Dzięki niemu nie traciliśmy nadziei
Z JE ks. abp. Ignacym Tokarczukiem z Przemyśla, jednym z najbardziej
prześladowanych przez reżim PRL biskupów, pasterzem Kościoła przemyskiego od
1965 r., rozmawia Mariusz Bober
Mimo represji ze strony komunistycznych władz inicjował Ksiądz Arcybiskup
budowę kościołów na terenie diecezji przemyskiej, mając poparcie ks. Prymasa
Stefana Wyszyńskiego. Niejednokrotnie bronił on Księdza Arcybiskupa przed
atakami ze strony komunistycznych władz. Jakie były bezpośrednie relacje z ks.
Prymasem?
– Ksiądz kard. Wyszyński był dla mnie autorytetem. Żyłem nauką ks. Prymasa,
byłem w jego szkole. Zawsze bronił mnie przed atakami ze strony komunistów. Gdy
budowałem bez pozwoleń władz świątynie, komuniści domagali się od księdza
Prymasa ukarania mnie. Wówczas ks. kard. Wyszyński tłumaczył, że to nie jest
"widzimisię biskupa przemyskiego", bo w Polsce jest mało kościołów i ludzie
potrzebują ich, dlatego sami je budują. Ksiądz Prymas również objął kierownictwo
nad polskim Kościołem [w 1948 r. – przyp. red.] w trudnej sytuacji, gdy
świątynie warszawskie były zniszczone i trzeba było je odbudowywać, więc
rozumiał ten problem. Spotykałem się z nim głównie podczas posiedzeń Konferencji
Episkopatu Polski. Rozmawialiśmy także po zakończeniu obrad. Otwarcie wtedy
omawialiśmy problemy Kościoła w Polsce, także te, które napotykałem w związku z
budową świątyń na terenie diecezji przemyskiej. Jako Prymas nie mógł mówić
wszystkiego otwarcie, dlatego o wielu trudnych sprawach mówiłem ja. Ksiądz
Prymas miał do mnie zaufanie. Cieszył się też, że mimo represji w naszej
diecezji budowane były nowe świątynie.
Jaka była strategia postępowania Prymasa Tysiąclecia wobec komunistów, którzy
stosowali represje wobec Kościoła, posuwając się nawet do zabijania kapłanów?
– Ksiądz Prymas rozmawiał z władzami, ale w pewnym momencie powiedział: "Non
possumus"! Wskazał w ten sposób, że w pewnych sprawach Kościół nie może ustąpić.
Dlatego po aresztowaniu przez komunistów biskupa kieleckiego Czesława Kaczmarka
ks. Prymas zaprotestował i domagał się jego uwolnienia.
Komuniści postrzegali Prymasa Tysiąclecia jako wielkiego wroga i wywierali
presję także na Stolicę Apostolską, chcąc pozbawić go wpływu na polski
Kościół…
– Trzeba wiedzieć, że inaczej komunizm wyglądał z perspektywy Rzymu, z punktu
widzenia relacji Stolicy Apostolskiej z władzami komunistycznych państw, a
inaczej z punktu widzenia zwykłych kapłanów i biskupów, którzy byli aresztowani
i mordowani przez funkcjonariuszy władzy. Pod koniec życia Prymasa, za rządów
Edwarda Gierka, który chciał prowadzić "nową politykę wyznaniową", władze
komunistyczne naciskały na kurię rzymską, by wysłano jakiegoś biskupa z Rzymu,
który faktycznie kierowałby polskim Kościołem, i by odsunąć "na bok" ks. kard.
Wyszyńskiego. Komunistom chodziło o to, aby najważniejsze decyzje w polskim
Kościele podejmował ktoś, kto nie zna naszych realiów. Wtedy właśnie, pod presją
komunistów, kuria rzymska domagała się też od ks. Prymasa, by odwołał mnie ze
stanowiska pasterza diecezji przemyskiej.
Dlaczego tak im na tym zależało?
– Miało to jakoby "przynieść spokój" w stosunkach państwa z Kościołem. Z tego
powodu próbowano nawet wysłać mnie do Watykanu. Właśnie w tej sprawie wzywano
mnie do kurii rzymskiej. Tłumaczono, że moja postawa zaognia relacje państwo –
Kościół, i nalegano, bym ustąpił ze stanowiska biskupa. Ja jednak nie chciałem
zrezygnować. Tłumaczyłem, że niczego złego przecież nie robię. Powiedziałem, że
jeśli Papież mnie odwoła, to będę posłuszny tej decyzji, ale sam nie zrezygnuję.
Byłem pewien, że postępuję słusznie, i zgodnie z wolą ks. Prymasa Wyszyńskiego.
