Dopisali mnie do scenariusza
Z panem Andrzejem z Katowic (nazwisko do wiadomości redakcji), pielgrzymem
pobitym przez operatora stacji Polsat News, rozmawia Marta Ziarnik
W ostatnich dniach stał się Pan "bohaterem mediów", nawet sejmowa Komisja
Kultury i Środków Przekazu postanowiła poświęcić Panu posiedzenie…
– Pani redaktor, już teraz widać, kto był celem tej prowokacji i kto jest tym
"bohaterem mediów". Ja w tych mediach jestem tylko tłem i pionkiem, a na
pierwsze strony i na wokandę komisji został wyciągnięty niczemu niewinny ojciec
Tadeusz Rydzyk. Właśnie o to mediom cały czas chodziło. Moja osoba była tylko
tematem zastępczym, za pomocą którego chciano uderzyć w dyrektora Radia Maryja.
Z pewnością rządzący wykorzystają to także w kampanii wyborczej.
Potwierdza to chociażby fakt, że wczoraj – pomimo wielu relacji świadków, że
10 lipca to ekipa stacji Polsat News wywołała incydent i dopuściła się wobec
Pana rękoczynów – sejmowa komisja kultury próbowała skarcić nie winnych zajścia,
tylko Radio Maryja, Telewizję Trwam oraz klub Prawa i Sprawiedliwości za – jak
to ujęto w projekcie stanowiska – "czynną i słowną napaść na dziennikarzy".
– To jedynie potwierdza moje przypuszczenia. Dość szczegółowy opis zajścia
wiernie przekazałem podczas mojego przesłuchania na policji w Częstochowie.
Tymczasem zarzuty komisji są sprzeczne z prawdą. Podkreślam: ani w słowach, ani
w czynach, ani nawet w myślach nie dopuściłem się przemocy wobec zaczepiającej
mnie dziennikarki Polsatu oraz towarzyszącego jej operatora. Żadne tego typu
oskarżenia nie zostały przez pracowników wspomnianej telewizji wobec mnie
złożone – bo nic podobnego nie zrobiłem. Wraz z innymi pielgrzymami prosiliśmy
ich jedynie, aby skoro nie mają akredytacji, usunęli się z miejsca pielgrzymki i
nie zakłócali uroczystości. Mówiłem, żeby filmowali wszystko ze skraju placu,
tak by nam nie przeszkadzać, bo przecież ich profesjonalny sprzęt jest w stanie
ująć obraz nawet z bardzo daleka. Przekonywałem, że nie ma sensu, aby wpychali
się w modlących się ludzi, przeszkadzając im w skupieniu. Dlatego działanie
sejmowej komisji kultury odczytuję jako wciąganie Radia Maryja przez obecne
władze w kampanię wyborczą partii rządzącej. Ten kolejny już atak pokazuje ich
determinację, aby zniszczyć toruńską rozgłośnię.
Spodziewał się Pan, że posłowie bez żadnych dowodów potraktują Pana jako
agresora?
– Nigdy. Ale to jest kłamstwo i można je udowodnić. Najgorsze jest w tym
wszystkim to, że najpoważniejszym "agresorem" politycy PO starają się okrzyknąć
dyrektora Radia Maryja, który rzekomo wywołuje "atmosferę nienawiści". Tylko że
ja nigdzie nie widziałem, żeby ktoś był w stanie poprzeć te absurdalne zarzuty
dowodami. Wyraźnie widzimy, że tu nie chodzi o prawdę, tylko o konkretny cel.
Przeraża mnie, że ci, którzy mają totalną władzę w Polsce, sądzą, iż wszystko im
wolno. Zamiast od czterech lat rozwiązywać stojące przed Polską problemy, w tym
chociażby zażegnać kryzys ekonomiczny, wyprzedawanie mienia i wynarodawianie,
całą energię kierują na niszczenie ludzi o odmiennych, katolickich,
konserwatywnych poglądach. Trwa kampania przeciw dyrektorowi Radia Maryja i
inicjowanym przez tego odważnego duchownego projektom. Niszczono prezydenta
Lecha Kaczyńskiego, a teraz kontynuuje się to w stosunku do prezesa Jarosława
Kaczyńskiego. Doprawdy, ja jestem tylko małym pionkiem w ich nędznych
rozgrywkach i zagrywkach wymierzonych w wyżej wymienione osoby.
