Dzień krwi i chwały

Ta bitwa przeszła nie tylko do historii Polski. Ta bitwa to chwała i sława
oręża polskiego, która poza historią przeszła do legendy, a także do literatury
pięknej i malarstwa. Opisał ją w "Warszawiance" Stanisław Wyspiański, a także
Juliusz Słowacki i Artur

Oppman w swojej poezji. Z licznych obrazów batalistycznych najsłynniejsze
jest dzieło Wojciecha Kossaka. Z tej bitwy wywodzi się jedna z najpiękniejszych
pieśni polskich, a zarazem wojskowy marsz "Warszawianka": "Oto dziś dzień krwi i
chwały!". Mija właśnie 180 lat od 25 lutego 1831 r., kiedy to na polach Grochowa
Wojsko Polskie stoczyło walną bitwę z armią rosyjską. Mimo ogromnej przewagi
wroga Polacy odnieśli zwycięstwo, okupione ciężkimi stratami. W dramatycznej
walce zginęło ponad siedem tysięcy żołnierzy polskich.
Armia rosyjska ruszyła na Polskę na osobisty rozkaz cara Mikołaja I.
Feldmarszałek Iwan Dybicz otrzymał polecenie zdobycia zbuntowanej Warszawy
szturmem prosto z marszu. Miała to być dla Polaków powtórka osławionego szturmu
z 1794 r., kiedy to podczas Powstania Kościuszkowskiego sołdaci feldmarszałka
Suworowa dokonali straszliwej rzezi mieszkańców Pragi. Ale w lutym 1831 r.
ostatecznym celem armii rosyjskiej nie była ani Warszawa, ani Polska. Po
spacyfikowaniu zbuntowanych Polaków armia rosyjska miała pomaszerować dalej – do
Europy Zachodniej, a dokładnie do Francji i Belgii, aby przywrócić tam
"porządek" po rewolucji lipcowej. Takie były rozkazy cara Mikołaja I, zwanego
"żandarmem Europy". Nie mógł on znieść jakichkolwiek dążeń wolnościowych, a już
szczególnie postanowił stłumić Powstanie Listopadowe. Bezpośrednią przyczyną
wysłania 140-tysięcznej armii rosyjskiej była detronizacja cara 25 stycznia 1831
roku. Obradujący na Zamku Królewskim Sejm pozbawił Mikołaja I polskiej korony,
co miało znaczenie symboliczne – Polska odzyskiwała wolność. Ale bitwa
grochowska, podobnie jak całe Powstanie Listopadowe, toczyła się o wolność naszą
i waszą. Armia polska zajęła wysunięte pozycje obronne pod Grochowem, aby nie
dopuścić do bezpośredniego szturmu na stolicę i ocalić ludność cywilną. Kluczową
polską pozycją była słynna Olszynka Grochowska, która przechodziła z rąk do rąk,
a którą w krytycznym momencie bitwy obronił 4. pułk piechoty – bohaterscy
"czwartacy". Pobita armia rosyjska musiała się cofnąć o 100 km na wschód.
Warszawa i samo powstanie zostały ocalone. Niestety, generalicja polska i
politycy stojący na jego czele zmarnowali zwycięstwo pod Grochowem. Nie tylko
nie podjęli dalszych działań ofensywnych przeciw Rosjanom, ale liczyli na
negocjacje z carem, na jego wspaniałomyślność i łaskawość wobec Polaków. Była to
ówczesna polityka pojednania z Rosją, całkowicie naiwna, naruszająca polską
rację stanu. Doprowadziło to do klęski powstania, a następnie represji Mikołaja,
jakie spadły na Polskę.
Od tamtych dramatycznych wydarzeń minęło nie tylko 180 lat, ale kilka epok.
Żyjemy w zupełnie innych czasach, w zupełnie innej Europie. Imperium carów
upadło w 1917 r., na jego miejsce powstało imperium sowieckie, które też upadło
w 1991 roku. W 2011 r. Rosja premiera Putina i prezydenta Miedwiediewa nie tylko
na naszych oczach odbudowuje potęgę imperialną Rosji, ale jest jedynym
mocarstwem w Europie! W ciągu ostatniej dekady Moskwa uzależniła Europę, w tym
Polskę, od swych dostaw ropy i gazu. Rosjanie wręcz dążą do ubezwłasnowolnienia
energetycznego UE. Ale równolegle z tym następuje w Rosji największa od
zakończenia II wojny światowej modernizacja sił zbrojnych. W ramach tego
programu Rosja chce do 2020 r. wymienić
80 proc. uzbrojenia na nowoczesny sprzęt. Ciekawa – szczególnie dla Polski –
jest dyslokacja tego wyposażenia. Najnowocześniejsze idzie głównie do dwóch
okręgów wojskowych: moskiewskiego i leningradzkiego. Wcale nie do
północno-kaukaskiego, zaangażowanego w walkę z rebelią islamistyczną na
Kaukazie, ani dalekowschodniego, położonego przy granicy z rosnącymi w siłę
Chinami. Okręgi moskiewski i leningradzki są przygotowane na wojnę z NATO, w
pierwszej kolejności z Polską.
Modernizowane są jednostki pierwszorzutowe, czyli mogące niemal natychmiast
prowadzić operacje poza granicami Federacji Rosyjskiej. Kluczowy okres
modernizacji wyznaczono na lata 2011-2015. Za pięć lat armia rosyjska w niczym
nie będzie już przypominała watah oberwańców na rdzewiejących czołgach i
transporterach, które wlały się do Czeczenii w 1994 r. i zostały rozgromione
przez kiepsko uzbrojone oraz źle wyszkolone pospolite ruszenie górali. W 2015 r.
poza NATO i Chinami w zasięgu operacyjnego działania sił zbrojnych Rosji nie
będzie już nikogo, kto mógłby stawić im czoła bez groźby unicestwienia. A mówimy
wyłącznie o armii konwencjonalnej, pozostawiając na boku siły nuklearne, które
także są modernizowane. Supernowoczesne rakiety Iskander z głowicami atomowymi,
prawie niemożliwe do strącenia, mają zostać rozlokowane tuż przy granicy z
Polską w rejonie Kaliningradu, a prawdopodobnie także na Białorusi, pozornie
suwerennej pod rządami Łukaszenki. Po co to Rosji? Przeciwko komu skierowane są
te zbrojenia?
Zawsze warto przypominać powiedzenie cara Piotra I, twórcy imperium rosyjskiego:
"Polska jest dla Rosji pomostem do Europy, a Bałtyk to nasze okno na świat". To
wyrażenie, tradycyjnie uważane w Rosji za doktrynę polityczną, jest ciągle
aktualne, a dla nas szczególnie niebezpieczne. Tak samo jak brutalna militarna
siła, główny i odwieczny element polityki zagranicznej Kremla.
Rosja premiera Putina nie jest normalnym państwem, z którym możliwe są normalne
relacje. Rosja całą swoją politykę nadal prowadzi z pozycji siły. Jej elementem
jest inna znana moskiewska doktryna polityczna: "Co nasze – to nasze, a o waszym
możemy dyskutować". Dla Polski i Polaków ta siłowa polityka była i jest
wyjątkowo groźna i niebezpieczna.
 

Józef Szaniawski

drukuj