Czy sojusznicy nie zawiodą?

Obecnie żadna z liczących się sił politycznych w Polsce nie kwestionuje
naszego członkostwa w NATO i nie jest to również celem niniejszego artykułu.
Jednak ten powszechny, bardzo pożyteczny i pożądany konsens spowodował,
niestety, jedno bardzo negatywne zjawisko w postaci zaniku dyskusji na temat
wiarygodności i zdolności NATO do wypełniania swoich zobowiązań w dłuższej
perspektywie czasowej. Przyjęta właśnie nowa koncepcja strategiczna Sojuszu
powinna stać się okazją do wyjaśniania tych wątpliwości.

Upadek ZSRS i komunizmu oraz zwycięstwo demokracji i gospodarki wolnorynkowej w
drugiej połowie lat 90. spowodowały, rzadko dotychczas spotykany w stosunkach
międzynarodowych, powiew optymizmu i wiary w zwycięstwo demokracji i gospodarki
wolnorynkowej oraz powstanie nowego pozbawionego konfliktów i bardziej
sprawiedliwego świata (idea ta najpełniej została przedstawiona przez F.
Fukuyamę w książce pt. "Koniec historii"). Bezpośrednim skutkiem tej nowej
atmosfery politycznej było podjęcie przez niektóre państwa europejskie próby
zmiany rozumienia współczesnej polityki międzynarodowej, w tym szczególnie
zmiany jej podstawowych paradygmatów: siły oraz walki interesów narodowych, na
paradygmaty zaufania oraz solidarności, które postulują oparcie stosunków
międzynarodowych na zdolnościach do negocjacji i współpracy oraz kompromisu
pomiędzy państwami i narodami. Stan ten nie trwał jednak długo, praktyka okazała
się dużo bardziej brutalna i już na przełomie wieków doszło do kilku
spektakularnych konfliktów militarnych, które zasiały zwątpienie co do
zasadności i racjonalności tych nowych teorii (Kosowo 1999, Afganistan 2001,
Irak 2003). W tej sytuacji wydawało się, że próby budowania nowego i lepszego
świata w oparciu o zaufanie i solidarność odejdą do historii, a europejska
polityka międzynarodowa wróci do starych, sprawdzonych zasad. Stało się jednak
inaczej, pomimo oczywistych faktów nowe teorie cieszą się nadal poparciem wielu
europejskich polityków i mają duży wpływ na praktykę. Problem ten dotyczy
również Polski, a biorąc pod uwagę nasze doświadczenia historyczne, nabiera
szczególnego znaczenia ze względu na możliwe tragiczne konsekwencje.
Przystępując bowiem w 1999 r. do Sojuszu Północnoatlantyckiego, Polska
rozpoczęła budowanie swojej pozycji politycznej w jego strukturach, opierając
się na założeniu, że zaangażowanie oraz aktywny udział w operacjach prowadzonych
przez sojuszników pozwolą nam zbudować pozycję godnego zaufania i solidnego
partnera. Zakładając w domyśle, że w przyszłości, w sytuacji zagrożenia, Polska
będzie miała moralne prawo oczekiwać podobnej postawy z ich strony. Z tego też
powodu główną misją Sił Zbrojnych RP w ciągu minionych 10 lat, niestety kosztem
innych misji – w tym obrony terytorium kraju – był udział w różnego rodzaju
operacjach pokojowych poza granicami, a głównym ich celem było budowanie obrazu
Polski jako godnego zaufania i solidarnego sojusznika. Wydaje się, że w znacznym
zakresie cel ten udało się osiągnąć, a nasza wiarygodność została potwierdzona,
jednak po dziesięciu latach jej budowania czas najwyższy zastanowić się nad
wiarygodnością drugiej strony, ponieważ w ostatnim czasie w stosunkach
międzynarodowych miało miejsce wiele niepokojących zdarzeń, które tę
wiarygodność, niestety, mocno podważają.

