Bronię świętego przed oszustem

Z watykanistą Andreą Torniellim, współautorem książki "Ojciec Pio. Święty
czy oszust? Prawda o zakonniku ze stygmatami", rozmawia Piotr Czartoryski-Sziler

Wraz z Saverio Gaetą postanowił Pan odeprzeć zarzuty Sergio Luzzattiego,
które zawarł w książce "Ojciec Pio, cuda i polityka XX wieku". Czy we
współczesnym świecie ten wyjątkowy święty potrzebuje takiej obrony?

– Takie książki jak nasza są potrzebne dlatego, że pojawiają się niesprawiedliwe
ataki na postać Ojca Pio. Są one bardzo rozreklamowane i odbijają się szerokim
echem w mediach. Gazety przytaczają pewne fałszywe informacje i w ten sposób
wielu prostych ludzi zaczyna mieć wątpliwości.

Jaka jest forma tych ataków? Wciąż wysuwane są pod adresem słynnego
stygmatyka te same kłamliwe zarzuty, że fałszował stygmaty, stosując m.in.
środki chemiczne, tj. kwas karbolowy?

– Oczywiście, są to ciągle te same zarzuty, ale profesor Luzzatto opublikował
dokument przechowywany w archiwach Świętego Oficjum i dobrze znany tym, którzy
badali akta procesu beatyfikacyjnego, lansując na nowo to dawne oskarżenie. Ten
dokument to zeznanie Marii De Vito, kuzynki aptekarza z Foggii, którą Ojciec Pio
prosił o przyniesienie z apteki buteleczki kwasu karbolowego. Luzzatto oparł na
tym swoją tezę o samookaleczaniu się świętego zakonnika. Ten dokument został
podczas procesu beatyfikacyjnego Ojca Pio odrzucony przez Kościół katolicki.
Oskarżenie Luzzatto to absurd, który łatwo obalić. Nikt nie może twierdzić, że
jest w stanie utrzymać przez pięćdziesiąt lat otwartą ranę – świeżą i krwawiącą,
nie dopuszczając do jej zabliźnienia lub wywołania ropienia. Jest to po prostu
kwestia fizyki i medycyny.

Dlaczego więc w książce Luzzatto teza o samookaleczaniu jest traktowana jako
sensacyjne odkrycie?

– Luzzatto potrzebował tego, aby wywołać sensację i sprzedać swoją książkę.
Tymczasem profesor nie przeczytał całej dostępnej dokumentacji, a ponadto
czasami nie przytacza jej poprawnie. Posiadamy wiele świadectw, że ten kwas
karbolowy był używany – w stanie rozcieńczonym – do dezynfekcji ran i narzędzi w
klasztornej infirmerii.

Wielokrotnie udowadniają Panowie na łamach swojej książki, że Luzzatto
nadinterpretuje pewne fakty lub je przemilcza. Jego książka powstała według Pana
na zamówienie ośrodków, które walczą z Kościołem? A może to samozwańcza próba
wypromowania własnej osoby?

– Nie mam żadnego dowodu, który by mnie upoważniał do stwierdzenia, że książka
została napisana na zamówienie. Myślę, że profesor Luzzatto był zdumiony
popularnością Ojca Pio i postanowił przedstawić politycznie poprawną wersję
życiorysu wielkiego świętego. Zupełnie nie do przyjęcia jest sprowadzenie Ojca
Pio do roli klerykalno-faszystowskiej ikony – nie znajduje to żadnego
potwierdzenia w źródłach historycznych. Luzzatto zabawia się w tej książce
kosztem osoby wielkiego świętego – kpi z całej tej historii z kwasem karbolowym,
wybrał sarkastyczne tytuły dla rozdziałów swojej książki poświęconych temu
zagadnieniu. My jednak wykazaliśmy, że "historyk XXI wieku" – jak sam siebie
określa – nie wykonał dobrze swojej pracy historyka. Użył tych dokumentów,
których chciał, i wykorzystał je tak, jak chciał, nie badając ich dogłębnie, jak
to uczynili – z wielką powagą i starannością – wszyscy, którzy przez lata
prowadzili badania nad obdarzonym stygmatami zakonnikiem z Gargano.

Na jakiej podstawie pojawiły się zarzuty o rzekome sympatie faszystowskie
Ojca Pio oraz teza, że Papież Jan XXIII był jego wrogiem?

