Bohater konsekwentny

Zastanawiając się nad cechą charakteru najpełniej oddającą postawę Zygmunta
Szendzielarza w czasie jego służby publicznej, tak w okresie okupacji
niemieckiej, jak i po 1945 roku, na myśl przychodzi przede wszystkim określenie
"konsekwentny patriota". Był nim bez względu na zmieniające się teatry działań
bojowych, na piętrzące się przeciwności losu, był nim wbrew kalkulacjom
politycznym, wbrew znikomym, a później już żadnym szansom na zwycięstwo. Z
potrzeby dawania świadectwa, wierności złożonej kiedyś przysiędze.

Podobnie jak większość najsławniejszych dowódców polowych polskiego podziemia
powojennego pochodził ze "zwykłej", niezbyt dobrze sytuowanej materialnie,
wielodzietnej rodziny (ojciec był urzędnikiem kolejowym). Był z pochodzenia
Kresowiakiem – co może w jakimś stopniu tłumaczy jego postawę życiową. Urodził
się w Stryju w województwie stanisławowskim 12 marca 1910 roku. Był prawdziwym
"dzieckiem wolnej Polski" – ukształtowanym w pełni przez patriotyczne wychowanie
polskiej szkoły (we Lwowie i Stryju), a następnie służbę w Wojsku Polskim, do
którego zgłosił się na ochotnika w 1929 roku. Po ukończeniu szkoły podchorążych
zawodowych w Różanie w 1931 r. przeszedł do szkoły podchorążych kawalerii w
Grudziądzu (Centrum Wyszkolenia Kawalerii), którą ukończył 5 sierpnia 1934 roku.
W stopniu podporucznika trafił ostatecznie do Wilna, do 4. Pułku Ułanów
Zaniemeńskich (początkowo jako dowódca plutonu w 4. szwadronie). W połowie 1936
r. otrzymał stanowisko dowódcy 2. szwadronu, w marcu 1937 r. zaś awansowano go
do stopnia porucznika. Był doskonałym jeźdźcem, świetnie też posługiwał się
bronią.
W szeregach 4. Pułku Ułanów wchodzącego w skład Wileńskiej Brygady Kawalerii
(Armia "Prusy") wziął udział w wojnie obronnej 1939 roku. Przeszedł szlak bojowy
od Piotrkowa Trybunalskiego po Majdan Sopocki na Zamojszczyźnie i Medykę pod
Przemyślem. Za udział w wojnie 1939 r. został odznaczony Krzyżem Virtuti
Militari V klasy. 27 września 1939 r. dostał się do niewoli sowieckiej, z której
po kilku dniach zbiegł, przedostając się do Lwowa. Po trzykrotnych próbach
dotarcia na Węgry w listopadzie 1939 r. powrócił do Wilna, gdzie ukrywał się pod
fałszywym nazwiskiem (Władysław Chawling), pracował fizycznie jako robotnik
budowlany i pracownik bazy zaopatrzenia miasta.

Kresowy zagończyk
Od początku 1940 r. uczestniczył w konspiracyjnej działalności
niepodległościowej na terenie Wilna. W końcu 1941 r. został włączony przez por.
