Domagając się chleba i wolności, odważnie wołali o prawa do Boga

Kazanie księdza arcybiskupa Józefa Michalika, przewodniczącego Konferencji
Episkopatu Polski, wygłoszone 23 czerwca 2006 r. w Poznaniu, w 50. rocznicę
Powstania Poznańskiego (czerwiec 1956 r.)

Drodzy Bracia i Siostry!
Kościół archidiecezji poznańskiej, a z nim cały Kościół w naszej Ojczyźnie
przeżywa dziś ważną, 50. rocznicę wydarzeń powstańczych, które miały odegrać
swą niezwykle twórczą i chlubną rolę: stały się ziarnem rzuconym w glebę, aby
obumrzeć i wydać plon stokrotny.

Nie traćcie wiary
Przeszliśmy dzisiaj ulicami tego starożytnego, od ponad tysiąca lat budującego
polską i chrześcijańską, katolicką tożsamość miasta, które formowało naszą
polską świadomość kulturową i społeczną i poprzez wieki całe uwrażliwiało
na to, co najważniejsze i od czego nie wolno odejść ani ludziom, ani Narodowi.
Wielkopolska to nie tylko umiłowanie pracy i porządku, ale także umiłowanie
polskiej ziemi aż do końca, aż do paradoksu ofiary wozu Drzymały, powstańców
wielkopolskich czy więzionych za wolność Kościoła w Polsce poznańskich biskupów:
Dunina, Ledóchowskiego, Baraniaka.
W historii naszego Narodu niejeden już raz, podobnie jak w opisach Ewangelii,
"zapadał zmrok, nastawał wieczór, zrywały się gwałtowne wichry, fale biły o
łódź tak, że się już napełniała wodą", już miała zatonąć, ale uczniowie nie
przestawali wiosłować, wiedzieli, kogo wołać na ratunek. Nie zapominali, że
On jest z nimi i wołali: Panie, nauczycielu, ratuj, bo giniemy! Przywołany
obudzony Jezus przybywał, uciszał wichry i nastawała głęboka cisza. Dodawał
jednak niezwykle ważną wskazówkę: czemu się boicie, nie traćcie wiary, jestem
z wami!
Niejeden już raz tak było w naszym życiu, w życiu naszego miasta i w historii
naszego Narodu. Najważniejsze, aby zauważyć grożące niebezpieczeństwo i zawołać
o pomoc, nie poddawać się, "wiosłować" dalej i prosić Jezusa o pomoc, wzywać
Go na ratunek. On, widząc trud człowieka połączony z ufnością do Niego, nie
opuści nas. Pomaga i pomoże. Tak było również 50 lat temu.