– Oskarżenia o sympatie dla faszyzmu są stawiane na podstawie zdjęcia
przedstawiającego młodego Ojca Pio obok sekretarza partii faszystowskiej. Trzeba
jednak pamiętać, że na tym samym zdjęciu byli także inni zakonnicy, przełożeni
Ojca Pio. Ponadto zakonnikowi przypisuje się kilka wypowiedzi wyrażających
sympatię do Mussoliniego. Tego rodzaju zdania spotykamy także w niektórych
listach błogosławionego Jana XXIII i są one zawarte w aktach. Jest prawdą, że
Papież Jan nie żywił sympatii do Ojca Pio. Był bowiem przyjacielem biskupa
Padwy, Gerolama Bordignona, kapucyna, który miał problemy z Ojcem Pio w związku
z zarządzaniem majątkiem pochodzącym z ofiar składanych w San Giovanni Rotondo.
I jest również prawdą, że najsurowsze "prześladowanie" – jest to tak określane,
chociaż mamy do czynienia z terminem absolutnie wyolbrzymionym – wystąpiło w
czasie pontyfikatu Jana XXIII. Trzeba jednak zauważyć, że jak przystało na
prawdziwego świętego i prawdziwie posłusznego syna Kościoła, Ojciec Pio
podporządkował się wszystkim decyzjom władz watykańskich. I dziś jest świętym!

Gdy mówimy o stygmatach Ojca Pio, mamy głównie na myśli rany na obu dłoniach,
stopach i boku. Wiemy jednak, że miał jeszcze ranę na barku, tak jak Jezus
podczas niesienia krzyża na Kalwarię. Ona także była przedmiotem wnikliwych
badań?

– Nie, nie była przedmiotem żadnych badań i nikt nigdy o niej nie wiedział, z
wyjątkiem Karola Wojtyły, młodego polskiego kapłana, który w Wielkanoc 1948 roku
odwiedził San Giovanni Rotondo i spotkał się z Ojcem Pio. Święty miał o tym
powiedzieć tylko jednemu ze współbraci. Ale niewątpliwie ta stale ukryta rana
pozostała jego tajemnicą.

Doktor Luigi Romanelli, który badał stygmaty zakonnika, w raporcie z badań
napisał: "Czynnik, który wywołał takie rany, powinien być bez wątpienia
poszukiwany wśród zjawisk nadprzyrodzonych". Trudno przejść obojętnie nad opinią
fachowca, dlaczego więc Luzzatto nie traktuje jej poważnie?

– Ponieważ najwyraźniej nie wierzy w świat nadprzyrodzony ani w to, by stygmaty
mogły być znakiem tej rzeczywistości. Powtarzam jednak: do tego miejsca nie
byłoby nic złego. Co więcej, Kościół, wierzący potrzebują sceptycyzmu i niewiary
tych osób, które zmuszają ich do przedstawiania wszystkich swoich racji, do
badania, do ciągłego poszukiwania prawdy. Jest jednak oczywiste, że uczciwiej
napisana książka, która uznawałaby niewytłumaczalność stygmatów, nie pozwoliłaby
Luzzatto sprzedać tylu książek, ile rzeczywiście sprzedał.

Czy wielu włoskich naukowców traktuje Ojca Pio jako oszusta?
– Nie przypominam sobie, bym czytał gdzieś tego rodzaju krytyki. Nie wierzyć w
nadprzyrodzony charakter stygmatów, a nawet uważać je za zjawisko
psychosomatyczne (czyli prawdziwe, ale wywołane przez psychikę) – to jedno, ale
twierdzenie, że zakonnik był oszustem, który chciał uchodzić za stygmatyka i
celowo zadawał sobie rany kwasem – to zupełnie inna sprawa! Oskarżenie ze strony
"historyka XXI" jest nie tyle ciężkie, ile bardzo ciężkie. I absolutnie
fałszywe.

Jak dziś we Włoszech traktowany jest św. Ojciec Pio? Włosi darzą go tak samo
wielkim kultem, jak za jego życia?

– Tak, i to nawet jeszcze bardziej. Cieszy się naprawdę wielką czcią. Jego
wizerunki widać wszędzie. Jest świętym popularnym, nawet bardzo popularnym.

Kim dla Pana jest św. Ojciec Pio? Łączą z nim Pana szczególne duchowe więzi?
– Tak naprawdę z Ojcem Pio nie łączyły mnie specjalne więzi, zanim nie napisałem
moich dwóch książek – "Tajemnica Ojca Pio i Karola Wojtyły" oraz "Święty czy
oszust". Stopniowo zacząłem go odkrywać także w aspekcie życia duchowego. Miałem
też sposobność wiele razy zatrzymywać się na długiej modlitwie przed jego
doczesnymi szczątkami wystawionymi w krypcie kościoła w San Giovanni Rotondo. To
wielki święty, chłopski święty, który przychodzącym do niego ludziom umiał mówić
prawdę, czyli rzeczy niewygodne. Była to osoba, która potrafiła czytać w sercach
i w duszach.

Dziękuję za rozmowę.

Książka Andrei Torniellego i Saverio Gaety "Ojciec Pio. Święty czy oszust?
Prawda o zakonniku ze stygmatami" dostępna jest w księgarniach "Naszego
Dziennika": w Warszawie, al. Solidarności 83/89, 00-144 Warszawa, tel. (22) 850
60 20; w Krakowie, ul. Starowiślna 49, 31-038 Kraków, tel./fax (12) 431 02 45,
e-mail: [email protected]. Księgarnia ta prowadzi sprzedaż wysyłkową.

drukuj