Dla Niego istniał tylko Bóg
Santo subito
Z ks. infułatem Januszem Bielańskim, wieloletnim proboszczem i kustoszem królewskiej katedry na Wawelu, kanonikiem Kapituły Metropolitalnej w Krakowie, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Wielokrotnie spotykał się Ksiądz z kardynałem, potem Papieżem Karolem Wojtyłą. Jakim był człowiekiem?
– Wspomnień jest wiele, ale w sercu utkwiło mi jedno takie spotkanie w Rzymie. Kiedy podczas kolacji na Watykanie w szerszym gronie opowiedziałem obiegowy kawał, Ojciec Święty najpierw parsknął śmiechem, a potem spojrzał na jednego z kardynałów, który miał groźną minę, i dodał ciepło: „Janusz, Janusz, kiedy ty zmądrzejesz?”. To były najmilsze słowa, jakie Jan Paweł II wypowiedział pod moim adresem i największy zaszczyt. Po kolacji Sługa Boży przytulił mnie do serca, po ojcowsku pocałował w czoło, zrobił krzyżyk i powiedział: „Janusz, zawsze bądź sobą”. Był to pocałunek miłości Ojca wobec syna, który nie zawsze dorasta do tej synowskiej godności. To zdarzenie, jedno z wielu, świadczy, że był wielkim człowiekiem w swej prostocie i w swej mądrości. Od początku byłem przekonany, że spotykam się z prawdziwie świętym, dobrym człowiekiem, który był nastawiony pozytywnie do każdego. Papież uważał, że idziemy przez życie drogą, którą wyznaczył nam Pan Bóg, i mamy być wierni Jego przykazaniom. To zobowiązywało.
Karol Wojtyła z katedrą wawelską był związany od dziecka. Świątynia ta była niejako świadkiem najważniejszych chwil w Jego życiu…
– Znamienny jest fakt, że przyszły Papież często się tutaj modlił, a po święceniach kapłańskich właśnie na Wawelu odprawił swą Mszę Prymicyjną. Tu też sprawował swą posługę biskupią. Kiedy pewnego razu gościłem na Watykanie, zapytał: „Co słychać w katedrze?”. Odpowiedziałem: „Ojcze Święty, wspaniale!”. Na to Papież odparł: „Janusz, Janusz, serce dzwonu Zygmunta pękło, a ty mówisz wspaniale…?”. Wówczas powiedziałem, że jest już nowe serce, Zygmunt dzwoni jak za dawnych czasów, a serce pęknięte jest zachowane. Taki był Jan Paweł II. Można było z nim szczerze i swobodnie rozmawiać.
Doświadczył Ksiądz niebywałej rzeczy. Był Ksiądz najbliższym świadkiem skupienia i modlitwy Ojca Świętego w katedrze wawelskiej…
– Byłem tam, klęczałem przy Ojcu Świętym i świeciłem lampką, patrząc, jakie modlitwy brewiarzowe odmawia. Muszę powiedzieć, że hymn, trzy psalmy, dwa krótkie czytania – a więc to, co kapłan przeciętnie odmawia pięć, sześć minut – Jan Paweł II odmawiał 25 minut. Mimo kamer Papież potrafił wyłączyć się, niejako wyjść poza otaczającą go rzeczywistość, wypłynąć na głębię. W tym momencie dla Niego istniał tylko Bóg. To była kontemplacja. Papież – teolog, biblista, który znał dobrze treść psalmów, potrafił w tak mistyczny sposób zagłębić się w Boże Słowo, niejako wyjść na spotkanie z Bogiem. Tym samym potwierdził wagę modlitewnego, na kolanach zgłębiania treści biblijnych, z których korzystając, zdobywamy energię do pracy nad sobą i siły do współpracy z bliźnimi.
Co najcenniejszego pozostawił nam po sobie Sługa Boży?
– Oceny mogą być bardzo indywidualne, ale według mnie: człowieczeństwo, przykład modlitwy i umiłowania Boga i bliźniego. Jan Paweł II uczył nas, jak prawdziwie kochać Pana Boga i człowieka. Wskazywał, że w każdej sytuacji, niezależnie od zajmowanej pozycji czy stanowiska trzeba umieć ludzi przeprosić, podziękować im i być normalnym człowiekiem, który mimo potknięć i błędów potrafi żałować i dźwignąć się na wyżyny.
Dziękuję za rozmowę.