Chwała Poznaniowi!
Rok 1956 to okres niełatwy w powojennej zniszczonej Polsce i w przestraszonej
ekspansją brutalnych ideologii Europie. Powojenna zimna wojna była nowoczesną,
bezwzględną wojną ideologiczną, na którą nie żałowano środków finansowych
i dla utrzymania której poświęcano życie tysięcy ludzi. Wystarczy wspomnieć
likwidację kościołów i cerkwi dokonywaną w Rosji i na Ukrainie przez Stalina,
a kontynuowaną w jeszcze bardziej bezwzględny sposób przez Chruszczowa. Trzeba
dorzucić słowo o ekspansji ideologicznej i tajnej sieci szpiegowskiej, z
którą światowy marksizm rozpanoszył się w krajach zachodnich. Wiele się o
tym można dowiedzieć z książek Suworowa. Tam wcale nie ma przesady. Owszem,
są niedomówienia: Zachód milczał na powojenne zbrodnie dokonywane przez komunistów,
milczał i milczy. A pomagali mu nawet nagradzani Nagrodą Nobla pisarze i
politycy publikujący w 1956 roku i później peany na cześć komunizmu w Rosji,
Chinach, Kambodży.
W Polsce w tym czasie 2/3 diecezji było nieobsadzonych, Prymas Stefan Wyszyński,
bp Baraniak i bp Kaczmarek byli uwięzieni, inni – usunięci z diecezji i pilnowani
po klasztorach, wielu księży tkwiło w więzieniach. Trwały procesy i wykonywano
wyroki na najwierniejszych Ojczyźnie patriotach. Armię Krajową i bohaterstwo
jej żołnierzy, podobnie jak bohaterstwo Powstania Warszawskiego, ośmieszano
jeszcze przez dziesiątki lat. Nie mogło być inaczej, bo w Polsce naczelne dowództwo
ciągle sprawowali oficerowie rosyjscy, niszcząc w ten sposób dobrą opinię na
temat prostego ludu rosyjskiego i alienując wdzięczność Polaków za wielką ofiarę
milionów żołnierzy radzieckich, którzy oddali swe życie w walce z hitlerowskim
najeźdźcą. To właśnie w tych latach powojennych zasiano niechęć do rosyjskich
metod i nieufność do ich przywódców. Trzeba o tym mówić, aby się wyzwalać z
myślenia i duchowości starego człowieka. Na szczęście Polacy umieli rozróżnić
przywódców, ideologów od godnych synów narodu rosyjskiego, niemieckiego, żydowskiego
i każdego narodu, bo wszystkie one ucierpiały od swych przywódców więcej, niż
o tym się mówi, a są to też i narody, które więcej od nas wycierpiały, które
całkowicie niekiedy próbowano wyniszczyć.
W takiej oto sytuacji, przy pełnym systemie policyjnym, przy sprawnym działaniu
Urzędu Bezpieczeństwa doszło do wydarzenia nieoczekiwanego i niezwykłego, a
miało ono miejsce w Poznaniu i można spokojnie powiedzieć: Chwała Ci, miasto
niezłomne! W bohaterskim zmaganiu o wolność i sprawiedliwość byłoś pierwsze!

