Człowiek musi żyć prawdą i prywatnie, i publicznie
Z JE ks. abp. Józefem Michalikiem, metropolitą przemyskim,
przewodniczącym Konferencji Episkopatu Polski, rozmawia Sławomir
Jagodziński
Niedawna tragedia pod Katyniem, teraz
dramatyczna powódź – to bardzo trudne doświadczenia, które dotknęły w
ostatnim czasie naszą Ojczyznę. Czy nie jest znakiem Opatrzności, że w
tak ciężkim okresie Polska otrzymuje w darze nowego błogosławionego
Kapłana-Męczennika?
– Niezależnie od okoliczności każda
beatyfikacja, a zwłaszcza taka beatyfikacja, jest zawsze wyzwaniem,
ważnym przesłaniem dla Narodu, z którego pochodzi nowy błogosławiony, i
dla całego Kościoła. Wyniesienie do chwały ołtarzy ks. Jerzego
Popiełuszki stawia przed nami zadanie zrozumienia męczeństwa tego
człowieka, a także przyjęcie świadectwa Jego życia i Jego nauczania,
które i dziś się sprawdza. Jednocześnie przez fakt beatyfikacji Kościół
pokazuje, że konkretny człowiek, jego życie i działanie ma znacznie
szerszy wymiar niż tylko lokalny. Świadectwo Księdza Jerzego staje się
aktualne, bo obecnie również zdecydowanie trzeba bronić prawdy, godności
człowieka, ewangelicznych wartości.
Gdyby Ksiądz Jerzy
dzisiaj wyszedł na ambonę i chciał nam coś ważnego przekazać, patrząc na
to, czym żyje Kościół, nasza Ojczyna, to co by powiedział?
–
Próbując odpowiedzieć na to pytanie, warto zwrócić uwagę na źródła
nauczania Księdza Jerzego. One tkwiły w nauce Kościoła, tkwiły w Piśmie
Świętym. On umiał w swych kazaniach korzystać z nauczycieli wiary, z
nauczycieli życia, umiał korzystać z tradycji Narodu, z kultury
polskiej. Jednocześnie w konkretnej sytuacji odczytywał znaki czasu.
Wiedział, czego oczekują zgnębieni komunistycznym systemem ludzie. Mówił
do nich ich językiem i oni Go rozumieli. Znał ich problemy i chociaż
wiedział, że nie jest w stanie wszystkich rozwiązać, dawał świadectwo,
że podziela ich niepokoje i trudności.
To jest chyba klucz, według
którego można odpowiedzieć na to pytanie, bez popadania w fałszywą
interpretację wyobraźni. O czym dziś ks. Jerzy by mówił? Przypomniałby,
że Ewangelia wcale nie straciła na znaczeniu, że nadal jest w stanie dać
właściwe wskazówki w sytuacjach indywidualnego i społecznego życia.
Mówiłby, że warto trzymać się Chrystusa i Jego nauczania. Zwracałby
uwagę, że wobec problemów nas nękających nie wystarczy jedynie szukać
rozwiązania konkretnych sytuacji, zaspokajać potrzeb na dziś, ale trzeba
umieć ponieść ofiarę, żeby podejmować wyzwania twórcze w dalszej
perspektywie.
Ksiądz Jerzy w swym nauczaniu bardzo mocno czerpał
inspirację z nauczania Jana Pawła II i z nauczania ks. kard. Stefana
Wyszyńskiego. Jego słowa wypowiadane przed laty dziś także są aktualne w
posłudze Kościoła. Chociażby cała sfera nauczania związana ze
współczesnymi problemami etycznymi i katolickim spojrzeniem na ich
rozwiązanie. Dotyczy to także etyki w życiu społecznym. Przecież
zniewolenie człowieka, które kiedyś powodowała ideologia komunistyczna,
dzisiaj nieco inaczej, ale też powoduje nowa ideologia, ideologia zysku i
relatywizmu, ideologia stawiania korzyści indywidualnej, swego
ugrupowania, nad dobro wspólne, dobro całej Ojczyzny. Niebezpieczeństwo
współczesnego liberalizmu etycznego polega na tym także, że widzi się
tylko jednostkę i grupę, ale nie widzi się drugiego człowieka – jako
człowieka przez wielkie „C”, osoby, która ma swoją godność. Myślę, że
niektóre z wypowiedzi ks. Jerzego można wziąć dosłownie, one są dzisiaj
aktualne, mało tego, one i za tysiąc lat będą aktualne.
