Dlaczego MON nie broni swojego generała?
Z gen. Waldemarem Skrzypczakiem, byłym dowódcą Wojsk Lądowych i szefem
Wielonarodowej Dywizji Centrum-Południe operującej w Iraku, rozmawia Paulina
Jarosińska
W raporcie MAK jest informacja mówiąca o tym, że w krwi gen. Andrzeja Błasika
było 0,6 promila alkoholu etylowego. Zamieszczono tam jednocześnie
interpretację, że dowódca Sił Powietrznych pił na pokładzie samolotu.
– Nie mam szczegółowej wiedzy na ten temat. Jedyne co mogę powiedzieć, to z
własnych doświadczeń – nigdy się nie spotkałem z sytuacją, aby alkohol był
obecny na pokładzie. To jest dla mnie coś w ogóle nadzwyczajnego – podnoszenie
tej wątpliwej sprawy. Nam na pokładzie w czasie lotów alkohol nie towarzyszył.
Pojawiły się już różne spekulacje, skąd ten alkohol mógł się wziąć i ja bym się
skłaniał ku tezie, że pojawił się on samoczynnie, a nie drogą konsumpcji.
Powtórzę: nie byłem świadkiem obecności alkoholu na pokładzie samolotu w lotach
tej rangi.
Ale przekaz o pijanym dowódcy Sił Powietrznych poszedł w świat.
– Czy to było intencją Rosjan? Możliwe. Powiem Pani tak – ja się dziwię jednej
rzeczy. Otóż, te wyniki badań były znane prokuraturze polskiej wcześniej. I
teraz proszę zauważyć: znając te badania, polska strona nic nie mówiła, nie
wykazywała żadnych działań uprzedzających. Po pierwsze, absolutnie nie wierzę w
to, że gen. Andrzej Błasik był pod wpływem alkoholu. Po drugie, jestem zdumiony
postawą Ministerstwa Obrony Narodowej, które nie podjęło żadnych kroków, żeby tę
sprawę ujawnić i wyjaśnić wcześniej – na pewno miałoby to zupełnie inny wydźwięk
niż obecnie, po konferencji MAK.
Bogdan Klich konsekwentnie milczy, a premier Donald Tusk nie szykuje żadnych
dymisji w swoim rządzie…
– Skoro nie widzi powodów, żeby kogokolwiek dymisjonować, to znaczy, że według
niego, wszystko jest w porządku i dalej tak będzie, podczas gdy polska armia
jest w stanie rozkładu. Minister Bogdan Klich wraz ze swymi współpracownikami
przyjął chyba sobie za cel rozłożenie naszej armii. Oni nie są w stanie nawet
bronić generałów, których się posądza o takie rzeczy, pomimo tego, że powinni
przewidzieć taką sytuację! O czym to świadczy? O tym, że nie są w stanie
przewidzieć przyszłości, tego, co może się wydarzyć. Nie posiadają umiejętności
analizy zdarzeń. Dowódca, generał Andrzej Błasik, podlegał Ministerstwu Obrony
Narodowej. Dlaczego wobec tego teraz ono się nie odzywa? To żona musi publicznie
występować w obronie męża, przywracać jego honor! To skandal, że jest sama w
takim momencie! MON powinno bronić dobrego imienia generała Andrzeja Błasika,
ponieważ w żadnym razie nie zasłużył na taką ocenę.
Kolejnym wątkiem w raporcie jest teza o nacisku i presji na załogę, o tym, że
obecność generała Błasika wpływała na "poziom napięcia psychicznego" załogi. Z
drugiej strony, równocześnie pojawia się w raporcie taka interpretacja, że gen.
Błasik nie zrobił nic, aby przeciwdziałać próbie lądowania – taką sugestię
wysnuto zapewne z faktu, że nie ma zapisu głosu generała… Mamy więc kompletnie
sprzeczny przekaz.
– Teraz okazuje się, że można powiedzieć wszystko. Również to, że mjr Arkadiusz
Protasiuk nie powinien być oficerem, a dowódca Andrzej Błasik nie powinien być
generałem. Nie ma to jednak żadnego logicznego uzasadnienia. Wszystkie hipotezy,
które próbują wykazać tego typu wnioski, są po prostu śmieszne. Czy to był
pierwszy lot kapitana Protasiuka albo gen. Błasika? To nie był dla nich pierwszy
lot. Skandaliczne jest sugerowanie, że nie mieli odpowiednich cech
osobowościowych. "Eksperci", którzy wygadują takie rzeczy, po prostu się
ośmieszają.
Czy w ogóle można, według Pana, wysnuwać taką tezę, że ewentualna obecność
gen. Błasika w kokpicie mogła jakkolwiek wpływać na poziom stresu u kapitana
załogi?
– Wszyscy piloci z tamtej załogi byli obyci z Błasikiem. Codziennością w lotach
było to, że dowódca Sił Powietrznych bywał obecny w kabinie pilotów, nie ma w
tym nic zaskakującego. Obecność dowódcy Sił Powietrznych nie mogła być niczym
nowym dla pilotów.
W raporcie tak naprawdę więcej jest psychologii niż merytorycznych przyczyn
technicznych…
– W każdym locie mamy do czynienia z konkretną sytuacją psychofizyczną załogi –
każdy lot ma pod tym względem swoją specyfikę. W raporcie MAK mamy ewidentnie do
czynienia z szukaniem przyczyn katastrofy nie na lotnisku w Smoleńsku, ale u
pilotów, i tylko u pilotów. Na pewno jest wina, myślę, że duża po polskiej
stronie, ale to nie znaczy, że nie ma jej zupełnie, jak przekazuje nam ten
raport, po stronie Rosji. Co z warunkami na lotnisku Siewiernyj? Co z
naprowadzaniem pilotów?
Tatiana Anodina nie odpowiedziała na ani jedno pytanie o kontrolerów lotu.
– Na tej konferencji brakowało przede wszystkim przejrzystości. Nie wszystko
było dopowiedziane. Mam wrażenie, że wiele rzeczy zostało świadomie
przemilczanych.
W załączniku do raportu w języku rosyjskim MAK opublikowano bardzo
szczegółowy i niesamowicie drastyczny opis obrażeń ciała generała Andrzeja
Błasika. Opis – co tu kryć – przerażający.
– Jeśli zamieszcza się takie informacje do publicznej wiadomości, to jest to
skandal. Powiem pani tak, to po prostu obraża moje, a myślę, że nie tylko moje,
uczucia. Kto o zdrowych zmysłach publikuje takie rzeczy do powszechnej
wiadomości? Przecież taka wiedza powinna być tylko własnością Pani Błasik,
pełnomocników, prokuratury, komisji badającej sprawę. To nie powinna być wiedza
powszechna.
Dziękuję za rozmowę.