Wiele lat później moje przekonanie potwierdził Ojciec Święty Jan Paweł II, który
w liście z życzeniami dla mnie napisał m.in.: "Drogi Księże Arcybiskupie (…).
To właśnie w tych trudnych czasach stałeś się dla Kościoła przemyskiego, a także
dla Kościoła w całej Polsce, nieustraszonym świadkiem prawdy ewangelicznej,
niezłomnym obrońcą praw Kościoła do swobodnego spełniania swej misji i praw
ludzi wierzących do wyrażania swych przekonań religijnych". Tego właśnie, obrony
praw Kościoła nauczył mnie ks. Prymas. Po wyborze ks. kard. Karola Wojtyły na
Stolicę Piotrową ks. kard. Luigi Poggi [dyplomata watykański, w latach 1973-1975
nuncjusz do specjalnych poruczeń, odpowiedzialny za nawiązywanie kontaktów z
rządami państw tzw. bloku wschodniego: Polski, Węgier, Czechosłowacji, Rumunii i
Bułgarii, od 1975 r. szef delegacji watykańskiej do stałych kontaktów roboczych
z władzami PRL – przyp. red.], który przyjeżdżał często do Polski, przeprosił
mnie za te naciski na rezygnację z funkcji pasterza diecezji przemyskiej. Nie
miałem do niego żalu. To dobrze, że przekonał się, iż także zwykły biskup
diecezjalny może mieć lepszą orientację w sytuacji niż dyplomata watykański.
Jednak chyba po wyborze ks. kard. Karola Wojtyły na Stolicę Piotrową zmieniło
się nastawienie dyplomacji watykańskiej?
– Rzeczywiście, zmiany w polityce Watykanu nastąpiły właśnie po wyborze ks.
kard. Karola Wojtyły na Papieża. Ksiądz kard. Agostino Casaroli [ustanowiony
sekretarzem stanu przez Papieża Jana Pawła II – przyp. red.] tłumaczył później,
że Stolica Apostolska, dysponując opiniami państw zachodnich, uważała wcześniej,
że Związek Sowiecki jest tak silny, że nie ma mowy o przemianach korzystnych dla
Kościoła. Ale ja, jako biskup diecezji graniczącej bezpośrednio ze Związkiem
Sowieckim, miałem kontakty z różnymi ludźmi, także obywatelami ZSRS, w tym z
tamtejszą inteligencją. Zawsze pytałem ich, jaka jest tam sytuacja. To oni
odpowiadali, że wbrew pozorom sytuacja była tam trudna. Wskazywali, że
robotnicy, zajęci na co dzień tylko pracą, nie byli zorientowani, co naprawdę
się dzieje w państwie sowieckim. Ale urzędnicy, którzy wyjeżdżali za granicę i
obserwowali bezpośrednio, jak rozwijały się kraje zachodnie, chcieli zmian,
widząc ogromne różnice między tamtymi państwami a Związkiem Sowieckim.
Po objęciu stanowiska Prymasa ks. kard. Wyszyński podjął także niełatwe
zadanie budowy od podstaw struktur Kościoła katolickiego na tzw. Ziemiach
Odzyskanych oraz ich integracji z resztą kraju…
– Proces ten zaczął już poprzednik ks. kard. Wyszyńskiego – ks. Prymas August
Hlond. Za zgodą Ojca Świętego zwrócił się do Kościoła niemieckiego o wycofanie
wszystkich kapłanów niemieckich z tych ziem. Ksiądz Prymas Wyszyński starał się
wysyłać na te ziemie księży, którzy obejmowali i tworzyli tam nowe parafie.
Spełniało to również funkcję jednoczącą te ziemie z resztą kraju i nawiązywało
do naszej historii. Bowiem już w 1000 r., podczas zjazdu gnieźnieńskiego,
zdecydowano o utworzeniu na tych ziemiach, w Kołobrzegu, jednego z najstarszych
polskich biskupstw. Po objęciu stanowiska Prymasa ks. kard. Wyszyński podjął
niełatwe wyzwanie tworzenia struktur kościelnych na tych ziemiach, które po
wojnie zamieszkiwała mieszanka ludzi przesiedlanych z różnych terenów oraz
miejscowych, m.in. Kaszubów.
Jednocześnie pochodzący ze wschodniej Polski ks. Prymas starał się też
wspierać wiernych i duchownych Kościoła katolickiego, którzy pozostali na
ziemiach zagarniętych przez Związek Sowiecki. Co można było wówczas zrobić dla
chrześcijan żyjących w państwie komunistycznym?
– Ksiądz Prymas robił wszystko, co możliwe, by wesprzeć tamtejszy Kościół.
