Byłe WSI zamiast PO-PiS-u?
Niedawna sprzedaż udziałów w spółce Presspublica, wydawcy
"Rzeczpospolitej" krakowskiemu biznesmenowi Grzegorzowi Hajdarowiczowi
zelektryzowała komentatorów. Powodów było wiele – od niejednoznacznej postaci
Grzegorza Hajdarowicza, poprzez jego biznesowe związki z byłym wiceszefem
Wojskowych Służb Informacyjnych, aż po spekulacje na temat zmiany profilu tego
dziennika.
Od kilku lat "Rzeczpospolita" kreowana była na dziennik prawicowy,
konserwatywny, redagowany przez "katolickich fundamentalistów". Głównie miało
się tak stać za sprawą redaktora naczelnego Pawła Lisickiego oraz kilku
publicystów, którzy byli związani ze środowiskiem pisma "Fronda", młodych
katolików i konserwatystów.
Jednak linii redakcyjnej "Rz" nie da się tak łatwo zdefiniować. Niewątpliwie na
jej łamach ukazywały się cenne artykuły na temat najnowszej historii, przemian
społecznych, tzw. nowinek kulturowych i religijnych. Natomiast w warstwie
informacyjno-politycznej linia "Rz" nie była już tak oczywista, zwłaszcza w
ostatnim czasie. Tak jakby dla "Rz" wymarzoną koalicją rządową nadal był
niespełniony PO-PiS.
Sierota po PO-PiS-ie
Dziennik starał się propagować wizję tej iluzorycznej koalicji, krytycznie
oceniał inne warianty, dystansował się od "smoleńskich" inicjatyw społecznych.
W ubiegłym roku doszło do głośnej polemiki Pawła Lisickiego z premierem
Jarosławem Kaczyńskim na tle tragedii smoleńskiej i obrony krzyża. W sierpniu
2010 r. Paweł Lisicki napisał, że szef PiS, broniąc krzyża pod Pałacem
Prezydenckim, w istocie wspiera "zapateryzm" i sprzyja powstaniu radykalnej
lewicy, walczącej z Kościołem. Jarosław Kaczyński odpowiedział, że "pan Lisicki
tego rodzaju bzdury, i to bzdury wierutne, odrażające", pisze z powodu "hiperoportunizmu".
W kolejnym tekście były premier pisał: "Pan Lisicki tworzy następujące
przeciwstawienie: albo katastrofa smoleńska była dziełem przypadku, a wtedy nikt
za nią nie odpowiada, albo mieliśmy do czynienia z zamachem, za który
odpowiedzialność ponoszą zamachowcy. Tym samym redaktor naczelny
"Rzeczpospolitej" zapomina, że istnieje sfera niejako pośrednia: sfera
odpowiedzialności moralnej i politycznej".
W publikowanych w "Rz" wywiadach i artykułach widoczny był sceptycyzm wobec
takiej interpretacji, podobnie jak wobec środowisk, publicystów, tytułów
prasowych sytuujących się na prawo od linii tego dziennika. To właśnie na łamach
"Rz" ukazały się ostatnio mocno zgryźliwe teksty o "Naszym Dzienniku" oraz
"Gazecie Polskiej", również odnośnie do tragedii smoleńskiej.
W kontekście tej linii "Rz" warto przyjrzeć się osobie Grzegorza Hajdarowicza,
właściciela Grupy Gremi.
Młodość w KPN
W stanie wojennym Hajdarowicz był krakowskim działaczem Konfederacji Polski
Niepodległej, drukował podziemne pisemka, kolportował je, organizował
demonstracje niepodległościowe. Brał udział w walkach ulicznych w Nowej Hucie.
Krakowskie środowisko KPN tworzyli wtedy m.in. Marek Bik, Maciej Gawlikowski,
Jerzy Dobrowolski, Jacek Torbicz, Krzysztof Fortuna, Jarosław Grycz, Maciej Kuś,
Jacek Lichoń, Piotr Poniedziałek, Jakub Tasior i Andrzej Załuski, Artur Then,
Ryszard Bocian i Wojciech Pęgiel.
Jeden z konfederatów Krzysztof Fortuna tak wspominał te lata: "Do KPN wstąpiłem
– za sprawą Grzegorza Hajdarowicza – w roku 1984. Przed nim składałem przysięgę.
Było to – o ile mnie pamięć nie myli – u niego w domu. Nawet mam do dzisiaj
legitymację członkowską KPN o nr 2192. Wtedy już także drukowaliśmy ulotki dla
KPN i NZS przed każdą "imprezą". Wydawaliśmy też, na ramce (od 1985 roku), takie
nieregularne pisemko KPN "Honor i Ojczyzna". Matryce robiliśmy u Grześka w domu.
