Katecheza ubogaca społeczeństwo
Z JE ks. abp. Ignacym Tokarczukiem z Przemyśla, inicjatorem przywrócenia
nauczania religii w szkołach w 1990 r., rozmawia Mariusz Bober
Dwadzieścia lat od przywrócenia katechezy do polskich szkół lewica domaga się
jej usunięcia. Jak Ksiądz Arcybiskup odbiera takie żądania?
– Myślę, że jest to przejaw obserwowanej na całym świecie działalności ruchów
przeciwnych Kościołowi katolickiemu, moralności i etyce. Pod tym względem lewica
– w porównaniu z okresem komunizmu – jeszcze bardziej wzmocniła się poprzez
współpracę z różnymi organizacjami oraz pewne zakulisowe działania. Ataki na
Kościół katolicki nasiliły się po ostatnich wyborach prezydenckich w Stanach
Zjednoczonych. Nowe władze obrały bardzo lewicowy kurs.
Komu i czemu służy walka z nauczaniem religii w szkole?
– Na pewno nie społeczeństwu. Propagowanie takich postulatów, jak np. wyrzucanie
religii ze szkół, oznacza walkę ze społeczeństwem. Myślę, że tak jak nie
powiedzie się walka z krzyżem, tak również nie uda się wyrzucić religii ze
szkół. Przez te 20 lat katecheza w szkołach przeżyła swój renesans. Rozwinęły
się programy i organizacja nauczania, metodyka itd. Powrót religii do szkół jest
wielkim dobrodziejstwem nie tylko dla dzieci, rodziców, ale również dla
nauczycieli i kultury narodowej. Bowiem to właśnie w szkole – oprócz rodziny –
skupia się życie Narodu, z jego bogactwem nauki, sztuki i metod wychowania.
Możemy powiedzieć, że po dwudziestu latach nauczania religii w szkołach widać
już dobre owoce katechizacji?
– Mamy bogate doświadczenie i metodyczne, i programowe. Umiemy lepiej docierać
do młodzieży z przekazem religijnym. Powstają także coraz lepsze podręczniki do
nauki religii.
To właśnie Ksiądz Arcybiskup był inicjatorem przywrócenia lekcji religii w
szkołach.
– Tak, i to już na samym początku przemian w Polsce. Po ciężkim okresie rządów
komunistów w PRL, w 1989 r. powstała Komisja Wspólna Przedstawicieli Rządu i
Konferencji Episkopatu Polski [w okresie PRL w podobnej formule działała Komisja
Mieszana – przyp. red.], której zostałem przewodniczącym ze strony kościelnej.
Już na pierwszym jej posiedzeniu zaproponowałem przywrócenie nauczania religii w
szkołach.
Jakie argumenty za przywróceniem religii do szkół przedkładał Ksiądz
Arcybiskup przedstawicielom już nowych władz, wyłonionych przez tzw. Sejm
kontraktowy w 1989 roku?
– Wskazywałem przede wszystkim na to, że wyrzucając religię ze szkół w okresie
PRL, wyrządzono krzywdę młodzieży i społeczeństwu. Tłumaczyłem, że jeśli władze
chcą poprawy sytuacji w Polsce, należy przywrócić nauczanie katechezy w
szkołach.
Jak zareagowali przedstawiciele rządu, w którym zasiadali już działacze
"Solidarności"?
– Oświadczyli, że powrót religii do szkół jest niemożliwy. Także wielu kapłanów
nie dowierzało, że to się uda. Zapowiedziałem wtedy, że jeśli władze nie zgodzą
się na to, będziemy dążyli do rozpisania referendum w tej sprawie. Tłumaczyłem,
że w takiej kwestii Naród ma prawo podjąć decyzję sam. To przekonało władze.
Zrozumiały, że to nie są słowa rzucone na wiatr. Może politycy przypomnieli
sobie, że w czasach PRL, gdy twierdzono, iż nie można budować kościołów, wiele
ich wznieśliśmy w diecezji, której byłem pasterzem.
Czyli przekonała ich dopiero groźba zorganizowania referendum?
– Ale nie od razu. Przedstawiciele władz tłumaczyli także, iż w szkołach nie ma
sal, w których można byłoby uczyć religii. Odpowiedziałem wtedy, że w niektórych
miejscach przy kościołach są salki katechetyczne, w których początkowo – dopóki
szkoły nie będą miały odpowiednich warunków, dzieci mogą się uczyć. W końcu
władze zgodziły się, ale tylko w obliczu groźby przeprowadzenia referendum w tej
sprawie.
