Dzieci w Sokólskim sanktuarium
Akt zawierzenia Jezusowi Chrystusowi i Matce Bożej w obliczu cudu
przemienionej Hostii złożą dzieci z archidiecezji białostockiej. W sobotę, 9
czerwca br., będą one uczestniczyć w Pierwszej Archidiecezjalnej Pielgzymce
Dzieci Pierwszokomunijnych do sanktuarium w Sokółce.
Na pielgrzymkę wybiera się większość dzieci, które w tym roku przyjęły Pierwszą
Komunię Świętą. Sokólska parafia spodziewa się przyjazdu około tysiąca osób. W
parafiach archidiecezji trwają zapisy na pielgrzymkę. Spotkanie dziewięciolatków
w Sokółce organizowane jest w archidiecezji białostockiej po raz pierwszy.
Miejsce zostało wybrane nieprzypadkowo. To parafia pw. św. Antoniego
Padewskiego, gdzie w kaplicy wieczystej adoracji wystawiona jest przemieniona w
niezwykły sposób Hostia.
Centralny punkt pielgrzymki to Msza św. o godz. 11.00 na placu przed
kościołem. Będzie jej przewodniczył ks. abp Edward Ozorowski, metropolita
białostocki, który jest inicjatorem tego spotkania. Po Eucharystii dzieci będą
miały przerwę na posiłek i rekreację. Specjalnie dla nich zagrają zespoły
dziecięce "Boże Echo" i "Winnica" z Białegostoku. Pielgrzymka zakończy się o
godzinie 14.30 Nabożeństwem Eucharystycznym w kościele św. Antoniego, podczas
którego dzieci po Pierwszej Komunii Świętej złożą akt zawierzenia Jezusowi
Chrystusowi i Matce Bożej. Pielgrzymka dziękczynna za dar Komunii Świętej będzie
się odbywać co roku w drugą sobotę czerwca i mają w niej uczestniczyć dzieci,
które przystępowały do Pierwszej Komunii Świętej. Przyjazd do Sokółki będzie
możliwy zarówno z grupami zorganizowanymi, jak i indywidualnie.
Adam Białous
***
Cząstka wielkiej Miłości
Nasz Dziennik, 2012-06-07
Ilekroć stajemy w obliczu nadprzyrodzonych znaków, tylekroć próbujemy
znaleźć odpowiedź na pytanie, co Bóg chciał przez to powiedzieć, przekazać
człowiekowi. W czasie uroczystości przeniesienia Cząstki Ciała Pańskiego do
kaplicy wystawienia Najświętszego Sakramentu metropolita białostocki ks. abp
Edward Ozorowski sens Cudu Eucharystycznego, do którego doszło w Sokółce,
wyjaśniał w następujący sposób: "Wprawdzie Jezus błogosławionymi nazywa tych,
"którzy nie widzieli, a uwierzyli" (J 20, 29), ale Bóg miłuje także tych, którzy
szukają znaków. (…) Chociaż przeto wszędzie tam, gdzie sprawowana jest
Najświętsza Ofiara, dokonuje się cud eucharystyczny, to jednak w Sokółce został
on zdwojony. Cud wiary został umocniony cudem empirycznym. W Sokółce rodzi się
na nowo nadzieja dla świata. Bo Bóg jest wśród swego ludu" – mówił ksiądz
arcybiskup.
W porównaniu z okresem sprzed trzech lat wypiękniała kolegiata pw. św.
Antoniego i otoczenie wokół niej, zbudowano nowy parking, rozwinęło się również
miasto, do którego przyjeżdżają coraz większe rzesze pielgrzymów. Jednak życie
codzienne mieszkańców Sokółki niewiele się zmieniło. Oni raczej ze spokojem i
cichą radością przyjmują Cud Eucharystyczny, do którego doszło w miejscu, gdzie
żyją i pracują. – Trudno to objąć ludzkim umysłem – przyznaje burmistrz miasta
Stanisław Małachwiej. – Jako człowiek wierzący przyjąłem to po prostu z pokorą.
Widocznie tak musiało być – mówi. Po chwili zastanowienia dodaje: – Być może
głęboka wiara i przywiązanie całego Podlasia, w tym Sokółki, do tradycji
sprawiły, że Bóg chciał dać namacalny sygnał: to, co robicie, jest dobre i
potrzebne.
Może w tym kryje się sens znaku danego ludziom wierzącym z całego świata?
Nagroda za wierność
Czy Pan Bóg jakoś przygotowywał sokółczan do Cudu Eucharystycznego, który
wydarzył się w kościele św. Antoniego Padewskiego w październiku 2008 roku?
