Nie możemy zamilknąć

Z prof. Wernerem Münchem rozmawia o. dr Krzysztof Bieliński CSsR

Z jakim zasadniczym przesłaniem odnoszącym się do działalności i postępowania
katolików w życiu politycznym zwróci się Pan do polskiego audytorium?

– W kontekście sytuacji laickiego społeczeństwa w Niemczech wzywam wszystkich
chrześcijan, aby nie poddawali się rezygnacji i nie wycofywali się z życia
społecznego, gdyż oznacza to pozostawienie innym możliwości jego kształtowania.
Katolicy muszą zabierać głos w debacie publicznej. Potrzebujemy odważnych,
aktywnych chrześcijan, którzy nie poddadzą się "dyktatowi relatywizmu" (Papież
Benedykt XVI).

Dyskredytujący katolików, nietolerancyjny laicyzm wmawia nam, Polakom – od
czasów komunizmu – nieustannie i coraz skuteczniej, iż Kościół nie powinien
"mieszać się" do polityki. Jak to wygląda w Pańskim kraju?

– Kościół jako ważna instytucja, która reprezentuje wiele milionów ludzi,
zajmuje w społeczeństwie szczególnie ważną pozycję. Zobowiązuje ona Kościół do
zabierania głosu we wszystkich kwestiach, które dotyczą podstawowych
chrześcijańskich wartości. Mam na myśli przede wszystkim ochronę życia od
poczęcia do naturalnej śmierci, ochronę instytucji rodziny i małżeństwa, badania
nad komórkami macierzystymi, diagnostykę prenatalną. Wmawianie katolikom, że
powinni trzymać się z daleka od dyskusji politycznych, jest kompletną
niedorzecznością, a jednocześnie wyzwaniem, abyśmy nie zaprzestawali naszych
działań. Ten laicki pogląd nie jest jednak w Niemczech mocno rozpowszechniony.


Wielu polskich polityków publicznie deklarujących swój katolicyzm wyznaje
poglądy sprzeczne z moralnym i społecznym nauczaniem Kościoła – np. w kwestii in
vitro. Czy doświadczenie katolickich polityków w Niemczech jest podobne do
naszego?

– Należy zaznaczyć, że są politycy katoliccy, którzy bez ograniczeń – również
publicznie – bronią podstawowych wartości chrześcijańskich. Są również inni,
którzy najczęściej z powodu oportunizmu milczą, oraz tacy, którzy reprezentują
zupełnie odmienne opinie. Liczba polityków w pierwszej grupie maleje, w dwóch
ostatnich niestety rośnie. Jednak bardziej zasmuca mnie fakt, iż chrześcijańscy
politycy często nie podejmują roli bycia wzorcem, autorytetem. Przykre jest, gdy
czołowi chrześcijańscy politycy będący w związku małżeńskim mają kochankę, z
którą płodzą dziecko etc. To, czy nasz prezydent jest rozwiedziony, czy nie,
nikogo kompletnie nie interesuje.


Czy będzie to pierwsza Pańska wizyta w Polsce?

– Byłem kiedyś w Warszawie i w Katowicach. W okresie mojego urzędowania na
stanowisku premiera niemieckiego kraju związkowego Saksonia-Anhalt podpisałem z
samorządowcami krakowskimi umowę partnerską. Oczywiście odwiedziłem wówczas
przerażający obóz koncentracyjny Auschwitz. W wielu miastach jeszcze nie byłem,
ale są takie, które chciałbym zobaczyć. Polska przeżyła w historii zarówno
dobre, jak i trudne okresy. Po zbrodniach dokonanych przez Niemców cieszyłem
się, gdy Papież Jan Paweł II zaangażował się w pojednanie między naszymi
krajami. Podziwiałem Papieża Polaka – bez jego wkładu w upadek komunizmu nie
byłoby zjednoczenia Niemiec w 1990 roku. Również "Solidarność" miała w tym swój
znaczący udział. Ale szczególnie szczęśliwy jestem z tego powodu, że po Polaku
na tron papieski wstąpił Niemiec – Benedykt XVI. To było cudowne zrządzenie
Boskie.


Dziękuję za rozmowę.

Werner Münch był członkiem Parlamentu Europejskiego, ministrem finansów, a także
premierem Saksonii (1991-1993). Od 1986 r. jest profesorem w Wyższej Szkole w
Osnabrźcku. 25 lutego 2009 r., po 37 latach przynależności, wystąpił z CDU (Unia
Chrześcijańsko-Społeczna). Uzasadnił to m.in. oficjalną krytyką Ojca Świętego
Benedykta XVI, jakiej dopuściła się kanclerz Niemiec Angela Merkel.

drukuj