Donald Tusk w opałach

W większości mediów pojawiają się ostatnio informacje o kryzysie, jaki
przeżywa Platforma Obywatelska, a zarazem o kłopotach, które dotknęły premiera
Donalda Tuska. Przyczyny spadku popularności są dość oczywiste: chaos na kolei,
kryzys finansów państwa, skandale wokół raportu MAK. Pozostaje wszakże pytanie,
dlaczego właśnie teraz Platforma nie potrafi sobie z tą sytuacją poradzić?

PO przeżyła przecież niemal bez szwanku różnorakie afery i wpadki, światowy
kryzys finansowy, a dziś – mimo totalnej dominacji w mediach – nie jest w stanie
prosto sprzedać społeczeństwu, że wszystkiemu jest winna opozycja. Tymczasem
mało kto diagnozuje, że pierwotne przyczyny dzisiejszego kryzysu Platformy tkwią
również – o paradoksie! – w jej sukcesie w wyborach prezydenckich. Otóż elekcja
Bronisława Komorowskiego kompletnie obnażyła fałsz twierdzenia, że PO chce coś
zrobić, tylko prezydent wszystko blokuje. Prezydent jest z Platformy, a jak
widzimy, w kraju zamiast zmian na lepsze mamy coraz więcej kłopotów. Ponadto na
sytuację, w jakiej znalazł się Donald Tusk, wpłynęły jego decyzje podjęte tuż po
aferze hazardowej. Pozbawienie stanowisk Mirosława Drzewieckiego i Zbigniewa
Chlebowskiego oraz przesunięcie Grzegorza Schetyny z funkcji wicepremiera na
marszałka Sejmu spowodowały głęboki podział w PO. Tusk nie był wówczas w stanie
zepchnąć w niebyt Schetyny, polityka, który przez całe lata pracował na gwiazdę
Tuska. Lider dolnośląskiej Platformy poczuł się bardzo dotknięty posunięciami
premiera.

"Premier Schetyna" brzmi… prawdopodobnie
Uderzenie w ludzi Schetyny było bardzo mocne, zatem okopał się on na pozycji
marszałka Sejmu, budując z wolna swoją potęgę, która dziś mocno doskwiera
Tuskowi. Marszałek Sejmu w Polsce ma dość wygodną z punktu widzenia PR-u
pozycję, gdyż nie pojawia się w sytuacjach konfliktowych, które ze względu na
kryzys finansowy coraz częściej zdarzają się ministrom i samemu premierowi.
Zatem im więcej problemów ma rząd, tym bardziej słabnie pozycja Tuska, a
wzrastają akcje Schetyny. Ostateczna konfrontacja obu liderów PO nastąpi podczas
jesiennych wyborów parlamentarnych. Mamy już do czynienia z ostrą walką o
kolejność na poselskich listach. Sytuacja wewnętrznego konfliktu mocno osłabia
Platformę, dlatego Tusk chce mieć listy domknięte już na wiosnę, by osłabić
wewnętrzne spory. Jednak nie ulega wątpliwości, że jeśli wynik PO w jesiennych
wyborach będzie względnie niski, Schetyna może pokusić się o próbę zmiany na
fotelu lidera partii. Już dziś powszechnie się mówi, że premierem przyszłego
rządu mógłby zostać właśnie Grzegorz Schetyna.

Naciski doradców z UW
Donald Tusk musi odczuwać lęk jeszcze z jednego powodu. Nie ma on już tak
silnego wsparcia wśród reżyserów polskiej sceny politycznej, szczególnie tych
związanych z "Gazetą Wyborczą" i TVN. Bardzo ostre ataki Leszka Balcerowicza
oraz Aleksandra Smolara na rząd jasno sugerują, że w dawnym środowisku Unii
Wolności planowane są ruchy w kierunku przetasowania sceny politycznej. Mogą tu
wchodzić w grę również dawne urazy związane z konfliktami wewnętrznymi w Unii
Wolności, z której Tusk wyszedł. Wydaje się, że dla "Gazety Wyborczej" i TVN
polska polityka powinna jeszcze bardziej, niż to miało miejsce do tej pory,
skręcić w lewo. Dlatego bardzo mocno eksponuje się Grzegorza Napieralskiego i
SLD, twierdząc, że postkomuniści osiągają szczytowe poparcie w sondażach. Marek
Balicki oświadczył, iż koalicja SLD z PO będzie możliwa, ale Sojusz zażąda
realnych zmian w prawodawstwie w kwestiach ściśle etycznych, jak np. dostęp do
aborcji.