Jeśli spojrzy się z perspektywy czasu, wiele może wskazywać na to, że tak.
Pielgrzymów uderza głęboka pobożność mieszkańców Sokółki i okolic, w której
na szczególną uwagę zasługuje rozwinięty kult eucharystyczny i maryjny. Ziemia
sokólska zrodziła też błogosławionych kapłanów Kościoła katolickiego: męczennika
ks. Jerzego Popiełuszkę oraz ks. Michała Sopoćkę, spowiednika św. Siostry
Faustyny Kowalskiej. Kolegiata pw. św. Antoniego w Sokółce, sanktuarium Matki
Bożej Bolesnej w Świętej Wodzie i sanktuarium maryjne w Różanymstoku stały się
niemal obowiązkowymi punktami dla pielgrzymów odwiedzających Białostocczyznę.
Powiat sokólski to również miejsce, gdzie od pokoleń w atmosferze pokoju i
wzajemnego szacunku mieszkają obok siebie katolicy, prawosławni i muzułmanie. –
My tych różnic nie zauważamy na co dzień. Znamy się od dzieciństwa, to dlaczego
mamy się kłócić? Tu ludzie żyją normalnie – mówią sokółczanie. 2 października
2011 r. odbyła się uroczystość przeniesienia Cząstki Ciała Pańskiego do
specjalnie odrestaurowanej i przygotowanej do tego celu kaplicy Matki Bożej
Różańcowej. Stało się to trzy lata po tym, jak siostra Julia Dubowska,
zakrystianka ze Zgromadzenia Sióstr Eucharystek, jako pierwsza stała się
świadkiem wydarzenia określanego mianem Cudu Eucharystycznego.
Zobaczcie, jestem z wami
Gdy 12 października 2008 roku siostra Julia – jak co dzień – sprzątała po Mszy
Świętej, zauważyła, że w vasculum znajduje się Komunikant, który upadł kapłanowi
w czasie rozdzielania wiernym Komunii Świętej. Vasculum to niewielkie naczynie
tuż przy tabernakulum służące szafarzowi do obmywania palców po obrzędzie
Eucharystii. Siostra, wiedząc, że intencją kapłana, który umieścił w nim
Komunikant, było to, aby się rozpuścił, postanowiła schować naczynie do
znajdującego się w zakrystii sejfu. Przez kilka kolejnych dni sprawdzała, czy
Hostia już się rozpuściła, ale ponieważ tak się nie stało, zapomniała na jakiś
czas o całej sprawie.
Do sejfu zajrzała znowu dopiero 19 października – w niedzielę misyjną.
Najpierw jej uwagę przykuł zapach kwaszonego chleba. Gdy wzięła do ręki naczynie
z Najświętszym Sakramentem, zauważyła, że z Hostii pozostał tylko mały fragment,
a na nim znajduje się świeża krew, która jednak nie barwiła wody. – Patrzyłam na
to zjawisko jak Mojżesz na krzak, który płonął, ale się nie spalał. Woda była
przezroczysta, Komunikant śnieżnobiały, a na nim lśniła na czerwono żywa krew –
relacjonuje siostra. Natychmiast powiadomiła proboszcza ks. Stanisława
Gniedziejkę. Kapłan zadecydował, aby na razie nikomu o tym wydarzeniu nie mówić,
a Hostię schować z powrotem do sejfu. Po kilku dniach powiadomiono metropolitę
białostockiego ks. abp. Edwarda Ozorowskiego. W dniu, gdy ksiądz arcybiskup miał
przyjechać, siostra Julia powtórnie wyjęła naczynie z Najświętszym Sakramentem i
przekazała księdzu proboszczowi. Ksiądz arcybiskup Ozorowski oraz kapłani,
którzy przybyli wraz z nim, byli bardzo poruszeni tym, co zobaczyli. Na
polecenie księdza arcybiskupa Komunikant wyjęto z wody, położono na małym
korporale i umieszczono w tabernakulum w kaplicy na plebanii, gdzie był
przechowywany przez następne trzy lata. W międzyczasie patomorfolodzy z
Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku – prof. dr hab. Maria Sobaniec-Łotowska i
prof. dr hab. Stanisław Sulkowski, przeprowadzili szczegółowe badania, które
wykazały, że struktura badanego fragmentu Komunikantu jest identyczna z tkanką
mięśnia sercowego człowieka jeszcze żyjącego, ale będącego w stanie agonii.
