią, dobra psu
i mucha; dobrze chociaż przez pół roku trochę poudawać, że kierujemy na przykład
Anglikami czy Niemcami, tym bardziej że tak naprawdę nikomu to przecież nie
szkodzi, bo nikt tych wszystkich "prezydencji" nie traktuje serio bardziej niż
rzymscy patrycjusze Saturnaliów.
I dopiero na tym tle warto ocenić spór, jaki rozgorzał wokół koncertu
organizowanego na inaugurację tegorocznych Saturnaliów. Chodzi o to, że do
prowadzenia konferansjerki zostali zaangażowani panowie Kuba Wojewódzki i
Krzysztof Materna. Protestowano zwłaszcza przeciwko panu Wojewódzkiemu, który
prowadził program z państwową flagą zatkniętą w psią kupę. Podobno kierowały nim
jakieś szalenie patetyczne motywacje, ale nawet gdyby nie, to i tak niezawisły
sąd stwierdził, że nic się nie stało i flaga nie doznała profanacji. Musimy w to
wierzyć, nie ma rady, bo skoro orzeczenia niezawisłych sądów w sprawach, dajmy
na to, lustracyjnych traktowane są niczym dogmaty wiary, a nawet jakby
poważniej, to cóż dopiero w sprawie flagi? Tymczasem powierzenie prowadzenia
tego koncertu wspomnianym panom jest jak najbardziej na miejscu – musimy tylko
pozbyć się zaszczepionego jeszcze za pierwszej komuny przekonania, że
wyznaczenie do występów na koncercie czy przeprowadzenie z kimś gazetowego
wywiadu jest formą zaszczytnego wyróżnienia, rodzajem nagrody za dobre
sprawowanie. Tak myślą totalniacy, jak np. pan prof. Wojciech Sadurski,
krytykujący "Rzeczpospolitą" za wydrukowanie wywiadu z panem Grzegorzem Braunem
– ale nie ludzie normalni. Kiedy zatem zastanowimy się chłodno nad wyborem panów
Wojewódzkiego i Materny na konferansjerów koncertu inaugurującego tegoroczne
Saturnalia, to oczywistość tego wyboru rzuca się w oczy również jako dodatkowa
informacja dla całej Europy, że to wszystko nie naprawdę, a tylko dla tzw. jaj.
Obydwaj panowie, a zwłaszcza pan Wojewódzki, nie bez powodów uchodzą za tzw.
jajcarzy, więc w jaki inny sposób lepiej dać całej Europie do zrozumienia, że ta
cała prezydencja w wykonaniu naszych Umiłowanych Przywódców to tylko taki
wygłup? Gdyby do udziału w koncercie zaproszono jeszcze panów Laskowika i
Smolenia, nawet najmniej kumaty Europejczyk w lot by wszystko zrozumiał. Musimy
zatem i my nauczyć się rozumienia takich aluzji, choćby dlatego, że kiedyś nie
odczytaliśmy prawidłowo przyczyny wyznaczenia znanego satyryka pana Jacka
Fedorowicza do objaśniania mechanizmu narodowych funduszy inwestycyjnych i ich
prywatyzacji – no a potem było już za późno.

Stanisław Michalkiewicz
 

drukuj