Pamiętał o wiernych i kapłanach, którzy tam pozostali. Panowała tam bardzo
trudna sytuacja, bo komuniści zamykali w ZSRS wszystkie kościoły, a wiernych i
duchownych prześladowali. Na Ukrainie dodatkowo byli oni prześladowani przez
bandy UPA.
W czasach prześladowań Kościoła szczególnie ważne dla Polaków było odnowienie
Ślubów Jasnogórskich oraz przygotowania do obchodów 1000-lecia chrztu Polski…
– Przygotowania do obchodów były omawiane na Konferencji Episkopatu Polski.
Ustalono wtedy, że w każdej parafii zostaną zorganizowane obchody połączone z
uroczystymi procesjami i peregrynacją kopii Obrazu Matki Bożej Częstochowskiej.
Jednak komuniści "aresztowali" obraz, myśląc, że zablokują te przygotowania.
Mimo to one trwały, a po Polsce krążyły puste ramy obrazu, zapalona świeca i
księga Ewangelii. Ludzie rozumieli ten przekaz. Budziła się w nich wiara. W ten
sposób również Polacy policzyli się, bo wiadomo było, kto przyjmował obraz do
swojego domu. Wiadomo było, ilu jest komunistów, a ilu wierzących. To była
wielka idea Prymasa, która obudziła w Polakach nadzieję. Nauczanie Prymasa
dodawało im odwagi.
W swoim nauczaniu Prymas Tysiąclecia starał się też doceniać godność ludzką,
troszczył się o ludzi pracy, o których mimo propagandy nie dbali komuniści.
Jakie znaczenie miało to dla robotników?
– Prymas często głosił homilie na ten temat. Jednak komunistyczne władze
zazwyczaj fałszowały i przekręcały jego nauczanie w swojej propagandzie. Prymas
podkreślał rolę wolności, poszanowania prawa własności i wskazywał, że
funkcjonowanie państwa musi być oparte na tych zasadach. Ksiądz kard. Wyszyński
zanim jeszcze został biskupem, utrzymywał już kontakty z robotnikami, którym
przekazywał swoje wskazania. Przytaczał i propagował papieskie encykliki
dotyczące kwestii społecznych.
Przyczyniło się to do przemian społecznych, powstania "Solidarności"?
– Tak. Komunizm bowiem boi się prawdy i walczy z nią. Taka postawa, jak szacunek
do drugiego człowieka, jest traktowana przez totalitaryzm, podobnie zresztą jak
i przez skrajny liberalizm jako wrogie zachowanie.
Podczas ostatniego – pod przewodnictwem ks. kard. Wyszyńskiego – posiedzenia
Rady Głównej Episkopatu Polski Prymas Tysiąclecia przekazywał polskim biskupom
wskazania dla Kościoła i Polski. Może Ksiądz Arcybiskup przypomnieć, jakie to
były wskazówki?
– Odbyło się ono kilka dni przed śmiercią ks. kard. Wyszyńskiego. Prymas był już
bardzo chory, nie mógł chodzić. Podczas posiedzenia siedział na wózku
inwalidzkim. W trakcie obrad pożegnał się ze wszystkimi uczestnikami. Polecił
mi, bym umacniał wiarę w południowo-wschodniej Polsce. Diecezja przemyska po II
wojnie światowej straciła część parafii, które zostały po drugiej stronie nowej
granicy ze Związkiem Sowieckim, m.in. Drohobycz, Borysław, i wiele innych.
Jednocześnie zmieniała się sytuacja na terenie diecezji. Szybko rozrastały się
miasta, przybyło wielu Polaków mieszkających przed wojną po wschodniej stronie
nowej granicy.
Czy Ksiądz Prymas pozostawił też wskazówki dla Polski aktualne również i
dziś?
– Nadal ważne są jego zalecenia dotyczące troski o polską kulturę, język oraz
wychowanie dzieci i młodzieży. Stąd starał się o jak najszersze nauczanie
religii w szkołach. Dlatego po 1989 r. zainicjowałem starania na rzecz powrotu
religii do szkół. I udało się. Nadal aktualne są też wskazania dotyczące
sprawiedliwości społecznej. Prymas był też wyczulony na współpracę Rosji i
Niemiec, uważając, że to może być główne źródło niebezpieczeństw dla Polski.
Co zawdzięczamy dziś ks. Prymasowi Wyszyńskiemu?
– Zawdzięczamy mu przede wszystkim to, że jako Naród i Kościół nie straciliśmy w
okresie PRL nadziei na odzyskanie wolności. To również Prymas upominał się o
poczęte życie, gdy komuniści wprowadzali ustawę zezwalającą na aborcję z tzw.
względów społecznych.
Dziękuję za rozmowę.