On był jedynakiem i miał swój pokój. (…) W 1986 roku Grześkowi Hajdarowiczowi
udało się załatwić powielacz. Dotaszczyliśmy go do naszej drukarni w Wieliczce,
ale nie udało nam się go uruchomić. Drukowaliśmy więc dalej na ramce. W 1988
organizowaliśmy strajk z Grześkiem na Miasteczku Studenckim. Pod koniec 1988
wyjechałem na pół roku do USA. Potem był tam także Grzesiek Hajdarowicz.
Usiłował pozyskać jakieś środki finansowe na działalność polityczną w kraju, a
ja mu w tym pomagałem" (cyt. za: http://www.polonus.mojeforum.net/viewtopic.php?t=1277).
Hajdarowicz zasiadał nawet w Radzie Politycznej KPN. W 1989 r. bezskutecznie
ubiegał się z listy tej partii o mandat poselski, potem został radnym Krakowa.
Od truskawek do hurtowni leków
W "Dzienniku Polskim" Hajdarowicz wspominał swoje biznesowe początki. W latach
80. pracował na farmie w Holandii, zbierał truskawki od rana do wieczora, potem
wyjechał do Ameryki, do Nowego Jorku: "Pracowałem na trzech etatach. Rano w
supermarkecie, po południu w knajpie, a wieczorami jako tłumacz polskiego
przedsiębiorcy. Jadający w restauracji yuppie z Wall Street byli zaskoczeni,
widząc kelnera, któremu brzęczał pager. W latach 80. był to gadżet używany przez
maklerów i dyrektorów" (cyt. za: http://www.polonus.mojeforum.net/viewtopic.php?p=6706).
W Nowym Jorku był również zastępcą redaktora naczelnego tygodnika "Polska
Gazeta". Dziennikarstwem zajmował się również po powrocie do kraju, był p.o.
szefem "Depeszy" wychodzącej w latach 90. w Krakowie, wspólnie z Czesławem
Okińczycem wydawał "Gazetę Wileńską". Wcześniej szukał również funduszy dla
ukazującego się poza cenzurą pisma KPN. W "Rz" wspominał, że zaimponowali mu
znani małopolscy przedsiębiorcy Henryk Kuśnierz i Andrzej Gocman: "Nie wahali
się zamieścić reklamy w takim wydawnictwie" (cyt. za: "Rzeczpospolita" z
6.10.2009 r.; http://www.rp.pl/artykul/373944.html).
Po powrocie z Ameryki zgromadzone dolary zainwestował w handel antyrakowym
preparatem Tołpy. W 1991 r. założył spółkę Grupa Gremi i jej córkę – spółkę
giełdową KCI SA. Zajął się hurtowym handlem lekami, na którym dorobił się
sporych pieniędzy. W 1995 r. trafił na listę "Wprost" najbogatszych Polaków z
majątkiem ok. 10 mln nowych złotych.
Po latach stał się głównym udziałowcem grupy kapitałowej Gremi, która kontroluje
m.in. Narodowy Fundusz Inwestycyjny SA Jupiter, KCI SA, Eurofaktor SA, Dragmor
sp. z o.o., posiada w Brazylii tereny inwestycyjne i piękne plaże. Jego holding
zatrudniał 2,5 tys. osób. Prowadził interesy na całym świecie, budował nawet
pirs naftowy na Morzu Kaspijskim.
Inwestował w produkcje filmowe, był producentem kilku zagranicznych filmów, w
których zagrały hollywoodzkie gwiazdy, np. Andy Garcia. Grupa Gremi posiada
także wydawnictwo, wydaje miesięcznik "Sukces", kupiony od Zbigniewa Jakubasa,
oraz tygodnik "Przekrój", przejęty od "Edipresse".
Restrukturyzował również upadające przedsiębiorstwa, zajął się też branżą
nieruchomości. Kupował upadające przedsiębiorstwa państwowe, które po
restrukturyzacji odsprzedawał z zyskiem.
Dostosowany do III RP
Po latach w biznesie wyzbył się radykalnych, antykomunistycznych poglądów. "Rz"
tak opisywała jego postawę: "Nie ma obsesji związanej z dawnymi przeciwnikami
politycznymi. Twierdzi, że atmosfera wiecznych rozliczeń nie sprzyja rozwojowi
kraju. Nie hołubi też szczególnie styropianowych weteranów" (cyt. za:
"Rzeczpospolita" z 6.10.2009 r.).
Dowodem na taką postawę jest jego biznesowy współpracownik – Kazimierz Mochol,
prezes zarządu giełdowej spółki KCI SA, w której przewodniczącym rady nadzorczej
jest właśnie Hajdarowicz. Mochol – Hajdarowicz tworzą bowiem dość interesujący
duet biznesowy: krakowski działacz podziemnego KPN i oficer wojskowej bezpieki.
Mochol jest byłym żołnierzem Wojskowych Służb Informacyjnych, według oficjalnego
życiorysu w wojsku służył od 1981 roku. Był bliskim współpracownikiem Tadeusza
Rusaka, na początku lat 90. był z nim w krakowskim UOP. W latach 1998-2001 był
jego zastępcą w WSI, odpowiedzialnym za kontrwywiad.
W "Raporcie z weryfikacji WSI" Antoniego Macierewicza został wymieniony wśród
oficerów odpowiedzialnych za nieprawidłowości w działalności WSI w kontekście
afery fundacji "Pro Civili" na Wojskowej Akademii Technicznej: "Na szczególną
uwagę zasługuje ujawniony fakt obecności w przestępczym procederze wielu
cudzoziemców, a w szczególności obywateli krajów b. ZSRR, co stwarzało olbrzymie
zagrożenie całkowitej przezroczystości WAT jako uczelni wojskowej. Sytuacja była
o tyle niepokojąca, że zawierane z WAT umowy często dawały kontrahentom
możliwość dostępu do informacji stanowiących tajemnicę państwową i służbową. W
szczególności dotyczyło to informacji związanych z finansowaniem prowadzonych
przez WAT prac badawczych i wdrożeniowych na potrzeby Sił Zbrojnych RP" (cyt.
za: http://www.raport-wsi.info/mochol.html).
Romuald Szeremietiew wymieniał Mochola jako odpowiedzialnego w 2001 r. za
działania związane z usunięciem go z funkcji wiceministra MON i zatrzymaniem
Zbigniewa Farmusa. Ówczesny szef MON Bronisław Komorowski wystąpił nawet z
wnioskiem do prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego o awansowanie Mochola na
stanowisko generała brygady. Jednak po wyborach i przejęciu WSI przez Marka
Dukaczewskiego odszedł z WSI. Zajął się wtedy biznesem, zasiadał we władzach
wielu spółek, m.in.: Energoinvest Sp. z o.o., Poprad Sp. z o.o., FAM Grupa
Kapitałowa SA, FAM-Technika Odlewnicza Sp. z o.o., FAM Cynkowanie Ogniowe SA,
MAG-Bud Inwestycje Sp. z o.o.
Przejęcie "Rz" przez jego współpracownika biznesowego może otworzyć przed byłym
wiceszefem WSI nowe perspektywy.
Nowy sojusz?
Można zaryzykować twierdzenie, że dotychczas "Rz" pełniła dla obecnego rządu
podwójną funkcję – z jednej strony dziennik był pewnym wentylem bezpieczeństwa
dla tłumionych w największych mediach poglądów, opinii, komentarzy, które na
łamach "Rz" mogły być wyrażane w sposób akceptowalny dla władz, a z drugiej – "Rz"
była ważnym opiniotwórczym narzędziem do ewentualnego stworzenia po wyborach
parlamentarnych koalicji PO-PiS. W dotychczasowym składzie dziennik byłby
gorącym i wpływowym orędownikiem powołania, pomimo różnic programowych, takiego
rządu.
Dlatego zmiany własnościowe należy rozpatrywać również w kontekście planów
politycznych PO. Pakiet ponad 51 proc. udziałów zakupiła wprawdzie spółka
prywatnego przedsiębiorcy od brytyjskiej firmy Mecom Group Polska, ale – jak
zauważają komentatorzy – zgodę na ten zakup musiało wydać Ministerstwo Skarbu
Państwa, ponieważ umowa wspólników spółki zawiera klauzulę pierwokupu. Skarb
Państwa, poprzez spółkę Państwowe Przedsiębiorstwo Wydawnicze "Rzeczpospolita",
posiada w spółce Presspublica 49 proc. udziałów. Co więcej, rzecznik MSP Maciej
Wewiór zadeklarował wolę dalszej sprzedaży akcji: "Resort skarbu w dalszym ciągu
chce pozbyć się swoich udziałów w Presspublice. Ministerstwo Skarbu Państwa w
dalszym ciągu chce wyjść z tej inwestycji, w której jesteśmy mniejszościowym
udziałowcem. Nie ma potrzeby, żeby Skarb Państwa był udziałowcem firmy, która
wydaje gazety".
Rzecznik MSP dodał też, że jeżeli nowy właściciel będzie zainteresowany zakupem
udziałów PW "Rzeczpospolita", to będzie mógł uczestniczyć w procesie
prywatyzacji tych akcji (cyt. za: http://www.forbes.pl/artykuly/sekcje/wydarzenia/msp-chce-sprzedac-swoje-udzialy-w-presspublice,16781,1).
Dlatego zmiany własnościowe "Rz" mogą oznaczać nie tylko ostateczne pogrzebanie
przez PO wizji koalicji PO-PiS i likwidowanie wewnątrz samej Platformy ostatnich
przyczółków jej zwolenników, ale także tworzenie fundamentów nowych sojuszy PO.
Piotr Bączek