Nie zapomnieli o Bogu
Zakłady Cegielskiego zatrudniały wtedy 13 tys. pracowników. Warunki pracy,
jak relacjonowali pracownicy, były fatalne, zakładowi narzucono normy nie
do wykonania i w rewanżu wymierzano karne dokuczliwości (obcinano premie,
ściągano niesłuszne podatki). Robotnicy proponowali zmiany i rozpoczęli rozmowy
z władzami, nawet udali się do Warszawy, domagając się m.in. zwrotu niesłusznie
potrąconego podatku i skrócenia czasu pracy dla kobiet, zwłaszcza mających
kilkoro dzieci, oraz obniżki cen na podstawowe produkty żywnościowe. Próba
rozmów i negocjacji się nie powiodła. 10 tys. ludzi rozpoczęło strajk i od
bardzo wczesnych godzin rannych wyszło z manifestacją. Do robotników "Cegielskiego"
dołączyły inne zakłady i w rejonie zamku było już ok. 100 tysięcy ludzi.
Poinformowany o sytuacji Komitet Centralny PZPR zebrał się w Warszawie i
natychmiast o godzinie 10.00 podczas posiedzenia podjęto decyzję o użyciu
siły w spacyfikowaniu miasta. Już o godz. 11.00 oddano do ludzi pierwsze
strzały. Do złamania bohaterskiego miasta użyto 4 dywizji (2 pancerne i 2
piechoty), co stanowiło 9987 żołnierzy (łącznie z adeptami szkół wojskowych),
2144 milicjantów, 359 czołgów, 61 dział pancernych – wszystko to przeciwko
cywilom. A tych, którzy zdobyli gdzieś karabiny (w więzieniu i na posterunkach
milicji), było może 400 ludzi. Manifestanci zachowywali się godnie, obserwatorzy
(a był wtedy w Polsce sekretarz generalny ONZ Dag Hammarskjöld) podkreślają,
że nie rozbito żadnego banku ani nie demolowano siedziby targów międzynarodowych.
W ciągu dnia i najbliższej nocy spacyfikowano miasto. Zginęło ok. 100 osób
i ponad 1000 było rannych. Wśród zabitych był 13-letni chłopiec symbol, Romek
Strzałkowski, bo i dzieci, i młodzież przeżywały i manifestowały poczucie
solidarności z zatroskaniem całego społeczeństwa. Romek szedł w pierwszym
szeregu i niósł transparent domagający się przywrócenia religii w szkole.
Dowód to ewidentny, że poznaniacy wtedy nie zapomnieli o Bogu; domagając
się chleba i wolności, odważnie wołali o prawa do Boga.
Gratuluję wam, bracia i siostry, dziś; gratuluję księdzu arcybiskupowi i ojcom
miasta, że i na pomniku uzupełniliście napis, dając świadectwo głębszego spojrzenia
na świat i Boga, który jest Panem dziejów. Trzeba bowiem zawsze pamiętać o
Bogu, niosąc ofiarę "za wolność, prawo i chleb". Bez Boga, bez religii i wolność
jest niepełna, nieszczera, niekiedy niebezpieczna, prawa nie mają trwałych
podstaw, a i chleb staje się gorzki.
Poznaniacy nie myśleli tylko o sobie, pamiętali o całym Narodzie i Kościele,
i dlatego domagali się w czerwcu 1956 roku uwolnienia Prymasa kard. Stefana
Wyszyńskiego, który uwięziony przebywał na terenie diecezji przemyskiej, w
Komańczy. Kilkadziesiąt kilometrów dalej uwięziony był w klasztorze w Dukli
biskup gdański Karol M. Splett. Uwięzionych biskupów i księży było więcej.
Poznań się o nich upomniał, upomniał się o nowe spojrzenie na wolność. Wkrótce
po tym właśnie czerwcu mógł przyjść i przyszedł "polski październik"; w międzyczasie
w dniu 26 sierpnia na Jasnej Górze odnowiono śluby Narodu, zawierzając losy
Ojczyzny Matce Najświętszej. Rozpoczęto przygotowania do obchodów 1000-lecia
chrztu Polski. Do władzy wrócił Gomułka, uwolniono z Komańczy księdza Prymasa
i innych biskupów, religię na dwa lata (tylko) przywrócono do szkół.
Dziś trzeba to przypominać, o tym mówić, wyciągać wnioski, uczyć się historii,
aby umieć żyć.

Co dalej? – wnioski z
"Poznańskiego Czerwca"