Jak zareagowali inni przedstawiciele opozycji z czasów PRL?
– Pamiętam, że przyjechał do mnie specjalnie do Przemyśla redaktor naczelny
"Gazety Wyborczej" Adam Michnik. Namawiał, by zrezygnować z planów przywrócenia
nauczania religii w szkołach. Twierdził m.in., że nie można nikogo zmuszać do
nauki religii, a wprowadzenie katechezy do szkół implikuje przymus uczęszczania
na te lekcje także dla uczniów z rodzin niewierzących. Odpowiedziałem, że nikt
nie będzie zmuszany do udziału w katechezie szkolnej. Michnik ostrzegał też, że
w Warszawie i niektórych innych miastach może dojść nawet do zamieszek i buntu
młodzieży przeciwko szkolnej katechezie. Rzeczywiście, po przywróceniu nauczania
religii w szkołach w niektórych miastach miały miejsce protesty. Ale po pewnym
czasie ustały, ponieważ młodzież dostrzegła potrzebę prowadzenia katechezy i
przyjęła to ze zrozumieniem. Ja od razu powiedziałem Michnikowi, że nie ma co
straszyć, ponieważ nie ma racji, a władze powinny myśleć przede wszystkim o
dzieciach, które nie miały możliwości nauczania katechezy przez tyle lat
komunistycznej dyktatury.
Już wtedy pojawiały się argumenty, że lekcje można przeprowadzać w salkach
katechetycznych?
– Tak. Ale nie wszędzie było to możliwe. W Warszawie w wielu kościołach nie było
sal katechetycznych. I generalnie brakowało świątyń. Nie odbudowano bowiem
wszystkich kościołów zburzonych podczas II wojny światowej. W niektórych
parafiach był nawet problem z przygotowaniem dzieci do Pierwszej Komunii
Świętej. Funkcjonowały parafie, które liczyły kilkadziesiąt tysięcy wiernych.
Jak w takiej sytuacji można było prowadzić katechizację dzieci? Przywrócenie
katechezy w szkołach było powrotem do tradycji II Rzeczypospolitej, do której
przecież nawiązywała powstająca III RP. Dopiero komuniści w czasach PRL
wyrzucili religię ze szkół.
Przeciwnicy nauczania religii w szkołach wysuwają argument, że jest ona źle
prowadzona. Pojawiają się tezy o zbytnim sformalizowaniu, sprowadzeniu
katechizacji do nauki "formułek" itd.
– Skoro niektórzy tak uważają, to trzeba ich zapytać, czy w takim razie nie
byłaby ona również "sformalizowana", gdyby była prowadzona w przykościelnych
salkach katechetycznych. Sposób przekazu treści religijnych, nauczania, zależy
od tych, którzy to robią. Dlatego przywrócenie lekcji religii do szkół było
również wielkim wyzwaniem dla Kościoła.
Jaka nauka płynie dla nas po tych 20 latach katechizacji w polskich szkołach?
– Katecheza dla dzieci jest konieczna, ale nie wystarczy do uformowania młodego
człowieka. Dlatego problemem dla Kościoła w Polsce, a także w innych krajach,
jest pogłębianie wiary i wiedzy dorosłych. Myślę, że jest duże zapotrzebowanie
na tę formę katechizacji. W mojej diecezji prowadzona była katechizacja
młodzieży w wieku maturalnym i pomaturalnym. Spotkania cieszyły się dużym
zainteresowaniem. Przychodzili na nie nauczyciele, lekarze, robotnicy, którzy
pogłębiali wiedzę religijną i swoją wiarę. Dzięki tym spotkaniom powstało wiele
wartościowych inicjatyw. Tylko wtedy, gdy ludzie wierzący pogłębiają swoją wiarę
i stale dbają o formację katolicką, ich religijność dojrzewa.
A dorośli stają się lepszym przykładem dla młodzieży.
– Oczywiście. Wówczas rodziny lepiej wychowują swoje dzieci. To jest obecnie
najpilniejsze zadanie. Ponadto ludziom wierzącym trzeba ciągle dostarczać
argumentów, które pomagają im zachować i rozwijać postawę katolika i w
odpowiedni sposób reagować na ataki oraz wyzwania pojawiające się w zmieniającym
się świecie.
Dziękuję za rozmowę.