A
gdyby dzisiaj Ksiądz Jerzy wypowiedział się na temat niegodziwości in
vitro, to też by był tak atakowany jak obecnie pasterze Kościoła?
–
Od tego trzeba zacząć i jasno powiedzieć, że nauczanie Kościoła
zazwyczaj atakują ci, dla których niewygodna jest nauka o wierności
prawom natury i prawom Bożym. Tego nie robią ludzie pokornie szukający
rozwiązań w trudnych sytuacjach, wierni Ewangelii, szanujący ludzkie
życie, tego nie robią małżeństwa bezdzietne, które ofiarowują swoje
życie sierotom, adoptują dzieci odrzucone.
Ludzie, którym nie po
drodze nauczanie Kościoła, są w każdym czasie. Oni zawsze będą atakowali
tych, którzy głoszą bezwzględną prawdę i stałe wartości, wartości
podstawowe, czyli te płynące z prawa natury, z prawa Bożego. Dzisiaj
Ksiądz Jerzy nie mógłby inaczej nauczać, tylko tak, jak naucza Kościół, i
też znalazłby przeciwników. A Kościół zdecydowanie odrzuca jako
niemoralną, bo przeciwną naturze, metodę zapłonienia in vitro i bez
względu na stopień krytyki określonych środowisk tego nauczania nie
zmieni. Tym bardziej że metoda ta wiąże się w obecnym stanie wiedzy z
eliminacją, czyli uśmierceniem części już żyjących istnień ludzkich.
W
swych kazaniach Ksiądz Jerzy dopominał się o godność, wolność, prawdę,
to wszystko było jednak przez komunistów traktowane jako „polityka” i z
tego powodu był prześladowany. Dzisiaj również kapłani, biskupi, którzy
mówią o wolności, prawdzie, uczciwości, Narodzie, spotykają się z
agresją w określonych mediach. Jak to interpretować?
– Zło i
dobro drzemie w człowieku: wierność prawdzie i chęć kłamstwa, uczciwość i
chęć usprawiedliwiania swoich grzechów, oskarżanie innych i zdolność do
uderzenia się w piersi, agresja i umiejętność przeproszenia. Czasy się
zmieniają, a te słabości pozostają. Czasem ludzie ulegają złu z
nieświadomości, wtedy trzeba spokojnie wyjaśniać, ukazywać prawdę o
człowieku i Bogu. Ale proszę też zobaczyć: ideologia, która chciałaby
oderwać człowieka od wartości, które płyną z wiary, pomimo upadku
systemów totalitarnych, wciąż trwa. Kto np. dzisiaj wydaje te
najbardziej tzw. kulturotwórcze pisma, które są destrukcyjne? Czy to
ludzie uczciwi, szanujący prawdę? Ta ideologia, która doprowadziła do
zamordowania ks. Jerzego, jeszcze przecież po latach, gdy cały system
już umierał, spowodowała w roku 1989 śmierć kolejnych kapłanów: ks.
Zycha, ks. Suchowolca, ks. Niedzielaka. Sprawcy nie zostali wykryci, ale
wszyscy wiemy, kim byli, skoro zabijali niewygodnych dla siebie księży,
którzy dawali Narodowi nadzieję i siłę. Takich ludzi, którzy oddali swe
życie w świętej sprawie wolności, jest o wiele więcej, także oczywiście
wśród świeckich. Często byli represjonowani albo po prostu znajdowano
ich gdzieś martwych.
