Bogaty nie znaczy zdrowszy

Popularny i często stosowany podział na tzw. Polskę "A" i Polskę "B" nie
zawsze okazuje się słuszny. Dane statystyczne dotyczące poziomu edukacji,
demografii i zdrowia, np. długości życia, płodności kobiet czy umieralności
okołoporodowej, świadczą o zdecydowanej przewadze biedniejszych obszarów Polski
Wschodniej nad bogatszymi i prężniejszymi ekonomicznie obszarami Polski
Zachodniej.

Zdaniem profesora Bogdana Chazana, ginekologa położnika z Warszawy zbyt dużą
wagę w opiece zdrowotnej przywiązujemy do jej technicznych aspektów, wyposażenia
w sprzęt, możliwości wykonywania skomplikowanych procedur. Są one oczywiście
ważne, ale zdrowie człowieka zależy przede wszystkim od nas samych, od stylu
naszego życia, sposobu odżywiania, spędzania wolnego czasu, od tego jak
funkcjonujemy w rodzinie, środowisku pracy i zamieszkania.

Zdrowie to nie tylko leki

Lekarzom często wydaje się, iż troska o pacjentów polega przede wszystkim na
przepisywaniu odpowiednich leków bądź poddawaniu ich właściwym zabiegom
operacyjnym. Tymczasem nasze zdrowie zostaje zaprogramowane jeszcze przed
urodzeniem oraz w dzieciństwie przez warunki, w jakich wzrastamy i rozwijamy
się. – Urodzenie zdrowego, donoszonego dziecka zależy w dużym stopniu od
właściwego stylu życia kobiety przed ciążą i podczas ciąży, od odpowiedniej
opieki medycznej dostosowanej do indywidualnych potrzeb zarówno matki, jak i
dziecka. Zaniedbania w tym okresie prowadzą do porodów przedwczesnych, czasem do
urodzenia martwego dziecka lub zgonu noworodka. Kiedy problem już się rozwinie,
poród przedwczesny zacznie poważnie zagrażać, na efektywną pomoc może być za
późno – zwraca uwagę prof. Chazan.
Najwyższa w Polsce umieralność okołoporodowa występuje w województwach
dolnośląskim i łódzkim, na przeciwnym biegunie natomiast znajduje się
świętokrzyskie. W województwie dolnośląskim został wdrożony program zakupu
inkubatorów i respiratorów dla chorych noworodków. – Dobrze, że uzupełnia się
braki w wyposażeniu, jest to jednak działanie skierowane na zmniejszenie
skutków, a nie zapobieganie przyczynom problemów zdrowotnych. Powinno się raczej
działać u podstaw, dbać o zdrowie młodych ludzi – przyszłych rodziców, poprawiać
jakość, dostępność opieki podczas ciąży – tłumaczy profesor Chazan.
Profilaktyka zdrowotna, a zwłaszcza profilaktyka pierwotna, której sens polega
na usuwaniu przyczyn chorób, zmniejszaniu oddziaływania tzw. czynników ryzyka,
powinna być przedmiotem programów zdrowotnych. W ten sposób można zaoszczędzić
na leczeniu chorób. Zarówno programy specjalistyczne ukierunkowane na leczenie,
jak i aparatura diagnostyczno-lecznicza są bardzo drogie. Zmiana trybu życia,
środowiska, w którym człowiek żyje, kosztuje mniej i jest bardziej efektywna.
Paradoksalnie, w tych regionach kraju, gdzie status materialny ludzi jest
gorszy, środowisko życia jest dla człowieka bardziej przyjazne. Według prof.
Chazana, lepszy stan zdrowia mieszkańców tej części Polski, którą określa się
jako Polskę "B", jest następstwem stabilizacji populacji w sensie historycznym,
nie występowało tu przemieszczanie ogromnych grup, tak jak działo się to w
innych częściach kraju. Ludzie żyją tutaj dłużej, mniej ich choruje i umiera na
nowotwory, rodziny są bardziej stabilne, liczniejsze, mniej jest przedwczesnych
porodów, mniej martwych urodzeń, mniej zgonów noworodków. Mniej jest także
urodzeń pozamałżeńskich i nieletnich matek, w późniejszym wieku następuje
inicjacja seksualna. Lepsze są wyniki egzaminów dzieci klas szóstych i wyniki
egzaminów maturalnych.
Według danych GUS, w województwie łódzkim średnia długość trwania życia mężczyzn
jest najkrótsza w Polsce – w 2008 r. wynosiła 69,1 roku. Jest to o 4 lata mniej
niż w województwie podkarpackim, które od lat jest wiodącym pod względem
długości trwania życia. Na wyróżnienie zasługują również województwa:
małopolskie, pomorskie i podlaskie, w których średnia długość trwania życia
mężczyzn w 2008 r. przekroczyło próg 72 lat.
Zróżnicowanie średniego trwania życia kobiet w przekroju wojewódzkim jest
mniejsze – maksymalna różnica wynosi 2,6 roku. Najkrócej żyją mieszkanki
województw łódzkiego oraz śląskiego – 78,9 roku, natomiast najdłużej mieszkanki
województw podkarpackiego i podlaskiego – powyżej 81 lat. Wieku co najmniej 80
lat dożywają także kobiety mieszkające w województwach: małopolskim,
świętokrzyskim, mazowieckim, lubelskim i opolskim.
Skąd pochodzi takie zaskakujące podobieństwo geograficznego zróżnicowania
wskaźników ekonomicznych, zdrowotnych, edukacyjnych? Od czego więc zależy
zdrowie nasze i naszych dzieci? – Może nie tyle od naszej zamożności, ale stylu
życia, tradycji, relacji społecznych, może nawet od systemu wartości. Zbyt
daleko idący "cywilizacyjny postęp" i liberalne podejście nie sprzyjają naszemu
zdrowiu i życiu – konkluduje profesor.