Przed 50 laty Poznań obudził wolę czynu, pierwszy wydobył z siebie odwagę obrony
wartości eliminowanych z życia. Bez tamtego zrywu, bez tamtych ofiar, pewnie
nie byłoby manifestowanej odwagi w roku 1968, 1970, nie byłoby "Solidarności"
roku 1980 i przemian roku 1989.
Dopiero po wielu latach, dopiero dziś widzimy, jak wielkie szkody moralne poniósł
i ponosi nasz Naród, ilekroć jest rozbijany fałszywą, antyludzką ideologią
opartą na kłamstwie. Ciągle mieszkamy na tej samej ziemi, ale przestajemy ją
kochać, czuć przywiązanie do niej jak do Matki. Do dzisiaj wyjechało już ok.
2 milionów Polaków w poszukiwaniu pracy, a przecież wśród emigrantów jest bardzo
wielu najlepszych synów i córek naszego Narodu. Oddajemy to, co jest najlepsze,
i rozpraszamy bez nadziei na poprawę niedoli tej naszej ziemi.
Zubożenie materialne, brak pracy jest faktem, ale przez lata robiono wszystko,
żeby tych miejsc pracy nie przybyło. Czy nie jest paradoksem, że pod pretekstem
prywatyzacji wyprzedano polską własność i polskie możliwości, że rząd musi
dziś wykupywać koncesję na budowę autostrad, której poprzednicy się pozbyli.
Niedługo będzie musiał odkupić cukrownie, cementownie, huty i banki, i pewnie
ziemię. Symbolem choroby, która nas toczy, są afery prasowe, paliwowe i inne,
gorsząca kontestacja wszystkiego, co legalny rząd próbuje podejmować, a także
ideologiczna nagonka nowoczesnych ateistów, którzy nie znając dobra pełnego,
boją się prawdy etycznej, moralnej, religijnej i dalej w ślepy zaułek własnych
interesów pragnęliby zapędzić nasz Naród.
Myślę, że i dzisiaj potrzebna jest wielka praca, zryw do uzdrowienia, niemal
rewolucja poznańska, na pewno brzemienna w ofiary, która podejmie się reformy
myślenia, pomoże zerwać ze starymi przyzwyczajeniami życia półprawdą, półuczciwością
i półzaangażowaniem. Palącym i pilnym zadaniem jest zwrócenie uwagi na szkołę,
rodzinę i etykę pracy, czyli potrzebę troski o uczciwość pracodawcy i pracownika.
Pracodawca – w tym państwo, nie może udawać, że płaci, a pracownik nie może
udawać, że pracuje.
Parę dni temu nauczyciele i jakieś inne grupy zorganizowali w Warszawie manifestację
młodzieży przeciwko ministrowi edukacji. Okazało się, że brali w niej udział
także niepełnoletni (na 18 zatrzymanych osób było 10 niepełnoletnich). Hasła
były jednoznaczne i brutalne: usunąć, utopić ministra, jak ks. Popiełuszkę,
"do wora i do jeziora". Wiemy, kto utopił ks. Popiełuszkę, i domyślamy się,
komu mogą być miłe takie metody.
Co zarzuca się ministrowi? Ano to, że nie jest "nasz", nie jest z "naszej"
partii. Minister może się nam nie podobać, ale kultura współżycia obowiązuje
zawsze! Niedopuszczalne jest manipulowanie młodzieżą. Jeszcze gorszym stawianym
zarzutem jest to, że minister chce, aby szkoła uczyła patriotyzmu, bo dzisiaj
to jest przestępstwo, to dzisiaj jest nie do przyjęcia, trzeba dzisiaj odciąć
nas od korzeni naszego Narodu.
Sytuacja staje się tym bardziej chora, że Polskę oskarża się w Parlamencie
Europejskim o grzechy niepopełnione – o ksenofobię, homofobię i eurofobię.
Pokażcie mi inny naród, który w czasie II wojny światowej pod karą śmierci
uratował tylu Żydów.
Pozwólcie, że oddam dziś cześć Poznaniowi, który ostatnio nie wyraził zgody
na manifestację burzącą moralność. Dobrych obyczajów i dobrego smaku trzeba
strzec także i dzisiaj.
Wszystko można dziś zrelatywizować i uzasadnić nowoczesnością, prawem do wolności,
do samozaspokojenia, ale to na pewno ludzi nie uczyni szczęśliwymi, połamie
ich do końca, ale nie wyprostuje. Doczekaliśmy czasów, że bohaterstwem będzie
obrona praw natury, ale trzeba to uczynić, aby nie zagubić się w tunelu ciemności.
Postawmy sobie ważne pytanie: co pozostało z Poznańskiego Powstania w czerwcu
1956 r. i co można – a raczej co trzeba – robić na przyszłość?
Odpowiedzialne spojrzenie na historię i na naszą przeszłość potrzebne jest,
aby odważnie i we właściwy sposób realizować odpowiedzialność za teraźniejszość
i nie zagubić się w przyszłości.
1. Jako pierwszy wniosek z poznańskiego czerwca, gdańskiego sierpnia i warszawskiego
maja widzę pamięć o tym, że codziennego zawodowego życia nie wolno oddzielać
od wiary, że sumienie i chleb idą w ludziach w parze, i to stanowi cechę człowieka
i decyduje o jego godności.
2. Drugi wniosek dotyczy potrzeby ścisłego związku z prostym człowiekiem, potrzeby
szacunku wobec robotnika i rolnika, wobec biednego i lekceważonego, wobec każdego
człowieka, bo on jest siłą Kościoła i Narodu. Potrzebne są elity kulturalne
i intelektualne, które wyrastają z całego naszego Narodu, ale nie wolno oderwać
się od ludu. On jest siłą Kościoła i społeczeństwa.