Sądzę, że ta cała propaganda nienawiści wobec
księży, biskupów, z którą spotykamy się dzisiaj, to dowód, że proces
naprawy społeczeństwa, czyli nawrócenia czy zmiany poglądów, jest bardzo
trudny. Ale nie wolno rezygnować. Wyniesienie do chwały ołtarzy takiego
człowieka jak ks. Popiełuszko pokazuje, że paradoksalnie to wielkie
zło, które dokonało się przez zabójstwo, dzisiaj zaowocuje dobrem. Ono
zrodzi nowych wyznawców prawdy, gotowych do ofiary, pokaże, że warto być
wiernym Bogu człowiekiem, bo tego rodzaju ofiara nawet po śmierci
promieniuje dobrem. To jest właśnie ten wkład w proces odnowy, który
zawdzięczamy ofierze Księdza Jerzego.
Wspomniał Ksiądz
Arcybiskup o tych działaniach władz komunistycznych, które za wszelką
cenę chciały zastraszyć określonych księży, a przez to cały Kościół i
pasterzy. Jedną z form represji wobec Księdza Jerzego był bardzo
brutalny atak medialny, który był szarganiem godności tego Kapłana. Czy i
dziś w mediach nie postępuje się podobnie z księżmi, którzy wymykają
się „poprawności politycznej”?
– Nie ma najmniejszych
wątpliwości, że jesteśmy tego świadkami. Przecież człowiek, który
dawniej był rzecznikiem rządu, dziś jest rzecznikiem promocji skandali,
brudu, kłamstwa. Nie powinniśmy kupować ani czytać takiej prasy, a
szyderstwa i szykany, jakich się doznaje, ofiarować Bogu z nadzieją na
nawrócenie ludzi, którzy promują zło; może kiedyś zrozumieją swój błąd.
Natomiast nie ma najmniejszej wątpliwości, że księża muszą od siebie
dużo wymagać i każdy katolik musi od siebie wymagać, tak aby jego życie
oznaczało rzeczywiście to, w co wierzy i czego uczy Ewangelia.
Dzisiaj
ludzie Kościoła są celem różnych medialnych ataków, często
przedstawiani są nieobiektywnie, nagłaśnia się ich słabości. Nie czyni
się tego tak gorliwie w przypadku innych ludzi zajmujących publiczne
stanowiska, w zawodach zaufania społecznego. To wszystko powinno
otwierać oczy ludziom, a nas mobilizować do większej pracy nad sobą.
Prawdą jednak jest, że jako słudzy Chrystusa zawsze będziemy dla kogoś
niewygodni. Pan Jezus i św. Jan Chrzciciel są tego najdoskonalszym
przykładem.
Dziś takim przykładem jest Ksiądz Jerzy. Co prasa robiła
w Jego przypadku? Doskonale pamiętam te fałszywe komunikaty, które
informowały, że w prywatnym mieszkaniu ks. Popiełuszki coś znaleziono,
sugerując najgorsze rzeczy, łącznie z tym, że znaleziono broń. Gazety to
cytowały w innych krajach, na Węgrzech i w Rosji, i gdzie indziej. To
jest strategia tych, którzy się zawsze posługiwali kłamstwem. Oni
dzisiaj nie umieją inaczej, to jest ich broń. Natomiast trzeba
powiedzieć jedno: kłamstwo ma krótkie nogi i bardzo szybko się
zdemaskuje. Ludzie przecież po tych publikacjach nie odwrócili się od
ks. Jerzego, z jeszcze większym zaufaniem przylgnęli do Niego, bo znali
Go. Umieli odczytać właściwie tę całą propagandę. Tak jest i dziś.
Dowodzą tego choćby wydarzenia związane z katastrofą pod Katyniem.
Ludzie wbrew propagandzie zachowują zdrowy rozsądek i krytyczne
spojrzenie na przesadzoną agitację.
Wbrew kilkuletniej
propagandzie Naród np. dostrzegł i docenił prawdziwe oblicze zmarłego
prezydenta…
– Naród pokazał, że umie czytać między wierszami.