Partykularyzmy górą
Od początku swojego istnienia Sojusz Północnoatlantycki deklarował, że obrona
wspólnych wartości cywilizacji europejskiej jest sensem i podstawą jego
istnienia. Natomiast podstawową, wyrażoną w art. 5., wartością Sojuszu jest
wzajemne zaufanie i solidarność wszystkich członków w obliczu zagrożenia. rzez
60 lat istnienia Sojuszu udało się te wartości obronić zarówno przed zagrożeniem
zewnętrznym, tworzonym przez ekspansywne plany Związku Sowieckiego, jak i przed
problemami i nieporozumieniami wewnętrznymi, które zawsze mogą się pojawić w
przypadku tak dużej i złożonej organizacji. Również Polska, wstępując w 1999 r.
do struktur Sojuszu, liczyła na to, że to właśnie te, tak konsekwentnie
wyznawane i bronione przez tyle lat, wartości były, są i będą największą siłą
Sojuszu i gwarancją naszego bezpieczeństwa. Jednak ten trochę idealistyczny
obraz w ostatnich kilku latach stracił wiele ze swojej wiarygodności.
Współcześnie wiele wątpliwości wzbudza zachowanie się NATO jako całości oraz
jego poszczególnych członków w stosunku do bieżących wydarzeń na międzynarodowej
scenie politycznej. Razi brak jednolitego stanowiska Sojuszu oraz zdecydowanych
i konsekwentnych działań wobec rosyjskiej agresji w Gruzji, a także brak
jednolitego stanowiska państw NATO wobec przyjęcia Ukrainy i Gruzji w struktury
Paktu. Widoczny jest też brak zainteresowania niektórych członków Sojuszu
realizacją wspólnej polityki energetycznej UE. Kontrowersje budzi
niemiecko-rosyjska budowa gazociągu przez Morze Bałtyckie, wbrew oczywistym
interesom NATO i UE jako całości. Daje się również zauważyć pewna zmiana
priorytetów nowej administracji amerykańskiej, dla której dobre stosunki z Rosją
wydają się ważniejsze od bezpieczeństwa sojuszników z Europy
Środkowo-Wschodniej. Te powstałe pod wpływem bieżących wydarzeń wątpliwości
potęgowane są ponadto przez brak konsekwencji i niejasności w rozwiązaniach
prawno-organizacyjnych problemów Sojuszu, które mają swoje źródła w fundamentach
jego funkcjonowania. Pierwszym i jednocześnie najważniejszym, a zarazem rodzącym
najwięcej pytań problemem jest zagadnienie interpretacji art. 5. traktatu
waszyngtońskiego, który poprzez swój brak jednoznaczności i automatyzmu budzi
coraz większe wątpliwości wśród wielu polskich polityków z różnych opcji
politycznych. Niestety, wszystko wskazuje na to, że wątpliwości te są w pełni
uzasadnione, ponieważ z literalnej wykładni art. 5. wynika wyraźnie, iż w
sytuacji zagrożenia militarnego jednego z członków nie gwarantuje on udzielenia
automatycznie wsparcia militarnego przez pozostałych. Daje on w zamian jedynie
ogólne, bliżej niesprecyzowane obietnice pomocy w formie, jaką dane państwo –
członek Sojuszu – uzna za stosowne w danej sytuacji.

Kurs na ekspedycje
Drugą wątpliwość budzi, dający się zaobserwować od kilku już lat i z polskiego
punktu widzenia bardzo niekorzystny, kierunek ewolucji zdolności operacyjnych
sił zbrojnych poszczególnych państw członkowskich NATO – od zdolności obronnych,
które obecne były praktycznie od początku istnienia Sojuszu, w kierunku
zdolności ekspedycyjnych. Zostało to spowodowane prawdopodobnie wzrastającym
zaangażowaniem Sojuszu w wojnę z terroryzmem, szczególnie w Iraku i
Afganistanie. Jednak jeżeli sama konieczność zwalczania terroryzmu nie budzi
wątpliwości, to prowadzenie operacji antyterrorystycznych kosztem bezpośredniej
obrony państw członkowskich już niestety tak. W przypadku Polski wątpliwości te
wydają się szczególnie uzasadnione.