Silni wiarą
Parę tygodni temu odwiedził Polskę Papież Benedykt XVI, przyjechał utwierdzić
nas w wierze, ale jednocześnie zauważyliśmy, jak odważną rolę przypisuje
Polakom: mamy stać się świadkami wiary wobec Zachodu, mamy namacalnie, zmysłowo
dowieść, że chrześcijaństwo jest żywe, płodne, że nie dało się zamknąć w
muzeum. "Wiara jest osobistym aktem człowieka, rodzi się z zaufania osobie,
nie zwyczajnej osobie, ale Chrystusowi" – mówił Papież w Krakowie. I z tego
spotkania i zaufania Chrystusowi ma się dokonać nawrócenie, nowy styl życia
z wiary.
Dziś widać wyraźnie, że pesymistyczne dla Kościoła prognozy się nie sprawdziły.
Masowy katolicyzm polski okazał się o wiele trwalszy i wcale nie tak powierzchowny,
jak oceniało wielu komentatorów, również z tzw. środowisk katolików otwartych.
Kościół w Polsce nie chce się odwracać i nie chce lekceważyć żadnego człowieka
ani żadnej grupy, która chce ludowi Bożemu służyć. W Kościele jest miejsce
i na Radio Maryja, i na tygodnik, i na miesięcznik katolicki, bo jest potrzebna
i modlitwa, i pełna niepokoju o Kościół refleksja intelektualna katolickiego
pisarza, artysty i publicysty.
Z Kościołem w Polsce nie jest źle, chociaż nie wolno zapominać, że mamy "być
doskonali, jak Ojciec nasz niebieski jest doskonały".
Z raportu pallotyńskiego Instytutu Statystyki Kościoła wynika, że od 1991 do
2001 r. liczba osób głęboko wierzących wzrosła z 10 do 19,8 procent. Zwiększyła
się też liczba wiernych systematycznie praktykujących – z 52,4 do 58 proc.;
65 proc. parafian deklaruje, że w każdą niedzielę uczestniczy we Mszy Świętej.
Coraz więcej katolików za niedopuszczalne uważa takie akty jak zdrada małżeńska
i aborcja. Jeszcze w 1991 r. aborcję aprobowało 19,1 proc. respondentów, a
w 2002 r. już tylko 10,7 procent.
Powstały, zrodziły się z wiary dwa nowe sanktuaria – Licheń i Łagiewniki. Ewenementem
w skali europejskiej jest liczba świeckich objętych formacją duchową w ramach
różnych grup, stowarzyszeń, wspólnot, do których należy ok. 10 proc. katolików
w Polsce. Do najprężniejszych należą Ruch Światło-Życie, Droga Neokatechumenalna,
Odnowa w Duchu Świętym, Wiara i Światło, ale też Róże Żywego Różańca i ok.
150 innych większych lub mniejszych formacji. Coraz więcej oddolnych inicjatyw
promowanych jest przez samych świeckich, co najlepiej wskazuje na owocność
nauczania Jana Pawła II, Episkopatu i księży. I chwała im za to, mamy za co
dziękować Bogu.
Polska wśród krajów Europy jako jedyna rozwinęła sieć domów samotnej matki
– 52 proc. tego typu placówek w Polsce jest związanych z Kościołem. Rozwija
się ruch hospicyjny, w całej Polsce czynne są schroniska i domy Brata Alberta,
działalność Caritas obejmuje bezdomnych i karmi tysiące głodnych; sieć schronisk
dla umierających ma także motywy religijne w towarzyszeniu cierpiącym i odchodzącym
z tego świata ludziom. Wszystko to jest możliwe dzięki ludziom prostego serca
i żywej wiary, dzięki temu, że Kościół ceni inżyniera i profesora, ale nigdy,
przenigdy nie gardzi i nie odwróci się od człowieka pracy w fabryce czy na
roli. Cieszymy się, że 95 proc. młodzieży (tak jak i dorosłych) deklaruje swój
wiązek z Kościołem; przykłady to Lednica, Taizé, a także udział w pieszych
pielgrzymkach na Jasną Górę. I chwała im za to, chwała młodzieży, rodzicom
i duszpasterzom.
Kościół i dalej musi zachować odwagę miłości i zaufania do ludzi, ale też wierności
(nieustępliwej i heroicznej) tradycji, zasadom Ewangelii i wymaganiom stawianym
nam przez Boże przykazania.
Pan Bóg nie przestał kochać ludzi także i dziś, kochać i przebaczać, i tęsknić
za nawróceniem człowieka. Polskie laboratorium wiary pracuje, współpracuje
z Duchem Świętym. Oto jeden z dowodów: słynny w Polsce i poza jej granicami
zespół Arka Noego powstał z inicjatywy dawnego muzyka haevymetalowego Roberta
(Litzy) Friedricha, który się nawrócił na katolicyzm; ubrani w czarne skóry
harleyowcy z całej Polski spotykają się w Święto Bożego Miłosierdzia na Jasnej
Górze, aby udać się w swój doroczny najważniejszy rajd na cmentarz do Katynia.

