Epifania „czasu żniw”
1 listopada Kościół czci swoich świętych – bez wskazywania na ich imiona,
okres życia, kontekst wzrastania w doskonałości. Ukazuje perspektywę swoich
dążeń – horyzont, ku któremu skierowane jest ludzkie istnienie i dzięki któremu
znajduje ono swój sens. W świętych uwielbiamy Boga za to, że uczynił ich znakiem
nadziei dla świata, sprawił, iż stali się czytelną księgą życia
chrześcijańskiego. Uroczystość Wszystkich Świętych to dzień dumy, ale też
wykrzyknik – może znak zapytania dla tych, którzy pogubili się w życiu.
Uroczystość Wszystkich Świętych i wspomnienie Wiernych Zmarłych to epifania
"czasu żniw", która swój sens i dopełnienie znajduje w Chrystusie
Zmartwychwstałym. Oba dni, choć nieraz utożsamiane, różnią się od siebie – tak
jak spełniona nadzieja i tęsknota oczekiwania.
Jeden z ojców opowiadał o kłopotach wychowawczych ze swoją trzynastoletnią
córką. Wiadomo – czas buntu, sprzeczności itd. Któregoś dnia posadził ją
naprzeciwko siebie i zapytał:
– Córeczko, czy wiesz, dlaczego tyle czasu ci poświęcamy, inwestujemy w ciebie,
wysyłamy na obozy językowe? Staramy się, aby niczego ci nie brakowało?
– Oczywiście – odpowiedziała dziewczynka – chcecie, abym była w życiu kimś!
Zdobyła wykształcenie, dobrze płatny zawód…
– Nie, córeczko. Owszem – to, co mówisz, jest ważne – odpowiedział ojciec – ale
najważniejszym naszym celem jest to, abyś kiedyś poszła do Nieba.
Teoretycznie powyższy dialog nie mówi o niczym nowym. Oczywistości, których
istnienie zakładamy, mają jednak to do siebie, że często wcale takie nie są.
Nasz problem polega na tym, że rozmieniając życie na drobne, pędząc naprzód,
podnosząc sobie porzeczkę wymagań, mnożąc cele, gubimy jego najważniejszą
perspektywę. Ona jest bardzo wyrazista i niepodlegająca dyskusji: mamy być
święci. Dzisiejszy dzień zdecydowanie nam o tym przypomina. Błogosławieni ubodzy
w duchu, miłosierni, pragnący sprawiedliwości, wprowadzający pokój… –
przypomina Chrystus. I od razu ukazuje perspektywę postaw i działań ucznia:
albowiem do takich należy Królestwo Niebieskie. Zostaje zakreślony jasny cel.
Nie da się go zaakceptować bez pokory, zaufania Bogu. Żyjemy w świecie, gdzie do
niebotycznego pułapu wyniesiono wszystko, co wymierne, empirycznie
weryfikowalne. Ceną stała się utrata kontaktu z nieskończonością. Wskutek tego
rzeczywistość – zamiast powiększyć się o przestrzeń, którą rzekomo ograniczał
Bóg – zaczęła się dramatycznie kurczyć. Stała się nieznośnie duszna i
antyludzka. Nasza natura nie znosi pustki, stąd niedługo po tym, jak skazano
Boga na banicję, pojawili się nowi bogowie, nowe systemy (ukuto nawet nowe
pojęcie dla zdefiniowania jednego z nich: "moneyteizm"), gdzie zabsolutyzowano
to, co do tej pory posiadało charakter jedynie służebny wobec człowieka:
pieniądze. Tylko że mało kto przy tym zauważył, iż utrata horyzontu dążeń
zapędziła ludzkość w zaułek, gdzie przestrzeń życia skurczyła się do minimum.
Nowy, wspaniały świat okazał się wypełniony po brzegi beznadziejnością. Dlaczego
tak się stało? Średniowieczna "Legenda o św. Prokopie" ukazuje tytułowego
bohatera, jak zaprzęga diabła do pługa i cały dzień orze nim pole. To naiwne
wyobrażenie, któremu uległo wielu z nas. Diabeł jest zbyt doświadczonym
dialektykiem – ci, którzy chcą powtórzyć wyczyn świętego, mogą przy całej swojej
gorliwości i nieuwadze niespodzianie szybko znaleźć się w roli zaprzężonego do
pługa…
Pascal zwykł mówić, że najszlachetniejszym czynem rozumu jest rozpoznanie i
uznanie swoich granic. Znakiem chrześcijańskiej pokory i dowodem zrozumienia,
kim jesteśmy i jaki cel winien nam przyświecać, jest uznanie horyzontu świętości
– nie jako utopii, ku której mogą zmierzać jedynie wybrani superherosi, ale jako
codziennego wysiłku ucznia. Nie znaczy to, że sami z siebie możemy ów cel
osiągnąć. To niemożliwe. To Jezus nas zbawił, okupił nasze zbawienie ofiarą
krzyża. Bóg "Syna swojego Jednorodzonego dał", aby nas uratować. Warunkiem
zdobycia Królestwa Niebieskiego nie jest finalna przemiana oblicza ziemi
– w Kazaniu na górze Chrystus nie używa czasu przeszłego dokonanego. Ten kto
jest ubogi, cichy, cierpliwy, pokorny – kto aktualizuje w taki właśnie sposób
swoje życie, ten będzie zbawiony. Nawet jeśli jego wysiłki tu i teraz będą
przynosić (po ludzku rzecz ujmując) niewielki skutek.
ks. Paweł Siedlanowski