Niebezpieczny skręt w lewo
"Gazeta Wyborcza" 14 lutego (walentynki) ogłosiła żądanie przymusowej edukacji
seksualnej polskich dzieci. Czytamy: "Edukacja seksualna powinna być
obowiązkowa. Może opóźnić inicjację, może zapobiec zagrożeniom: ciążom,
chorobom, przemocy. Uczymy dzieci, jak przechodzić przez ulicę, żeby nie wpaść
pod samochód. Tak samo powinniśmy je uczyć, jak sobie radzić z seksem"
(Aleksandra Pezda "Lekcje seksu obowiązkowe", "Gazeta Wyborcza", 14 lutego
2011). Zaraz za tym idą żądania różnych lewaków dotyczące ustawy o in vitro,
małżeństwach homoseksualnych itp. Rząd Tuska, bardzo uległy ostatnio w stosunku
do żądań tego rodzaju środowisk (antyrodzinna ustawa o przeciwdziałaniu
przemocy, parytety na listach wyborczych, brak jasnej definicji małżeństwa w
nowo tworzonym ustawodawstwie), nie jest w przekonaniu lewicy liberalnej dość
szybki w realizacji kolejnych pomysłów unijnych inżynierów społecznych. Koalicja
PO – SLD zapewniałaby w tym względzie przyspieszone działania. Oczywiście przy
narastającym niezadowoleniu społecznym można by nawet się spodziewać, że SLD
osiągnąłby na jesieni większy wynik niż PO i miałby swojego premiera. Nie jest
też dla nikogo tajemnicą, że o wiele lepszy kontakt z działaczami SLD ma
Schetyna niż Tusk. Polska scena polityczna jest zatem po przyszłorocznych
wyborach parlamentarnych projektowana o wiele bardziej na lewo niż było to do
tej pory. Musimy pamiętać, że swoją rolę do odegrania w tej układance może też
mieć prezydent Bronisław Komorowski. Do tej pory wydawało się, że wspiera on
premiera, ale nie jest wykluczone, iż w momencie krytycznym może on zagrać w
inny sposób, bardziej odpowiadający jego zespołowi doradców z UW.

Który scenariusz się ziści?
Oczywiście w układance tej tworzony jest również wariant rezerwowy. Joanna
Kluzik-Rostkowska zakomunikowała oto, że PJN jest gotowa wejść w koalicję
rządową z PO pod warunkiem bardziej liberalnego programu w przestrzeni
gospodarczej.
Należy oczywiście brać pod uwagę, że scenariusze szykowane przez lewicę
liberalną się nie ziszczą. Szczególnie niebezpieczny jest konflikt wewnętrzny w
PO. Należy pamiętać, że przed laty analogiczny konflikt wśród działaczy SLD
doprowadził do ujawnienia różnorakich afer i do upadku obozu
postkomunistycznego. Tu swoją szansę upatruje Prawo i Sprawiedliwość. Jednakże z
uwagi na fakt, że nie ma na razie na scenie partnera koalicyjnego dla PiS, jego
powrót do pełni władzy byłby możliwy, gdyby w Polsce ziścił się scenariusz
węgierski. Pamiętajmy jednak, że scenariusz ten zrealizował się w Budapeszcie w
sytuacji totalnej zapaści gospodarczej i politycznej w kraju.
 

Prof. Mieczysław Ryba
 

Autor jest kierownikiem Katedry Historii Systemów Politycznych XIX i XX wieku
Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II, wykładowcą w WSKSiM,
członkiem Kolegium IPN.

drukuj