Dziennikarze zaczęli przeszkadzać

Grupa polskich dziennikarzy przygotowująca materiał z miejsca katastrofy
Tu-154M została zatrzymana przez rosyjskie służby. Dziennikarzom, prawdopodobnie
pod pretekstem nieuprawnionego wkroczenia na teren wojskowy, zabrano dokumenty i
akredytacje. Po około ośmiu godzinach przetrzymywania zostali zwolnieni.

Funkcjonariusze rosyjskiego wojska z lotniska Siewiernyj w Smoleńsku zatrzymali
grupę polskich dziennikarzy, którzy przygotowali relację z miejsca katastrofy
samolotu Tu-154M. Dziennikarze mieli wejść na teren wojskowy bez zezwolenia.
Zatrzymani to m.in. Arleta Bojke z TVP, Przemysław Marzec z Radia RMF i Marek
Osiecimski z TVN 24. Wszyscy trafili do budynku na terenie jednostki koło
lotniska, gdzie odebrano im paszporty i akredytacje. Dziennikarze mieli zostać
przesłuchani. Według relacji Bojke, do zatrzymania doszło, kiedy ekipa zbliżyła
się do ogrodzenia z drutu kolczastego, za którym złożony został wrak polskiego
samolotu w pobliżu lotniska. Reporterzy chcieli sprawdzić, na jakim etapie są
prace związane z zabezpieczeniem Tu-154M. Ich zdaniem, do zatrzymania doszło
poza terenem lotniska. Polacy są w kontakcie z konsulem RP, który w sprawie
zatrzymania interweniował zarówno w jednostce wojskowej, jak i u władz
obwodowych. Jak relacjonuje PAP, było to już drugie zatrzymanie polskich
dziennikarzy w Smoleńsku tego dnia. Po raz pierwszy dziennikarze zostali
"przyłapani" na terenie lotniczych zakładów remontowych. Wówczas pod zarzutem
wejścia na teren zamknięty zatrzymała ich służba ochrony zakładów i zawiadomiła
o tym władze obwodowe, które skontaktowały się z polskim konsulem, i
dziennikarzy szybko wypuszczono. Drugie zatrzymanie okazało się bardziej
dotkliwe.
W ocenie Karola Karskiego, posła PiS, wiceprzewodniczącego sejmowej Komisji
Spraw Zagranicznych, zatrzymania pokazują, że mamy do czynienia z nową polityką
po stronie władz rosyjskich. – Teren lotniska nie jest terenem zamkniętym.
Okoliczni mieszkańcy wydeptanymi ścieżkami przemierzają we wszystkie strony to
lotnisko, skracając sobie drogę, bo obiekt jest praktycznie nieużywany. Widać
dzisiaj strona rosyjska postanowiła dać nauczkę polskim dziennikarzom i tak
naprawdę państwu polskiemu – ocenił. Jak zauważył Karski, zatrzymano
dziennikarzy, czyli osoby, które są motorem wyjaśniania spraw związanych z
katastrofą. – Gdyby nie dziennikarze, to wiele wątków tego postępowania nie
byłoby prowadzonych – dodał. Zdaniem posła, akcja Rosjan jest skoordynowana. –
Dziennikarze do tej pory byli tam obecni i nie budziło to zastrzeżeń. To, że
różne służby włączyły się w zatrzymywanie wielu ekip, to znaczy, iż jest to
kontrolowana akcja. W Rosji nic nie dzieje się przypadkowo – dodał Karski.

Marcin Austyn

drukuj