Ceny są wciąż za niskie
Grozi nam fala rolniczych protestów przeciwko niskim cenom mięsa
Protest rolników przed zakładami mięsnymi „Duda” w Grąbkowie koło Rawicza (Wielkopolska) zakończył kilkumiesięczny spokój w branży mięsnej. Hodowcy trzody chlewnej wciąż niezadowoleni z niskiego poziomu cen skupu zapowiadają kolejne protesty. Sytuację może uspokoić spadek produkcji żywca, który spowoduje wzrost cen oraz żniwa, które zapowiadają się na tyle dobrze, że mogą przyczynić się do potanienia zboża i pasz, a więc i obniżenia kosztów produkcji mięsa.
Rolnicy zebrani w poniedziałek w Grąbkowie nie kryli irytacji, bo cena mięsa jest ich zdaniem o wiele niższa niż koszty produkcji. Wielu hodowców dostaje za żywiec poniżej 3 zł za kilogram (średnia cena w kraju wynosi 3,3-3,4 zł), podczas gdy średnie koszty produkcji kilograma mięsa są szacowane według rolników na ponad 4 złote. W tej sytuacji nie tylko nie mają żadnych zysków, ale faktycznie ponoszą ogromne straty.
Odwołać ministra
Według producentów trzody chlewnej, za tę sytuację odpowiadają zarówno zakłady mięsne, jak i resort rolnictwa. Zakłady przez to, że manipulują ceną, bo w jednych regionach płacą więcej, w innych mniej, a często podnoszą ceny, dopiero gdy grozi im protest rolników. Natomiast ministerstwo rolnictwa jest obarczane winą za brak skutecznych działań interwencyjnych państwa na rynku. Wiele przykrych słów przy okazji padło pod adresem wicepremiera Andrzeja Leppera. Rolnicy zarzucając mu nieudolność i oszukiwanie hodowców, żądali nawet jego dymisji. Wicepremier bronił się, tłumacząc, że państwo uruchomiło skup żywca na potrzeby Agencji Rezerw Materiałowych i przeznaczyło na to z budżetu 300 mln złotych. Inna forma interwencji jest niemożliwa, bo nie zgadza się na nią Unia Europejska. Gdyby zaś rząd ten zakaz złamał, to na nasz kraj spadłyby wysokie kary za niedozwoloną pomoc publiczną dla producentów trzody. Powstała więc klasyczna kwadratura koła. To jednak zapewne niewiele da, bo rolnicy są coraz bardziej bojowo nastawieni i zapowiadają kolejne akcje protestacyjne. Co więcej, może nie skończyć się na blokadach zakładów mięsnych, ale tak jak kilka miesięcy temu, dojść do blokowania w całym kraju ważnych dróg. Niewykluczona jest także wielka manifestacja rolników przed Sejmem. Będą zbierać podpisy pod wnioskiem o dymisję ministra rolnictwa.
– Rok temu, w czerwcu, za żywiec dostawałem 3,27 zł za kilogram, a teraz nawet o pięć groszy mniej – stwierdza Witold Romanek, producent trzody chlewnej spod Bydgoszczy. – Tymczasem tylko ceny pasz, które kupuję dla świń, zdrożały w tym czasie o ponad 40 proc. nie wspominając o innych kosztach. I dlatego jestem zwolennikiem organizowania protestów – dodaje.
Romanek podkreśla, że on i wielu innych rolników jest rozczarowanych tym, iż do tej pory nie doszło do wprowadzenia obowiązujących w całym kraju umów kontraktacyjnych. – Przecież rząd nam to obiecywał podczas poprzednich protestów – mówi.
Andrzej Lepper wyjaśniał rolnikom, że resort rolnictwa wzór takiej umowy przygotował, ale zakłady mięsne nie chcą, aby do niej wpisać minimalną cenę skupu żywca.
Czekanie na „świński dołek”
Tymczasem wpływ na sytuację na rynku ma przede wszystkim wciąż bardzo wysoka podaż tuczników. Ceny skupu wzrosną dopiero wtedy, gdy dojdziemy do „świńskiego dołka”. Rolnicy chcą nawet ten proces przyspieszyć, dlatego w kilku regionach tworzą się już oddolne inicjatywy i liderzy chłopscy namawiają producentów trzody do wstrzymania dostaw do zakładów mięsnych, tak aby cena podskoczyła do minimum 4,5 zł za kilogram. Andrzej Zambrowski, doradca rolny, nie bardzo wierzy w skuteczność tej akcji.
– Trzoda chlewna to nie zboże, które można sobie ot tak przechować w magazynie. Zwierzęta trzeba sprzedać, jak mają odpowiednią wagę. Jeśli rolnik będzie trzymał je zbyt długo w chlewie, obrosną tłuszczem, jakość mięsa spadnie i cena skupu będzie jeszcze niższa – tłumaczy Zambrowski. Jego zdaniem, sytuacja na rynku już wkrótce się zmieni, bo na pewno spadnie podaż tuczników. Na uspokojenie sytuacji mogą też wpłynąć dobre zbiory zbóż, bo to rokuje spadek cen ziarna i w konsekwencji pasz i obniżeniem kosztów produkcji.
– Ale bez długofalowych działań co roku będą kłopoty ze skupem żywca. Rząd, rolnicy, zakłady mięsne powinny dążyć do wprowadzenia pewnych regulacji na rynku, poza tym sami rolnicy zyskaliby wiele, gdyby współpracowali. Wówczas mogliby naciskać na zakłady mięsne w sprawie cen. Tymczasem niewielu z nich jest zrzeszonych w grupach producentów rolnych. Ci, którzy działają w grupach, dostają lepsze ceny, bo grupa jest dużym dostawcą mięsa, a na takich najbardziej zależy zakładom przetwórczym – podkreśla Andrzej Zambrowski.