W świetle tego, co mówią pielgrzymi, komisja kultury powinna się raczej
jednoznacznie za Panem ująć…
– Ale śmiem twierdzić, że tej komisji nie chodzi o prawdę, a jedynie o nowy,
bardzo medialny temat zastępczy. Na jakiej podstawie jakaś grupa polityków
uzurpuje sobie prawo do orzekania, kto jest winny i kto ma przepraszać? Na
jakiej podstawie mają oni doraźnie decydować, że dziennikarze zawsze mają prawo
wstępu na prywatne zgromadzenia – nawet jeśli wchodzą tam tylko po to, by siać
zamieszanie? Nie po to nadstawiałem za komuny swój kark, walcząc o wolną Polskę,
by nam teraz te wywalczone prawa mógł wyszarpywać każdy, by można nam było
kneblować usta i wsadzać nas za kraty za wierność ideom. Najgorsze jest to, że
dziś tzw. standardów demokratycznych czy moralności mają nas uczyć ludzie o
zaśmieconych życiorysach…
Jak można bezczelnie kłamać, trąbiąc o "budowaniu atmosfery nienawiści", skoro
ekipa Polsatu spokojnie wchodziła i wychodziła z placu i żaden nienawistny,
fanatyczny motłoch – jak nas opisywano – nie atakował agresorów? Dlaczego
pozwala się, by mój wizerunek pojawiał się bez mojej zgody w mediach i by moja
osoba była oczerniana i pomawiana o coś, czego w rzeczywistości nie zrobiłem?
Chciałbym też zapytać, czy mnie wolno kopać tylko dlatego, że jestem katolikiem
i utożsamiam się z Radiem Maryja, bardzo cenię jego założyciela? Czy w związku z
powyższym nie mam już prawa do własnych poglądów, do wolności w wyznawaniu
wiary, a także prawa do prywatności i nietykalności? Przecież to ja wraz z
modlącymi się na Jasnej Górze pielgrzymami oraz Ojcowie Redemptoryści powinniśmy
być przynajmniej przeproszeni przez stację Polsat i jej pracowników. Bo naprawdę
mają nas oni za co przepraszać. Jeżeli ktoś kłamie w małej sprawie, skłamie też
i w wielkiej.
Dziękuję za rozmowę.
***********************
Prowokowała ekipa Polsatu
Maria Sodoma-Szklarczyk z Godzikowic:
Samego momentu kopania pielgrzyma przez kamerzystę stacji Polsat News nie
widziałam, bo na początku siedzieliśmy z mężem na krzesełkch. Kiedy jednak w
pobliżu zaczął się robić coraz większy szmer, wstałam i wówczas zobaczyłam tego
mężczyznę i stojącego za nim operatora. I widać było, że wcześniej operator
silnie pchnął lub kopnął pielgrzyma z flagą, bo ten poleciał z impetem do
przodu. Przy czym na pewno nie było to jakieś nieświadome uderzenie. Kopnięty
mężczyzna nie mógł też nikogo uderzyć, bo nie dość, że był odwrócony, to jeszcze
znajdował się w jakiejś odległości od dziennikarzy, odrzucony siłą wymierzonego
mu ciosu. Widziałam również, że koncentrował się wówczas na tym, by nie upaść.
Na początku też nie wiedziałam, kim jest ten atakujący. Dowiedziałam się, że
jest pracownikiem Polsatu, dopiero gdy podeszłam bliżej. A podeszłam dlatego, że
byłam oburzona takim zachowaniem, i to jeszcze w miejscu modlitwy! Chciałam
zapytać tego atakującego mężczyznę, dlaczego tak się zachowuje. Od samego
początku miałam wrażenie, że jest to jakaś prowokacja. Z całą świadomością mogę
powiedzieć, że zarówno operator, jak i dziennikarka stacji Polsat wyglądali tak,
jakby byli przygotowani na całą prowokację. Ci ludzie byli bardzo spokojni w
działaniu i dobrze do tego przygotowani. Samą bójkę poprzedziło ich skandaliczne
wobec modlących się pielgrzymów zachowanie. Bardzo głośno rozmawiali i
komentowali wszystko, co działo się przy głównym ołtarzu. Słyszałam, jak
pielgrzymi wielokrotnie prosili ich, by się uspokoili i by pozwolili im
wysłuchać przemawiających przedstawicieli rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej.
Kiedy pracownicy stacji zaczęli ich bez zgody filmować, ludzie zaczęli zasłaniać
rękoma obiektyw. Podobnie musiał zrobić pan Andrzej, po czym chyba otrzymał
kopniaki. I jestem gotowa zaświadczyć to, co widziałam, bo jako były ławnik i
żona prawnika muszę stać po stronie prawdy. Nie możemy pozwolić, by inni
opierali się na wierutnych kłamstwach. Bo powielanie kłamstw, jakoby to
pracownicy stacji Polsat zostali zaatakowani i pobici przez pielgrzymów, jest
naprawdę oburzające.
not. MBZ
