Były osoby, które utrudniały śledztwo

Z mecenasem Ireneuszem Wilkiem, pełnomocnikiem rodziny Olewników,
rozmawia Adam Kruczek

Panie Mecenasie, wyjaśnianie sprawy zabójstwa Krzysztofa Olewnika
idzie jak po grudzie, zupełnie jak wcześniejsze działania prokuratury i policji
mające go uwolnić z rąk porywaczy. Okazuje się, że nawet tak rutynowa czynność
jak identyfikacja zwłok musiała być powtarzana. Czy Pana zdaniem, to tylko
przejaw braku kompetencji naszych organów ścigania?
– Z przykrością
należy wskazać, że z zaniedbaniami w postępowaniu karnym związanym z
uprowadzeniem i zabójstwem Krzysztofa Olewnika mamy do czynienia już od 2001 r.,
czyli od czasu jego uprowadzenia. Śledztwo natrafiało na liczne przeszkody w
postaci błędów i uchybień, które trudno w racjonalny sposób wytłumaczyć.
Wszyscy, którzy zetknęli się bliżej ze sprawą postępowań karnych w sprawie
Krzysztofa, zarówno pokrzywdzeni, jak i posłowie sejmowej komisji śledczej, są
całkowicie przekonani, że były osoby, które utrudniały śledztwo, m.in.
zastraszając świadków, ukrywając dowody, łamiąc tajemnicę postępowania.
Niezrozumiała jest – zwłaszcza dla Włodzimierza Olewnika – kwestia błędów w
przeprowadzonej w 2006 r. identyfikacji jego syna Krzysztofa.

Jak Włodzimierz Olewnik przeżył bolesne wydarzenia związane z
ekshumacją?
– Trudno wprost wyobrazić sobie ogrom cierpienia,
jakiego powtórnie doświadczył Włodzimierz Olewnik w związku z ekshumacją zwłok
syna. Wyniki badań prof. Ryszarda Pawłowskiego ostatecznie zamykają sprawę
wątpliwości co do tożsamości Krzysztofa. Z jednej strony mamy więc pewne
ustalenie procesowe, a z drugiej – gorycz definitywnej utraty kogoś
najbliższego. Należy podkreślić, że badania z 2006 r. – jako obarczone błędami i
złamaniem procedur, pomijając aspekt oceny prawno-karnej – były w pewnym sensie
niezgodne z przyjętymi normami postępowania. W sprawach tego rodzaju musimy mieć
całkowitą pewność co do ustaleń tożsamości osób zaginionych i jakakolwiek
dowolność interpretacji wyników badań jest niedopuszczalna. Przecież wiele osób
czeka na swych bliskich, którzy zaginęli w niewyjaśnionych okolicznościach, i
informacja o odnalezieniu zwłok ma dla nich kluczowe znaczenie. Nie chodzi tu
zatem tylko o identyfikację ciała Krzysztofa, ale o szacunek dla ludzi
pokrzywdzonych, którego niewątpliwie brakuje.

W tym tygodniu minister sprawiedliwości Krzysztof Kwiatkowski
zdecydował o wznowieniu śledztwa w sprawie okoliczności śmierci Wojciecha
Franiewskiego, szefa grupy, która porwała i zabiła Krzysztofa Olewnika. To dobra
decyzja?

– Decyzję pana ministra, tak jak i jego zaangażowanie w
sprawę śmierci Krzysztofa, oceniamy bardzo wysoko. Jego stanowisko jest dla nas
zrozumiałe i przekonujące. Zweryfikowanie pewnych faktów z 2008 r. związanych z
samobójczą śmiercią Wojciecha Franiewskiego stało się koniecznością, gdyż
pojawiły się nowe, istotne okoliczności, które w ocenie prokuratury, a także
pokrzywdzonych wymagają pogłębienia i szczególnej analizy. Podjęcie przez pana
Krzysztofa Kwiatkowskiego jako prokuratora generalnego umorzonego wcześniej
postępowania należy rozpatrywać również w kontekście innych postępowań
prowadzonych w związku z samobójstwami Sławomira Kościuka i Roberta Pazika –
sprawców zabójstwa Krzysztofa, a także samobójczą śmiercią funkcjonariusza
Służby Więziennej, który pierwszy znalazł w celi zwłoki Franiewskiego.
Pokrzywdzony Włodzimierz Olewnik postrzega te wszystkie zdarzenia całościowo,
jako mające ścisły związek ze śmiercią jego syna.

Opinia publiczna była wielokrotnie informowana, że samobójczy
charakter śmierci tych osób nie ulega wątpliwości. Czy
rzeczywiście?