Każdy jest potrzebny
Tak, drodzy bracia i siostry, patriotyzm i wiara niejedno ma imię. Podobnie
jak potrzebny jest związek kultury i pracy z wiarą, jak potrzebny jest człowiekowi
Bóg i Kościół, tak również Pan Bóg i Kościół potrzebuje człowieka, potrzebuje
Ciebie, Bracie i Siostro, tam, gdzie jesteś, tam, gdzie żyjesz.
Zdaję sobie sprawę, że w wielu dziedzinach życia wiele nam niedostaje, że ciągle
za mało w nas i wiary, i miłości, że egoizm niszczy życie rodzinne, społeczne
i przenoszony bywa na nasze rodziny. Spróbujmy jednak na nasze życie spojrzeć
tak, jak uczył nas Jan Paweł II: zauważyć to, co dobre, podtrzymywać dobro,
ale nie zamykać oczu na niebezpieczeństwa, przestrzegać przed zagrożeniami
i chronić od zła. A nade wszystko nie pytać, co możemy dziś zyskać, ale co
możemy z siebie dać bratu, siostrze, Kościołowi, Narodowi, Europie.
Chrześcijański Naród o tysiącletniej historii, o historii, która zrodziła się
tu, przy chrzcielnicy Mieszka I przy poznańskiej katedrze, nie może gubić swej
wiekowej perspektywy i w przyszłość patrzeć musi odpowiedzialnie, bez lęków,
kompleksów, ale w poczuciu gotowości do podejmowania wyzwań i rozeznawania
znaków czasu.
Arcybiskup Stroba przy poświęceniu tego pomnika wygłosił homilię, w której
powiedział: "U stóp krzyży wyłania się Orzeł Biały, tak jak Polska wyłania
się ze śmierci swych dzieci, a także z przebaczenia i pojednania".
Tak, drodzy bracia i siostry, Polska nie zmarnowała ofiar swych dzieci. Ona
je pielęgnuje, umacnia się nimi, ale i dzisiaj Polska musi pamiętać, że jej
wartość i siła zależy od siły więzów Orła z Krzyżem. Tak, pod tym znakiem Polak
ma szansę być człowiekiem sumienia, uczciwości, ofiary i duchowego piękna.
Tadeusz Kościuszko powiedział: "Są klęski, w których drzemie ukryte zwycięstwo".
Ta klęska sprzed 50 lat przyniosła wielkie zwycięstwo i za to chcemy dziś podziękować
Panu Bogu.

Tekst autoryzowany, przygotowany przez Biuro Prasowe Konferencji Episkopatu
Polski.
Tytuł i śródtytuły pochodzą od redakcji

drukuj