Wykluczając ludzką ingerencję, patomorfolodzy podkreślili, że włókna mięśnia
sercowego są tak mocno wrośnięte w Komunikant, że nawet dysponując
najnowocześniejszym sprzętem mikroskopowym, nie udałoby się ich w taki sposób
połączyć. Po przebadaniu świadków i zapoznaniu się z orzeczeniami naukowców
komunikat w tej sprawie wydała również komisja kościelna powołana przez
ordynariusza archidiecezji białostockiej. Komisja potwierdziła przebieg
wydarzeń, które miały miejsce przed odkryciem cudu i po nim, oraz stwierdziła,
że "wydarzenie z Sokółki nie sprzeciwia się wierze Kościoła, a raczej ją
potwierdza".
Siostra Julia, opowiadając o Cudzie Eucharystycznym, z trudem ukrywa
wzruszenie. – Było to dla mnie bardzo osobiste i wewnętrzne przeżycie. Gdy
przenosiłam vasculum do sejfu, nie miałam wątpliwości, że znajduje się w nim
żywy, prawdziwy Pan Bóg. A gdy to się stało, było mi bardzo smutno, bo
pomyślałam sobie, że musiał dać nam, ludziom słabym i wątpiącym, jeszcze jeden
oficjalny znak, przez który mówi: zobaczcie, Ja – żywy i prawdziwy Bóg, jestem z
wami.
Spotkanie z żywym Jezusem
Ściana nawy kolegiaty, w której dziś znajduje się kaplica całodziennej adoracji
z Cząstką Ciała Pańskiego, usiana jest symbolami eucharystycznymi – widać je
zarówno na witrażach, jak i na znajdujących się tuż pod sufitem malowidłach,
które powstały dużo wcześniej, niż wydarzył się cud. Mało kto wierzy, że to
przypadek.
Od momentu otwarcia kościoła do jego zamknięcia w kaplicy znajdują się osoby,
które adorują Najświętszy Sakrament. Parafianie sami przyszli do swoich
duszpasterzy i poprosili o to, aby dwa razy dziennie – po ostatniej Mszy św.
porannej i o godz. 15.00 mogli odprawiać nabożeństwa. – Nie chcemy im niczego
narzucać ani instytucjonalizować. Robią to spontanicznie z potrzeby spotkania z
Panem Jezusem, z potrzeby modlitwy – wyjaśnia ks. proboszcz Stanisław
Gniedziejko. W czwartkowe Nieszpory Eucharystyczne kościół jest pełen ludzi.
Ksiądz proboszcz chwali sokółczan za ich dojrzałość, zaangażowanie i pomoc, jaką
okazują kapłanom, którym w związku ze wzmożonym ruchem pielgrzymkowym z dnia na
dzień przybywa obowiązków. – Spokojnie i bez zbędnej euforii przeżywają swoją
wiarę. I o wiele częściej spotykamy się w kościele – dodaje. Co ciekawe, dużo
więcej ludzi niż dawniej przychodzi na Msze św. poranne, których w sokólskiej
kolegiacie sprawuje się trzy. Wzrosła też liczba osób przystępujących do
spowiedzi św., szczególnie wśród osób, które przez wiele lat unikały kratek
konfesjonału. Kapłani mówią, że uzdrowień duchowych jest o wiele więcej niż
cielesnych. Ksiądz Gniedziejko ma swoje zdanie na temat kondycji ludzkiej i
religijności Polaków. Z jego obserwacji wynika, że jest z tym dużo lepiej, niż
to się słyszy w mediach. – Media mówią swoje, a my widzimy swoje. Człowiek jest
z natury istotą religijną, a natury człowieka się nie zmieni – podkreśla. Jego
zdaniem, Polacy już nieraz w historii dawali dowód swojego przywiązania do wiary
katolickiej, Matki Przenajświętszej i ufności Opatrzności Bożej. Ten dowód
składają również, przyjeżdżając i modląc się w Sokółce.
– Pracujemy bardzo intensywnie, ale ta praca przynosi wiele satysfakcji,
ponieważ prośby, które zanosimy wraz z pielgrzymami, są wysłuchiwane – zauważa
ks. Wojciech Dziubiński, wikariusz, który jest odpowiedzialny za bezpieczeństwo
Komunikantu, opiekuje się pielgrzymami i gromadzi ich świadectwa.
Trzeba tylko uwierzyć
W lutym tego roku zostało wysłane do Watykanu sprawozdanie mówiące o tym, co
wydarzyło się od czasu, kiedy świat dowiedział się o cudzie. Opisano w nim m.in.
nasilenie ruchu pielgrzymkowego oraz łaski i cuda wyproszone przed Najświętszym
Sakramentem w kościele św. Antoniego. Kapłani w Sokółce skrzętnie gromadzą
świadectwa osób, które doświadczyły różnych łask.
Wiele z tych świadectw dotyczy uzdrowienia z choroby. Jeden z ostatnich listów
nadszedł na adres sokólskiej kolegiaty z oddalonej o blisko 100 km Olszanki koło
Augustowa. W październiku 2011 r. mieszkające tam małżeństwo Zofia i Czesław
Szypulewscy uczestniczyli w uroczystości przeniesienia kustodii z Cząstką Ciała
Pańskiego do kaplicy Matki Bożej Różańcowej. Pani Zofia przyjechała do Sokółki
pomimo dotkliwego bólu opuchniętych kolan, przez co nie mogła samodzielnie
chodzić. Choroba, którą lekarze zdiagnozowali jako zwyrodnienie stawów, zaczęła
się dziesięć lat temu. Pani Zofia musiała zrezygnować z wielu codziennych zajęć,
jak chociażby praca w ogródku, chodziła, korzystając z pomocy męża lub
podpierając się ścian. W nocy ból stawał się nie do wytrzymania. Nie pomagały
wizyty u lekarza, zabiegi rehabilitacyjne, lekarstwa ani nawet zastrzyki. Aż
przyszedł dzień wyjazdu do Sokółki. Na placu przed kościołem zgromadziły się
rzesze pielgrzymów, wśród nich państwo Szypulewscy – panu Czesławowi z trudem
udało się zdobyć krzesło dla żony. Zaczęła się Msza Święta z uroczystą procesją.
– Kiedy patrzyłam na Hostię, ogarnął mnie wielki żal, aż się rozpłakałam.
Prosiłam Pana Jezusa o zdrowie, za swoje kolana. W tej intencji przyjęłam
Komunię Świętą – opowiada pani Zofia. Minęło kilka dni. Któregoś ranka, wstając
z łóżka, zauważyła, że może samodzielnie stać i nie czuje bólu. – Znów się
rozpłakałam i powiedziałam mężowi, że dzieje się coś dziwnego. Zaczęłam chodzić!
Jakby mi ktoś dał nowe nogi. Ból ustąpił, jak ręką odjął – relacjonuje ze
wzruszeniem.
Pani Zofia jest przekonana, że to, co się stało po pielgrzymce do Sokółki, to
cud. Ale zastrzega: – Tylko trzeba uwierzyć. Ja uwierzyłam.
W tym samym czasie lekarze spotkali się z przypadkiem medycznym równie
niewytłumaczalnym z punktu widzenia nauki. W nocy z 3 na 4 września 2011 r. do
umierającego mieszkańca Sokółki Franciszka Krawczyńskiego wezwano pogotowie.
Lekarz po badaniu uznał, że mężczyzna jest w stanie agonalnym. Jego zdaniem,
pacjent był tak bliski śmierci, iż z pewnością zmarłby podczas transportu do
szpitala. Dlatego zwrócił się do córki Franciszka tymi słowami: "Pani ojciec
umiera. Niech pani wezwie księdza, aby udzielił mu ostatniego namaszczenia".
Do umierającego przybył proboszcz sokólskiej kolegiaty ks. Stanisław
Gniedziejko. – Przybyłem do chorego i udzieliłem mu sakramentu namaszczenia
chorych. Odchodząc, położyłem rękę na czole umierającego i udzieliłem mu
końcowego błogosławieństwa. Wtedy nagle pan Krawczyński otworzył oczy,
uśmiechnął się do mnie i powiedział: "Cześć, Stanisławie". Wszyscy obecni
osłupieli – relacjonuje to niezwykłe wydarzenie ksiądz proboszcz. Pacjent został
przewieziony do szpitala i tam poddany szczegółowym badaniom. Stwierdzono, że
doszło u niego do wielomiejscowego zatoru krwi. Na tę chorobę cierpiał od dawna.
Jednak w niewytłumaczalny dla nauki sposób wszystkie zatory w jednej chwili
"wyparowały". Obecnie, jak twierdzi, czuje się nawet lepiej niż przed chorobą
układu krążenia. "Świadkowie uzdrowienia zgodnie uznają je za szczególny znak
działania Jezusa obecnego w Eucharystii w sokólskim sanktuarium" – czytamy w
zapisach dotyczących tego cudu.
Bogusław Rąpała
Zdjęcia Marek Borawski