– Nie da się w racjonalny sposób wytłumaczyć zachowań
sprawców tej zbrodni. Nie wykluczamy, że do ich śmierci przyczyniły się osoby
trzecie mogące – w naszym przekonaniu – zlecić to przestępstwo, a obawiające się
niekorzystnych wyjaśnień, jakie sprawcy mogliby złożyć w późniejszym czasie,
odbywając karę długoletniego pozbawienia wolności.
Śmierci te – co chciałbym
podkreślić – nie były przypadkowe i takie wnioski należy również wyciągnąć z
opinii eksperta sejmowej komisji śledczej ds. Olewnika. Opinia ta jest bardzo
przekonująca. W sposób całościowy dokonano w niej oceny zachowań służby
więziennej i innych organów państwa w odniesieniu do opinii o skazanych, a także
obowiązującej pragmatyki służbowej w zakładach karnych.

Została powołana sejmowa komisja śledcza do zbadania prawidłowości
działań administracji rządowej w sprawie postępowań karnych związanych z
uprowadzeniem i zabójstwem Krzysztofa Olewnika, pracuje prokuratura. Jak Pan
ocenia obecne zaangażowanie tych instytucji w wyjaśnienie całej
sprawy?
– Sejmowa komisja śledcza to wielkie dobrodziejstwo dla
wyjaśnienia śmierci Krzysztofa. Korzystając z okazji, chciałbym podziękować
wszystkim posłom, którzy pomimo różnych negatywnych opinii tę komisję jednak
powołali. Czas pokazał, jak bardzo jest ona ważna, i to nie tylko dla
wyjaśnienia konkretnej sprawy Krzysztofa, ale dla naprawy całego systemu i
modelu działania służb państwowych w ściganiu sprawców przestępstw przeciwko
życiu i zdrowiu. Wpływ na efektywność prac sejmowych komisji śledczych mają
bieżące spory polityczne, które odciągają je od celu, w jakim zostały powołane,
ale nie dotyczy to tej komisji. Sporo osób przygląda się jej pracy z uwagą i
byłoby dobrze, gdyby tak bez sporów i waśni mógł działać cały polski Sejm…
Polsce potrzeba tej jedności w sprawach najważniejszych dla zwykłego człowieka,
który oczekuje, by państwo otoczyło go opieką, gdy doznaje krzywd. Moja ocena
komisji, a także współdziałającej z nią prokuratury oraz policjantów
zaangażowanych w wyjaśnienie sprawy, jest celująca. Dostrzegamy, że służby te,
robiąc wiele dla wyjaśnienia sprawy, niestety napotykają liczne trudności
związane choćby z odtajnieniem materiałów operacyjnych na rzecz postępowania
karnego.

Na jakim etapie wyjaśnienia tej zbrodni jesteśmy obecnie? Co wiadomo
bezsprzecznie, a co jest jeszcze do ustalenia?

– Ze zrozumiałych
względów nie będę odnosił się do ustaleń śledztwa. Mam nadzieję, że już wkrótce
opinia publiczna zostanie z nimi zapoznana. Obraz, który wyłania się z ustaleń
komisji, dotyczący działalności organów ścigania w latach 2001-2003, jest bardzo
przygnębiający, zwłaszcza dla pana Włodzimierza Olewnika, bo okazuje się, że
gdyby niektórzy policjanci i prokuratorzy prowadzący sprawę wykazali się inną
postawą, to Krzysztof mógłby żyć. Jest to bolesna prawda, z którą rodzina
Olewników do dziś nie może się pogodzić.

Jak Pan sądzi, co było główną przyczyną zamordowania Krzysztofa
Olewnika?
– Motywów działania sprawców mogło być wiele. Mógł to być
powód finansowy – przejęcie firmy Olewników lub wykorzystanie jej do
działalności przestępczej. Nie jest wykluczony także motyw zemsty środowiska,
któremu pan Włodzimierz Olewnik nie chciał się podporządkować lub swoją
uczciwością psuł mu interesy.

Czy to prawda, że rodzina Olewników jest nadal ofiarą prowokacji i
zastraszania?
– Rodzina Olewników urasta do rangi bohaterów w walce
o sprawiedliwość, a jej zmaganie się z przeciwnościami staje się niemal
symbolem. Spotkało ich na tej drodze bardzo wiele zła, natrafili na wielu ludzi,
którzy wykorzystali ich krzywdę i rozpacz. Wszyscy zaangażowani w tę sprawę
muszą się liczyć z różnymi wrogimi reakcjami środowiska, które związane jest ze
sprawcami zbrodni. Akty tej agresji dotykają nas w różnym stopniu. Czasami są
bardzo spektakularne, jak na przykład włamanie do domu Danuty
Olewnik-Cieplińskiej, ale są i takie, które realizowane są w ukryciu. Wierzę, że
przyjdzie czas, kiedy te niecne działania i ich sprawcy zostaną ujawnieni.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj