Boisko wszystko zweryfikuje

Rozmowa z Maciejem Żurawskim, kapitanem reprezentacji Polski

Z jakimi nadziejami wyjechaliście na mistrzostwa Europy?

– Podobnymi jak 15 innych drużyn: aby walczyć o tytuł. Tu nie można być minimalistą, myśleć inaczej, asekurować się i wyznaczać celów minimum. Pierwszym etapem do realizacji będzie faza grupowa, którą musimy przejść.


A pierwszym rywalem będą Niemcy, z którymi jeszcze nigdy nie wygraliśmy. Uda się tym razem?


– Nie wiem. Obojętnie, co bym teraz powiedział, nie miałoby to znaczenia, wszystko rozstrzygnie się na boisku i ono zweryfikuje ambicje wszystkich uczestników mistrzostw. Ja tylko wierzę, że jesteśmy dobrze przygotowani do turnieju, bojowo nastawieni i damy z siebie wszystko, by cel osiągnąć. Oczywiście ten pojedynek ma wiele podtekstów, z jednej strony nigdy z Niemcami nie wygraliśmy, z drugiej pokonali nas na ostatnim mundialu. Chciałbym teraz nie tyle im się za to zrewanżować, ile pokazać, że naszą reprezentację stać na rozegranie świetnej partii na wielkiej imprezie.


Jak trzeba zatem zagrać, aby ich pokonać i – co za tym idzie – przejść do historii? Powiedział Pan kiedyś, że lubicie to uczucie.


– Najlepiej zagrać lepiej niż z Portugalią w eliminacjach. Wówczas byłbym spokojny o wynik.


Stać Was na to?


– Czy przed pojedynkiem z Portugalią ktoś się spodziewał, że zagramy tak, a nie inaczej? Tak szczerze? Skoro mogliśmy wówczas wszystkich zaskoczyć i rozegrać naprawdę doskonałe spotkanie, to chyba możemy pójść jeszcze dalej i zagrać lepiej. Ale powtórzę: nie chcę nic obiecywać, mówić wielkich słów, poczekajmy, co pokaże boisko. Na pewno krok po kroku idziemy do przodu, zespół się rozwija, doskonali. Popatrzmy choćby na niedawny mecz z Danią. Ten rywal nigdy nam nie leżał, zwykle z nim przegrywaliśmy, i to boleśnie, a tu wreszcie zagraliśmy jak równi i byliśmy bliżsi zwycięstwa.


Właśnie z Danią na trenerskiej ławce reprezentacji Polski debiutował Leo Beenhakker, z Danią walczyliśmy w ostatniej próbie przed mistrzostwami. Oba te mecze dzieliły niespełna dwa lata. Jak przez ten czas zmieniła się nasza drużyna?


– Na pewno czujemy się mocniejsi. Udane eliminacje do mistrzostw Europy dodały nam wiary w to, co robimy; pamiętajmy, że musieliśmy się w nich mierzyć z wymagającymi, silnymi rywalami, a jednak uplasowaliśmy się na pierwszym miejscu w grupie. Sama atmosfera w kadrze i wokół niej jest też inna, luźniejsza, spokojniejsza.


Dojrzeliście do sukcesu? Ostatnie dwie wielkie imprezy z Waszym udziałem, mistrzostwa świata, nie były – delikatnie mówiąc – zbyt udane.


– Pokaże boisko. Pewnie, mógłbym powiedzieć, że tak, że jesteśmy wspaniałą ekipą, która zdobędzie mistrzostwo Europy. Ale co by to dało? Słowa to tylko słowa. Ale jestem przekonany, że przystępujemy do mistrzostw dobrze przygotowani.


Jak będzie wyglądała gra reprezentacji Polski na Euro 2008?


– Lubimy grać z kontry i pewnie się na nią nastawimy. Mamy swój wypracowany styl, będziemy zatem się trzymali wyuczonej taktyki, zachowań, przyzwyczajeń, bo trudno wymagać, abyśmy każdy mecz rozgrywali inaczej. Jak konkretnie jednak podejdziemy do Niemców czy Austriaków – proszę pytać trenera. Na pewno musimy długo utrzymywać się przy piłce, to podstawa, tylko w ten sposób zachowamy siły na pełne 90 minut ciężkiej walki i będziemy w stanie narzucić swoje warunki.


Kiedy czuł Pan większy dreszczyk emocji – przed mundialami czy teraz, przed mistrzostwami Europy?


– Chyba taki sam, ale teraz jestem bardziej spokojny.


To kwestia większej pewności siebie?


– W jakiejś części na pewno tak. Nie jestem oczywiście za pewny, ale bardziej świadomy tego, na co nas stać. Przyznam, że ostatnio do swojej gry podchodzę z większym optymizmem i entuzjazmem. Odżyłem w Grecji, z całym szacunkiem do Celticu Glasgow, w którym spędziłem sporo fajnego czasu, pod koniec czułem się tam tak fatalnie, że na nic nie miałem ochoty. Grecja okazała się trampoliną.


Cieszy się Pan, że pierwszy mecz na mistrzostwach rozegracie z najsilniejszym przeciwnikiem?


– Inauguracja jest najważniejsza, to nie ulega wątpliwości. Gdy człowiek wygrywa na „dzień dobry”, zyskuje większą pewność siebie i wiarę w sukces, niepowodzenie potrafi podciąć skrzydła. Niemcy na pewno będą groźni, to świetny zespół, ale nie zapominajmy o Chorwatach i Austriakach. Ci ostatni teoretycznie wydają się najsłabszym zespołem w grupie, ale będą mieli wsparcie kibiców, a co znaczy grać z gospodarzem, przekonaliśmy się choćby na mundialu w Korei. Czekają nas trzy trudne i wyczerpujące starcia.


Czym możecie zaskoczyć swych rywali?


– Naszą siłą jest zespół, oczywiście przy założeniu, że nie 11, ale nawet 14 zawodników gra na sto procent swych możliwości, jeden drugiemu pomaga na boisku i niekiedy pracuje za kolegę, gdy zachodzi taka potrzeba. W takiej sytuacji możemy myśleć o sukcesach. Gorzej, gdy dwóch, trzech z nas prezentuje się gorzej, poniżej oczekiwań. Wtedy wszystko się sypie.


Był Pan zaskoczony, gdy w kadrze na Euro znalazło się tylu młodych piłkarzy z ligi polskiej?


– Nie, ponieważ Beenhakker już nieraz niby zaskakiwał, a potem życie potwierdzało słuszność jego wyborów.


Czuliście i czujecie wsparcie kibiców? Euro jak żadna inna impreza wywołało w kraju niezwykłe poruszenie.


– Wiemy o tym, czujemy wsparcie, mamy nadzieję, że doping naszych kibiców będzie słyszalny. Nie ma co ukrywać, oni są dwunastym zawodnikiem i potrafią w zespole wskrzesić jeszcze więcej sił i energii.


Euro 2008 przyniesie sukces faworytom czy też podobnie jak przed czterema laty może dojść do niespodzianek?


– Może, i to dużych. Wierzę, że my sprawimy niejedną z nich.


Dziękuję za rozmowę.
drukuj