Był światłem na drogach mojego życia
Z ks. prałatem Tadeuszem Juchasem, kustoszem sanktuarium Matki Bożej Ludźmierskiej, rozmawia Mariusz Kamieniecki
W 1997 roku Papież odwiedził Tatry. 6 czerwca sprawował Eucharystię pod Wielką Krokwią, podczas której beatyfikował s. Bernardynę Marię Jabłońską i s. Marię Karłowską. Dlaczego były to postaci szczególne dla Jana Pawła II?
– Ojciec Święty był zafascynowany postacią Brata Alberta Adama Chmielowskiego, a współzałożycielką żeńskiej gałęzi – Zgromadzenia Sióstr Albertynek i kontynuatorką dzieła miłosierdzia Brata Alberta – była właśnie s. Jabłońska. Odzwierciedleniem tej fascynacji jest dramat Karola Wojtyły „Brat naszego Boga”. Brat Albert był związany z Zakopanem, z Kalatówkami, gdzie albertyni nabierali sił do posługi wśród chorych, potrzebujących czy odrzuconych. W duchu służby bliźniemu osadzona była też pełna miłosierdzia działalność s. Marii Karłowskiej, założycielki Zgromadzenia Sióstr Pasterek od Opatrzności Bożej w zaborze pruskim. Można powiedzieć, że obie te zakonnice osiągnęły szczyt świętości, ujawniając w pełni godność kobiety i wielkość jej powołania. Myślę, że wynosząc je na ołtarze, Papież chciał pokazać współczesnemu światu wartość życia i ludzkiej godności.
Szczególnym wydarzeniem pobytu Ojca Świętego w Tatrach była konsekracja sanktuarium Matki Bożej Fatimskiej na Krzeptówkach…
– Świątynia ta jest miejscem szczególnym dla górali, o którym jeszcze pokolenia będą mówić. To widoczny znak wdzięczności całego Kościoła Panu Bogu za dar pontyfikatu i cud ocalenia Jana Pawła II po zamachu w 1981 roku. Była to też bardzo osobista celebracja dla Papieża, odbywała się bowiem w miejscu, gdzie modlitwa w Jego intencji ciągle się dokonuje i stale jest żywa. Ogromna w tym zasługa śp. ks. Mirosława Drozdka, który poderwał Podhale, Polskę i Europę, by w tym znaku świątyni pw. Matki Bożej Fatimskiej na zawsze pozostała widzialna wdzięczność Bogu za dar Jana Pawła II, a zwłaszcza za Jego ocalenie po zamachu.
Nie tylko Krzeptówki były na trasie pielgrzymki papieskiej. Była też wizyta u Gaździny Podhala w sanktuarium w Ludźmierzu. Dlaczego było to tak ważne spotkanie dla Papieża?
– Rzeczywiście, w pierwszą sobotę czerwca Papież odwiedził sanktuarium Matki Bożej Ludźmierskiej, z którą związany był od początku swego biskupstwa. Pod Jego troską odbywały się uroczystości koronacyjne figury Matki Bożej w 1963 roku. Z tym wiąże się także niezapomniany epizod z berłem, które wypadło z dłoni Maryi, a ks. bp Wojtyła zdążył je pochwycić. Znalazło to zresztą wyraz podczas spotkania w 1997 r., kiedy Papież otrzymał w darze kopię berła jako znak odczytany przez wielu, jako zapowiedź wielkiej godności dla ks. bp. Wojtyły. Ojciec Święty mówił, że czuje się tu jak na odpuście Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. Jako metropolita krakowski często stawał tu w obronie wiary i Ojczyzny, a Jego niezwykłe kazania, w których upominał się o prawa ludzi, były świadectwem wobec komunistycznej rzeczywistości czasów PRL. Jako Papież miał też w swojej prywatnej bibliotece figurę Matki Bożej Ludźmierskiej. W sanktuarium odmówił Różaniec, przypominając o sile i mocy tej modlitwy i dając go nam jako przewodnik na XXI wiek. To zadecydowało o utworzeniu przy bazylice Maryjnego Ogrodu Różańcowego, gdzie wierni kontynuują tę wielką modlitwę do Maryi, od której Papież otrzymał szczególne siły.
Czy Ojciec Święty nadal jest obecny w sercach ludźmierskich górali i jak się to przejawia?
– Nie tylko pomnik w centrum Maryjnego Ogrodu Różańcowego przypomina o tym niezwykłym spotkaniu sprzed 11 laty, ale także nowa świątynia w Długopolu, którą chcemy dedykować Papieżowi, modląc się i oczekując na rychłe Jego wyniesienie do chwały ołtarzy. Nade wszystko jednak pamiętamy Jego zasługi dla tej ziemi, nosząc w sercu ogromne pokłady historii, zdarzeń, sięgających 1958 r., tj. pierwszej Jego wizyty jako biskupa w Ludźmierzu. Przygotowujemy się do 45. rocznicy koronacji Gaździny Podhala, która przypada w tym roku. Chcemy też wiernym na nowo przywrócić niezwykłą drogę Maryjną do Chrystusa, której uczył Sługa Boży. Jego obecność jest tu ciągle żywa. Świadczą o tym znicze i kwiaty, ale przede wszystkim modlitewna wdzięczność wyrażana Panu Bogu za to, że mogliśmy być świadkami tego wielkiego pontyfikatu, a zarazem prośba, by dziedzictwo, jakie nam pozostawił Papież, przetrwało następne pokolenia. Zresztą takie przesłanie ma też Maryjny Ogród Różańcowy.
Jak wspomina Ksiądz spotkania z Janem Pawłem II?
– Pierwszy raz jako licealista spotkałem się z ks. abp. Wojtyłą w kwietniu 1966 r. na plebanii w Jabłonce Orawskiej. Ksiądz biskup szukał powołań. Zaproszony na indywidualną rozmowę otrzymałem od Niego obrazek z dedykacją, który stał się dla mnie znakiem przewodnim na całe moje kapłańskie życie. Później były lata seminarium i święcenia kapłańskie, które otrzymałem przez Jego pośrednictwo. Żywo w pamięci mam spotkania podczas rekolekcji oazowych czy w ramach apostolstwa świeckich, gdzie zawsze był z nami mimo trudnych sytuacji związanych z inwigilacją służb komunistycznych, które robiły wszystko, by nam przeszkadzać. Wspierał nas, dodawał otuchy, i to było niezwykłym doświadczeniem i świadectwem Jego absolutnej wierności w służbie Bogu, Kościołowi i Ojczyźnie. Był prawdziwym Ojcem i zawsze ilekroć mieliśmy problemy, zwracaliśmy się do niego. Co niezwykłe, potrafił słuchać, czasem już samo to wystarczało, i po spotkaniu człowiek wracał umocniony na duchu. Zawsze był światłem na drogach mojego życia. I za to Bogu dziękuję.
Dziękuję za rozmowę.