Henryka Witkowskiego do pracy w komórce wywiadu. Wiosną 1943 r. nawiązał kontakt
z Komendą Wileńskiego Okręgu AK i przedstawił projekt utworzenia stałego
oddziału partyzanckiego. W sierpniu 1943 r. na mocy rozkazu ppłk. Aleksandra
Krzyżanowskiego "Wilka" został wyznaczony na stanowisko dowódcy (następcy)
pierwszego oddziału leśnego wileńskiej AK por. Antoniego Burzyńskiego "Kmicica",
operującego na Pojezierzu Wileńskim. Jego nominacja nastąpiła jednak w
szczególnie tragicznym momencie. 26 sierpnia 1943 r. oddział ten został
podstępnie rozbrojony przez sowiecką partyzancką brygadę Fiodora Markowa, a
większa część jego partyzantów – razem z dowódcą – została wymordowana. Po raz
pierwszy – i jak się niebawem okaże – nie ostatni – przyszło Zygmuntowi
Szendzielarzowi zaczynać działalność w krytycznej sytuacji niemal od zera…
Stanął jednak na wysokości zadania. Tocząc ciągłe walki z sowiecką partyzantką
oraz z jednostkami niemieckimi, zdołał skupić pod swoim dowództwem ocalałych
uciekinierów z oddziału "Kmicica", a następnie dzięki napływowi ochotników
stworzyć w stosunkowo krótkim czasie V Brygadę Wileńską AK – liczącą u progu
1944 r. 500 żołnierzy. Co więcej, dzięki ujawnionym wówczas wybitnym zdolnościom
dowódczym odniósł na jej czele szereg spektakularnych zwycięstw – zyskał miano
jednego z najlepszych dowódców polowych wileńskiej AK. 31 stycznia 1944 r. w
bitwie pod Worzianami rozbił 200-osobową niemiecką ekspedycję partyzancką
(Niemcy stracili wówczas około 60 ludzi). Dzień później w rejonie miejscowości
Radziusze-Łozowa z powodzeniem odparł zmasowany atak kilku brygad sowieckich,
które starały się wykorzystać moment wykrwawienia brygady, licząc na łatwy łup.
"Czerwona" partyzantka – mając na uwadze rodowód brygady – tropiła zresztą tę
właśnie jednostkę ze szczególną zajadłością – starała się zlikwidować świadków
sierpniowego mordu z 1943 roku. Komendant Okręgu Wileńskiego AK ppłk Aleksander
Krzyżanowski "Wilk" rozumiał w pełni tę szczególną specyfikę losów oddziału rtm.
Zygmunta Szendzielarza, dlatego zrobił dla V Brygady Wileńskiej wyjątek w ramach
planów operacji "Ostra Brama". Zgodził się na jej przesunięcie w kierunku
zachodnim. V Brygada nie wzięła udziału w walkach o Wilno, nie podzieliła tym
samym losu siostrzanych jednostek z okręgu wileńskiego rozbrojonych podstępnie
przez NKWD. Pomimo szybkiego marszu na zachód i stosowanego kamuflażu (brygada
występowała jako oddział "czerwonej partyzantki", a jej dowódca zaczął
posługiwać się pseudonimem "Żelazny"), jej także nie udało się wymknąć Sowietom.
23 lipca 1944 r. została ona częściowo rozbrojona przez Armię Czerwoną,
pozostałe pododdziały zaś zostały przez "Łupaszkę" rozformowane. Spośród
żołnierzy gotowych kontynuować marsz na Białostocczyznę utworzonych zostało
siedem niedużych grupek przedzierających się odtąd niezależnie w kierunku
Puszczy Augustowskiej, w której wyznaczono najbliższą koncentrację. W ten sposób
Szendzielarz zamykał, jak się ostatecznie okazało, pierwszy kresowy etap swojej
służby w konspiracji niepodległościowej. Bilans owych działań to kilkadziesiąt
zwycięskich walk i potyczek stoczonych z niemieckim okupantem, kolaboranckimi
formacjami litewskimi oraz "czerwoną" partyzantką. To także idąca za nim –
właśnie z Wileńszczyzny – legenda kresowego zagończyka w pełni zasługującego na
pseudonim, który przyjął w AK – "Łupaszka". Pseudonim, który tu właśnie, na
Kresach, był zaszczytem i zobowiązaniem dorównania osiągnięciom "pierwszego" "Łupaszki"
– ppłk. Jerzego Dąmbrowskiego. Dowódcy, który posiadał ogromny autorytet wśród
podkomendnych, zbudowany przez wykazywaną niejednokrotnie na polu walki odwagę
osobistą.

Radykalnie przeciw sowieckim okupantom
Kiedy w sierpniu 1944 r. Szendzielarz znalazł się na Białostocczyźnie, przyszło
mu już drugi raz w swej karierze konspiracyjnej zaczynać właściwie od zera. Z
jego kilkusetosobowego oddziału zostało jedynie kilkunastu ludzi. Podobnie jak
rok wcześniej nie załamał się jednak, ale dążąc konsekwentnie do kontynuowania
walki, postanowił zalegalizować swoją działalność w ramach Białostockiego Okręgu
AK.
We wrześniu 1944 r. "Łupaszka" przeszedł na czele niewielkiego oddziału
kadrowego (liczącego wówczas zaledwie 20-30 żołnierzy) za już wytyczoną
jednostronnie przez Sowietów nową linię graniczną z zadaniem zbierania rozbitków
z brygad i batalionów wileńskiej i nowogródzkiej AK. Pomimo braku
spektakularnych osiągnięć na gruncie białostockim późną jesienią 1944 r. jego
pozycja uległa znacznemu wzmocnieniu. Nie tylko otrzymał wówczas awans do
stopnia majora, ale wszedł także w skład komendy okręgu – jako dowódca
partyzantki okręgu. Rozwiązanie AK w styczniu 1945 r. nie zahamowało
działalności niepodległościowej Szendzielarza. Dowodzący okręgiem białostockim
ppłk "Mścisław" podzielał, szczęśliwie dla niego, pogląd o konieczności
kontynuowania walki zbrojnej z nowym, sowieckim okupantem w ramach nowej,
utworzonej przez siebie organizacji poakowskiej AKO. Zgodził się też na
reaktywowanie V Brygady na swoim terenie. Dzięki temu wsparciu 5 kwietnia 1945
r. mjr "Łupaszka" mógł po raz kolejny już wyjść w pole – tym razem na czele
40-osobowego oddziału kadrowego. I podobnie jak to miało miejsce ponad rok temu
na Wileńszczyźnie, w ciągu kilku tygodni udało mu się rozbudować, uzbroić i
wyszkolić ów oddział, liczący w lecie 1945 r. już ponad 200 żołnierzy.
Był on jedną z najsilniejszych, a z pewnością najlepszą jednostką partyzancką w
Okręgu AKO Białystok. Podobnie jak na Wileńszczyźnie zastosował w prowadzeniu
działań dywersyjnych taktykę operowania jednocześnie kilkoma pododdziałami
spotykającymi się co kilka tygodni na wyznaczanych z góry koncentracjach.
Działania jego podkomendnych cechowały dyscyplina, karność i wojskowy dryl –
zaszczepiony i konsekwentnie egzekwowany przez "Łupaszkę". Przekonał się o tym
jeden z żołnierzy Jerzy Fijałkowski "Stylowy", który po latach wspominał:
"Stałem na warcie w parkowej alei za osłoną krzewów. Zbliżał się świt. Zmagałem
się ze snem. Pod osłoną peleryny zapaliłem papierosa i w głębi alei od strony
dworku zauważyłem sylwetkę mjr. 'Łupaszki’. (…) Nie miałem najmniejszych
wątpliwości, że zostałem przyłapany na warcie z papierosem. Rano stanąłem do
raportu i 'zarobiłem’ 1 godzinę. Jeszcze tego samego dnia, w samo południe, w
pełnym uzbrojeniu stałem na dziedzińcu na baczność".
Działania samego Zygmunta Szendzielarza i jego podkomendnych cechowały
zdecydowanie i radykalizm w walce z sowieckim okupantem i jego komunistycznymi
poplecznikami. Z pewnością były one prostą sumą niezwykle bolesnych doświadczeń
ostatnich kilkunastu miesięcy. Funkcjonariusze UB – uznawani za członków
organizacji zbrodniczej, podobnie jak wcześniej gestapo – byli przez nich
likwidowani, tak samo jak i funkcjonariusze NKWD. Co innego funkcjonariusze
milicji i żołnierze Ludowego Wojska Polskiego, których – o ile nie "wsławili"
się zbrodniami przeciwko ludności polskiej albo nie atakowali oddziałów
podziemia – puszczano wolno lub też starano się z nimi nie walczyć.
W sumie dowodzona przez Zygmunta Szendzielarza V Brygada Wileńska, działając od
kwietnia do września 1945 r., przeprowadziła na Białostocczyźnie około 80 akcji
przeciw NKWD oraz UBP i ich agenturze, a także przeciw MO i KBW. Odniosła kilka
spektakularnych zwycięstw nad grupami operacyjnymi Ludowego Wojska Polskiego
(np. 8 sierpnia w Sikorach), rzuconymi do walki bratobójczej, czy też NKWD (np.
18 sierpnia w Miodusach Pokrzywnych). W końcu lata 1945 r. na rozkaz Komendy
Okręgu Białostockiego AKO wydanym w związku z zarządzoną przez DSZ akcją
"rozładowywania lasów" "Łupaszka" został jednak zmuszony do rozformowania
podległej sobie jednostki. Sam był jednak zdecydowany walczyć dalej. Na
Białostocczyźnie pozostawił niewielki pododdział dowodzony przez ppor. Lucjana
Minkiewicza "Wiktora", sam zaś jesienią 1945 r. nawiązał kontakt ze swoją byłą
macierzystą organizacją wileńską, która właśnie przeniosła się na teren Polski
Centralnej i w zimie, na przełomie roku 1945 i 1946 podporządkował się jej
rozkazom. Po spotkaniu z jej komendantem ppłk. Antonim Olechnowiczem "Pohoreckim"
po raz czwarty zdecydował się na wznowienie działań partyzanckich – tym razem w
pomorskim teatrze działań. Po raz czwarty zaczynając praktycznie od zera. Pomimo
szczupłych sił jeszcze zimą 1946 r. wznowił działalność bojową, operując
początkowo czterema dwuosobowymi patrolami dywersyjnymi. Jego podkomendni, mimo
bardzo młodego wieku mający za sobą blisko dwuletnie doświadczenia partyzanckie,
dokonali wówczas szeregu spektakularnych akcji ekspropriacyjnych i
likwidacyjnych, co wprawiło w zadziwienie komunistów. O celach dalszej walki mjr
"Łupaszka" w kolportowanych wówczas na Pomorzu ulotkach pisał tak: "Nie jesteśmy
żadną bandą, tak jak nas nazywają zdrajcy i wyrodni synowie naszej Ojczyzny. My
jesteśmy z miast i wiosek polskich. Niejeden z waszych ojców, braci i kolegów
jest z nami. My walczymy za świętą sprawę, za wolną, niezależną, sprawiedliwą i
prawdziwie demokratyczną Polskę".
W kwietniu, mając do dyspozycji zaledwie kilkunastu ludzi, po raz trzeci już
wyszedł w pole na czele kadrowej V Brygady Wileńskiej AK. W ciągu zaledwie 7
miesięcy działalności wykonały one 170 akcji, rozbiły 27 posterunków milicji i
placówek NKWD (co stanowiło ekwiwalent rocznych działań dywersyjnych niejednej
struktury okręgowej podziemia niepodległościowego). To właśnie na Pomorzu w
sposób szczególnie dobitny uwidoczniła się rola "Łupaszki" jako nauczyciela
taktyki. Co warte podkreślenia, podobnie jak i ich "nauczyciel", dowódcy
pododdziałów V, jak i działającej na Podlasiu i Białostocczyźnie VI Brygady
prezentowali – stanowiące niejako znak firmowy formacji "Łupaszki" – bardzo
wysokie standardy prowadzenia działań partyzanckich wynikające z ich ideowego
podejścia do służby (charakterystyczne były ich ataki np. na przedstawicielstwa
Państwowego Monopolu Spirytusowego, który uznawali za narzędzie demoralizacji
społeczeństwa, czy poszanowanie własności prywatnej).

Komunistyczna pętla
Jesienią 1946 r. mjr Szendzielarz na czele 4. szwadronu dowodzonego przez ppor.
"Lufę" przeszedł na teren woj. białostockiego, gdzie dołączył do drugiej
podległej sobie jednostki – VI Brygady Wileńskiej AK dowodzonej przez ppor.
Lucjana Minkiewicza "Wiktora", a od października 1946 r. przez ppor. Władysława
Łukasiuka "Młota". Rozformowane w listopadzie 1946 r. dwa "szwadrony" V Brygady
Wileńskiej pozostawione w Borach Tucholskich nie zostały już odbudowane, zaś
resztki 4. szwadronu ppor. "Lufy" w marcu 1947 r. włączono do VI Brygady
Wileńskiej, która stała się teraz główną i jedyną jednostką partyzancką podległą
mjr. "Łupaszce". Wrosła w grunt podlaski. Prezentowała, dzięki swoim dowódcom,
ten sam charakterystyczny dla formacji wileńskich kanon zachowań – konsekwencję
i radykalizm połączone ze wspominaną już wielokrotnie dbałością o standardy
działań (warto wspomnieć o wydzieleniu z jej szeregów żandarmerii zajmującej się
zwalczaniem pospolitej przestępczości oraz istnieniu sądu polowego decydującego
o wymiarze kary dla współpracowników strony komunistycznej).
W trakcie koncentracji marcowej 1947 r. "Łupaszka" nie poparł ujawnienia w
ramach amnestii ogłoszonej przez komunistów tuż po sfałszowanych przez nich
wyborach, słusznie dopatrując się w tym geście wrogich zamiarów. Pozostawił
jednak swoim podkomendnym możliwość samodzielnego wyboru.
Mając pewność ugruntowanej władzy w Polsce, strona komunistyczna nie zamierzała
okazać łaski komukolwiek, a tym bardziej przeciwnikowi, który wielokrotnie
upokarzał ją na polach wielu walk i potyczek. Majorowi Szendzielarzowi i jego
podkomendnym pozostała tylko walka do końca. On sam z towarzyszącą mu Lidią Lwow
"Lalą," po wspomnianej koncentracji z końca marca 1947 roku, wyjechał
ostatecznie z oddziału. Okresowo przebywał w Warszawie, następnie koło Głubczyc,
wreszcie w Osielcu k. Makowa Podhalańskiego, gdzie ukrywał się pod nazwiskiem
Ryszard Zygmunt Mańkowski. Stałą łączność z dowódcą VI Brygady Wileńskiej
utrzymywał za pośrednictwem swego kuriera ppor. Antoniego Wodyńskiego "Odyńca".
Pętla wokół niego zaciskała się jednak coraz mocniej, zwłaszcza że resort
bezpieczeństwa przygotował niezwykle silne uderzenie dla całego środowiska
wileńskiego – znane pod kryptonimem operacja "X".
Informacje uzyskane podczas śledztw pozwoliły resortowi bezpieczeństwa na
odkrycie aktualnego miejsca pobytu mjr. "Łupaszki". W celu sprawnego
przeprowadzenia operacji wzięcia go żywcem 26 czerwca 1948 r. na Podhale udało
się dwóch funkcjonariuszy z Departamentu III: mjr Wróblewski, zastępca
naczelnika Wydz. I, oraz jeden z referentów tegoż Wydziału – ppor. Lokajczyk.
Funkcjonariusze MBP, pewni co do obecności Zygmunta Szendzielarza w wytypowanym
miejscu, przystąpili do opracowania szczegółowego planu ujęcia dowódcy brygad
wileńskich. Z uwagi na chęć wzięcia go żywcem zdecydowano się na zastosowanie
gry operacyjnej. "Zaplanowano na następny dzień – opisywał mjr Wróblewski – na 4
rano fikcyjny pościg za uciekającym bandytą [pracownikiem UB] od strony zarośli
otaczających dom Bazińskiego, który schroni się do tegoż domu, w wyniku czego
przeprowadzać się tam będzie rewizję. Zgodnie z ww. planem w dniu 30.06.1948 r.
uciekający rzekomo bandyta został schowany przez syna Bazińskiego na strychu, za
którym wszczęto poszukiwania. 'Łupaszkę’, jak i jego żonę /kochanka/ zastano w
bieliźnie rannej, którzy na skutek wszczętego alarmu byli zdezorientowani i
przeświadczeni o faktycznym pościgu za bandytą i do zakończenia rewizji domowej
nie byli zorientowani, że o nich się rozchodzi. Z chwilą kiedy 'Łupaszko’ został
zakuty, wyraził zdziwienie i pozorował, że przez pomyłkę jego się zabiera,
opierając się na fałszywych dokumentach na nazwisko Mańkowski Zygmunt".

