Czyje to zdjęcia?
Prokuratura ma podstawy prawne, by włączyć sprawę dwóch różnych zdjęć
podpisanych jako "Tomasz Merta" do śledztwa dotyczącego niszczenia jego dowodu
osobistego. Czy tak zrobi?
Magdalena Pietrzak-Merta, wdowa po tragicznie zmarłym w katastrofie smoleńskiej
wiceministrze kultury, jest przekonana, że dwie fotografie z procedury
identyfikacji jej męża w Moskwie przedstawiają dwóch różnych ludzi.
– Bolesnym dla mnie świadectwem są dwie fotografie, co do których mam silne
przekonanie, że przedstawiają dwóch różnych ludzi, choć obie są podpisane jako
mój mąż – wskazuje. Jak zaznacza, co prawda zdjęcia te są mało czytelne, ale
poświęciła tej kwestii wiele uwagi i jest pewna swoich stwierdzeń. Obecnie czeka
na kopie dobrej jakości lub oryginały.
– Czekamy na kolorowe kopie. Rosjanie obiecali, że kiedyś je przyślą – podkreśla
mecenas Bartosz Kownacki, pełnomocnik Pietrzak-Merty. – Dotychczasowe są
naprawdę słabej jakości – dodaje.
Ze względu na słabą jakość zdjęć kwestia ta nie była poruszana w zawiadomieniu
skierowanym do prokuratury w sprawie niszczenia lub fałszowania dowodu
osobistego byłego wiceministra kultury, ale uwagi dotyczące treści zdjęć, jak i
zawartości materiałów przesłanych z Federacji Rosyjskiej, Magdalena
Pietrzak-Merta zawarła w oświadczeniu dołączonym do protokołu jej przesłuchania
w prokuraturze.
To od decyzji prokuratury zależy, czy ta sprawa zostanie włączona do
prowadzonego już śledztwa dotyczącego dowodu osobistego, czy też zostanie
wydzielona do odrębnego postępowania.
– Albo prokurator zdecyduje, że należy prowadzić to w ramach tego postępowania,
uznając, że warto je rozszerzyć, albo zawęzi je tylko do fałszowania dowodu,
żeby tego nie komplikować. Wówczas może wyłączyć tę kwestię do kolejnego
śledztwa. Są więc dwa sposoby – spekuluje Bartosz Kownacki. – Te sprawę trzeba
wyjaśnić, żeby ona nie uciekła jako mniej istotna – zaznacza.
"Nasz Dziennik" zapytał prokuraturę, jakie zajmie stanowisko w tym względzie,
ale jeszcze nie otrzymaliśmy konkretnej odpowiedzi. Jak zapewnił płk Zbigniew
Rzepa, rzecznik prasowy NPW, wyjaśnienia w tej sprawie otrzymamy w ustawowym
terminie, ale "prokuratorzy zaangażowani w śledztwo w sprawie katastrofy
samolotu Tu-154M nr 101 na bieżąco wykonują czynności procesowe, od których
'odrywać’ ich nie sposób. Ponadto wgląd do akt śledztwa jest reglamentowany (w
tym również dla prokuratorów) z uwagi na złe doświadczenia związane z tzw.
'przeciekami’".
– Za dużo jest tych nieścisłości, podstawowa sprawa dotyczy dowodu osobistego,
będziemy w tej sprawie przesłuchiwani na początku września. Zobaczymy, jak to
się dalej potoczy, jak prokuratura będzie prowadziła śledztwo – mówi mecenas
Kownacki.
Pietrzak-Merta podkreśla, że dowód osobisty męża, który otrzymała, to inny
dokument niż ten na zdjęciu w aktach przesłanych przez Rosjan.
Przewodniczący parlamentarnego zespołu smoleńskiego poseł Antoni Macierewicz
(PiS) zapowiedział, że zespół w najbliższych dniach wystosuje do prokuratury
pismo "wymieniające niektóre, może najbardziej rażące zaniedbania czy
niejasności". – Z prośbą, by w trybie natychmiastowym zostały one przez
prokuraturę podjęte, i podkreślając, że dłuższe trwanie obecnego stanu rzeczy
wskazywać może na współuczestniczenie w matactwie i w działaniu na szkodę
postępowania – oświadczył.
Prokuratura wojskowa nie dysponuje jednak nadal całością dokumentacji
sądowo-medycznej ofiar tragedii. Na początku sierpnia naczelny prokurator
wojskowy gen. Krzysztof Parulski przyznał, że czeka na ważną przesyłkę z Moskwy
– sześć tomów akt śledztwa, które mają zawierać ostatnią partię dokumentów
dotyczących sekcji zwłok ofiar katastrofy.
Zenon Baranowski