Zresztą w czasie komunizmu wszyscy nabyliśmy tę umiejętność: jeśli za
mocno kogoś chwalono, wiedzieliśmy, co to oznacza… Jeśli kogoś
zaczynano ganić, oskarżać, atakować, to też wiadomo było, co go czeka.
Okazuje się, że Naród nadal zachowuje swój sposób krytycznego myślenia, i
widać, że to jest i dziś bardzo potrzebne.
I niezwykle cenne w
dobie mediów, które często nie służą Narodowi…
– Warto
przypomnieć to, co mówił Ksiądz Prymas Stefan Wyszyński, że aby głosić
kłamstwo, trzeba całych systemów, a żeby głosić prawdę, wystarczy jeden
człowiek.
Morderstwo Księdza Jerzego dokonało się na tle
szczególnej walki komunistów o przestrzeń publiczną, o to, żeby z niej
usunąć Kościół. Zmieniły się czasy, a dziś znów musimy walczyć o
przestrzeń publiczną dla symboli religijnych, i to w skali europejskiej.
Co to oznacza?
– Oznacza, że wiara, Ewangelia, Kościół są
niewygodne, i to szczególnie w określonych dziedzinach. Jakich? Tych
porządkujących życie społeczne. Wszyscy ideologowie i wszystkie
totalitaryzmy, nie mogąc dotrzeć do serca ludzkiego, mówią: Ty sobie
możesz wierzyć prywatnie, w czterech ścianach, ale dlaczego twoja wiara
ma ujawnić się na zewnątrz, ma mieć wpływ na życie wspólne? Mamy tu do
czynienia z zachętą do postawy typowego faryzeizmu – masz być
człowiekiem dwulicowym, innym w życiu prywatnym niż w życiu publicznym.
To jest fałszywa droga. Żaden człowiek nie powinien być zmuszany do
rozdarcia wewnętrznego, żeby był inny na zewnątrz, a inny wewnątrz, inny
wobec wyborców, a inny wobec swej rodziny. Człowiek musi żyć prawdą i
prywatnie, i publicznie.
Zmaganie, aby zawłaszczyć przestrzeń
publiczną dla określonej ideologii, idzie przez wieki. Zawsze jest
pokusa, że ten, kto ma władzę, chce wyznaczać kryteria poprawności
politycznej lub społecznej, sprawiedliwości. Taki system prędzej czy
później się skompromituje, bo ludzie dostrzegą jego fałszywość. Nie
można przecież pomijać uniwersalnych zasad i wartości, które są zasadami
porządkującymi życie społeczne, a walka z krzyżem jest ostatnio tego
przejawem.
Ksiądz Jerzy zginął z rąk funkcjonariuszy ówczesnej
władzy. Władza jest czymś, co może prowadzić ku dobremu, a może też być
przyczyną ogromnego zła, w postaci choćby takich morderstw jak na ks.
Popiełuszce. Czego nas to uczy przed wyborami?
– Z historii
wiemy, czym się kończy nadużywanie władzy, arogancja władzy. Księdza
Jerzego zamordowali komuniści, ale św. Stanisława, biskupa, zabił
król… Władza powinna służyć ludziom, ale że sprawowana jest przez
ludzi, musi być kontrolowana w celu wyeliminowania nadużyć. W systemie
demokratycznym wszyscy obywatele wybierają swoich przywódców. Każde
zaufanie społeczne czy indywidualne musi być sprawdzane, bo zawsze
istnieje niebezpieczeństwo, że ktoś zejdzie na niewłaściwą drogę i
pociągnie na nią cały kraj.
A jeśli chodzi o bliskie wybory, zawsze
trzeba działać zgodnie z dobrze uformowanym sumieniem, czyli popierać
dobro. Ja zagłosuję na kandydata, który pokazał, że potrafi bronić życia
niezależnie od układów, ufając, że przy swoich dużych umiejętnościach
zawsze będzie wierny zasadom troski o dobro. W wypadku służby publicznej
dobro wspólne stawiać trzeba ponad swoje indywidualne nadzieje,
korzyści czy interes.
Dziękuję za rozmowę.