Jakie plany obrony?
Kolejnym, niejasnym obszarem we wzajemnych stosunkach jest problem opracowania
planów obrony nowo przyjętych państw członkowskich, w tym oczywiście również
Polski. Nie ma żadnej pewności, że plany takie istnieją naprawdę, a jeżeli tak,
to jaki jest ich aktualny poziom przygotowania. Ponieważ doniesienia medialne są
sprzeczne, wypowiedzi polityków – w tym ministra obrony narodowej – wymijające,
a same plany oczywiście tajne, powoduje to, że nie można w tym względzie uzyskać
żadnych wiarygodnych informacji. Jednak najbardziej niejasnym aspektem naszego
członkostwa w NATO jest sprawa rozmieszczenia na terytorium Polski natowskich
instalacji militarnych, w tym bazy rakiet antybalistycznych wraz z personelem
wojskowym. Sprawa ta jest niejasna co najmniej z dwóch powodów. Po pierwsze, ze
względu na swoje geopolityczne położenie Polska jest bardzo dobrym miejscem do
rozmieszczenia amerykańskich baz. Po przyjęciu Polski w struktury Paktu wydawało
się, iż przesunięcie niektórych z nich z Niemiec do Polski jest tylko kwestią
czasu. Po drugie, w sprawie tej istnieje prawdopodobnie cicha umowa pomiędzy USA
a Rosją, co stawia pod znakiem zapytania jakość naszego członkostwa. Najbardziej
aktualnym oraz wzbudzającym największe kontrowersje aspektem naszkicowanego
wyżej problemu jest sprawa "targowania" się przez naszych amerykańskich
sojuszników o czasowe rozmieszenie jednej baterii rakiet Patriot na terytorium
Polski. Trzeba stwierdzić, że sprawia to żenujące wrażenie i świadczy o
rzeczywistej pozycji Polski w Sojuszu (podobno strategicznego sojusznika) oraz
braku zaufania.

Co nam pozostało?
Po rozwiązaniu w 1991 r. Układu Warszawskiego Polska znalazła się w trwającym
osiem lat okresie samodzielności obronnej, pozostając w tzw. szarej strefie
bezpieczeństwa. Formalnie nie byliśmy wówczas członkiem żadnego z istniejących
sojuszy, a nasze bezpieczeństwa zależało tylko od naszych zdolności obronnych. W
rzeczywistości pozostawaliśmy właściwie w stanie bezbronności wobec ewentualnej
napaści ze strony innych państw i tylko sprzyjającej sytuacji międzynarodowej
możemy zawdzięczać, że nie staliśmy się w tym czasie ofiarą żadnej agresji. W
okresie tym nie ukształtowały się ponadto żadne usystematyzowane i przemyślane
koncepcje bezpieczeństwa narodowego. Okazało się, że ani nasi politycy, ani
eksperci nie wyzwolili się z ograniczeń posatelickiego myślenia i nie zdołali
stworzyć ani teoretycznych, ani praktycznych podstaw polskiej suwerennej
polityki bezpieczeństwa. W tej sytuacji pojawienie się w 1999 r. możliwości
wstąpienia Polski do NATO było prawdziwym uśmiechem losu i zmieniło zasadniczo
naszą sytuację geopolityczną oraz politykę bezpieczeństwa na najbliższe
kilkadziesiąt lat. Biorąc jednak pod uwagę poruszone powyżej wątpliwości oraz
coraz większą zmienność i nieprzewidywalność sytuacji, należałoby się zastanowić
nad trwałością fundamentów naszego bezpieczeństwa. Należy rozważyć, czy
przypadkiem w obliczu coraz mocniej postępującej erozji wspólnych wartości oraz
słabnącego zaufania i zanikającej solidarności NATO jest wystarczającym
gwarantem naszego bezpieczeństwa. Przyjęta właśnie nowa strategia Sojuszu jest
bardzo dobrą okazją do wyjaśniania tych wątpliwości i aby ostatecznie je
rozwiać, proponuję – pod wpływem lektury niniejszego tekstu – poszukać
odpowiedzi na postawione poniżej pytania.Ą Czy nowa strategia zawiera gwarancje
automatyzmu reakcji militarnej w przypadku naruszenia art. 5. traktatu
waszyngtońskiego? Ą Czy nowa strategia gwarantuje priorytet zdolności obronnych
Sojuszu nad jego zdolnościami ekspedycyjnymi? Ą Czy sojusznicy zamierzają w
końcu opracować plany kolektywnej obrony dla wszystkich członków Sojuszu, bez
wyjątków?Ą Czy sojusznicy zamierzają w końcu rozmieścić w Polsce jakieś poważne
siły wojskowe oraz instalacje militarne? Jeżeli z analizy nowej koncepcji
strategicznej wyniknie pozytywna odpowiedź na powyższe pytania, to myślę, że
możemy spać spokojnie. W przeciwnym wypadku powinniśmy przestać udawać, że
wszystko jest w porządku i poważnie zastanowić się nad wiarygodnością i
przyszłością Sojuszu oraz naszą rolą w jego strukturach. Jednak cały dramatyzm
sytuacji oraz paradoks postawionego w tytule pytania polega na tym, że (jak to
już nieraz bywało w historii) i tak musimy udawać, iż im wierzymy, ponieważ,
przynajmniej na razie, i tak nie mamy innego wyjścia. Autor jest ekspertem
Fundacji Republikańskiej.

Dr Grzegorz Kwaśniak
 

drukuj