Osiemnastokrotny wyrok śmierci
Błyskawicznie przywieziono go do Warszawy i poddano długotrwałemu śledztwu. W
tej ostatniej już, tragicznej odsłonie swojej służby publicznej mjr. Zygmuntowi
Szendzielarzowi udało się zachować tę samą, znaną z wcześniejszych etapów
działalności postawę – konsekwencję i odwagę. Wziął na siebie odpowiedzialność
za wszystkie działania podległych sobie jednostek. Nie dał się też wykorzystać
stronie komunistycznej do propagandowej farsy, w jaką zamieniały się zwyczajowo
publiczne procesy członków organizacji niepodległościowych. Po trwającej sześć
dni rozprawie 2 listopada 1950 r. skład sędziowski pod przewodnictwem mjr.
Mieczysława Widaja skazał mjr. Zygmunta Szendzielarza na łączną osiemnastokrotną
karę śmierci. Wiedział, że nie ma dla niego ratunku. Starał się w tych ostatnich
miesiącach swojego życia uporządkować życie prywatne – stąd też skierowana do
władz więziennych prośba o możliwość zawarcia związku małżeńskiego z jego
partyzancką towarzyszką życia – ppor. Lidią Lwow. Prośba potraktowana odmownie.

Ostatnie dni
Mieczysław Chojnacki "Młodzik", jeden ze współwięźniów mjr. Zygmunta
Szendzielarza "Łupaszki", tak wspominał jego ostatnie dni: "Zachowywał się
spokojnie, chorował, robił wrażenie przeziębionego (…). Wspominając mjr. 'Łupaszkę’,
nie sposób przemilczeć jego częstych wizyt w 'kaplicy’, gdzie zawsze rano, przed
apelem wieczornym modlił się z innymi". 8 lutego 1951 r. wieczorem mjr Zygmunt
Szendzielarz został zamordowany wraz z innymi członkami wileńskiej konspiracji w
więzieniu przy ul. Rakowieckiej w Warszawie. Moment ten tak zapamiętał będący
wówczas w tej samej celi śmierci kpr. pchor. Mieczysław Chojnacki "Młodzik".
"Nadszedł dzień 8 lutego 1951 r., jeden z dni pełnych niepokoju o jutro. (…)
Otworzono drzwi i z ust strażnika padło nazwisko majora 'Łupaszki’ Zygmunta
Szendzielarza. Właśnie na wezwanie wyszedł z kaplicy, gdzie się modlił, wysoki i
szczupły podszedł spokojnie do drzwi, następnie zatrzymał się przez chwilę,
odwracając bokiem do pozostających w celi i pożegnał słowami 'Z Bogiem,
Panowie!’, odpowiedział mu chór głosów 'z Bogiem!’, zniknął nam za zamkniętymi
drzwiami. Wtedy zdaliśmy sobie sprawę z tego, że wieczór dzisiejszy stanie się
czasem rozprawy zbrodniarzy bolszewickich z oficerami polskimi Wileńskiego
Okręgu AK".
Ciało majora Zygmunta Szendzielarza "Łupaszki" spoczywa gdzieś w bezimiennej
mogile na warszawskich Powązkach. Przez kilkadziesiąt lat komunistyczne władze
starały się wszelkimi sposobami zohydzić jego postać. Nadaremnie.
Współtowarzysze broni, którzy ocaleli z pogromu, a także zwykli ludzie, z
którymi zetknął się na Wileńszczyźnie, Podlasiu, Białostocczyźnie, Pomorzu,
Warmii i Mazurach, po 1989 r. zaczęli z własnej woli stawiać jemu i jego
podkomendnym upamiętnienia, wmurowywać w kościołach kolejne tablice memoratywne
– stanowiące świadectwo ostatecznego zwycięstwa tego "konsekwentnego bohatera"
nad wrogami Rzeczypospolitej.
 

Dr Tomasz Łabuszewski, Kazimierz Krajewski
 

Dr Tomasz Łabuszewski i Kazimierz Krajewski są pracownikami Oddziałowego
Biura Edukacji Publicznej IPN w Warszawie.

drukuj