Najważniejsze jest zaufanie

System wartości prezentowany przez lekarzy i pacjentów ma znaczenie nie tylko w
profilaktyce, ale i w samym procesie leczenia. Jeśli zapytamy pacjentki szpitali
położniczych o to, jaki aspekt opieki lekarskiej jest dla nich najważniejszy, to
okaże się, że wcale nie jest to czynnik ekonomiczny. Liczy się przede wszystkim
profesjonalizm i odpowiedzialność lekarza, jego życzliwość, cierpliwość,
zrozumienie problemów oraz umiejętność dobrego komunikowania się z pacjentkami.
Tego rodzaju oczekiwania częściej są w stanie spełnić mniejsze – kameralne
ośrodki, które nie są aż tak obciążone jak duże szpitale, niejednokrotnie
przepełnione, z przepracowanym personelem, które starają się dorównać standardem
ośrodkom z dużych miast. – Chcą zaistnieć np. jako Szpital Przyjazny Dziecku,
startują w różnych konkursach, podczas gdy część większych ośrodków popada w
rutynę – zauważa Nikoleta Broda, położna ze szpitala ginekologiczno-położniczego
im. Świętej Rodziny w Warszawie.
W opiece położniczej istnieją różnice nie tylko między dużymi i mniejszymi
ośrodkami, ale także między wschodem i zachodem Polski. – W województwach
zachodnich, uchodzących za nowocześniejsze według kategorii liberalnego
myślenia, dbałość o przyszłe nasze pokolenia jest mniejsza. Proces ten daje się
zaobserwować od wielu lat. Więcej popełnia się tam błędów w szpitalach i panuje
większa bezduszność – twierdzi poseł Bolesław Piecha (PiS).
Warto też zwrócić uwagę na to, że zawód ginekologa czy położnej, zdaniem
Nikolety Brody, nie jest dla każdego. – Główną cechą pracownika ochrony zdrowia
powinna być empatia i umiejętność traktowania pacjenta jako człowieka, a nie
jako "łóżko nr 4" – podkreśla położna. Tę opinię podziela poseł Tomasz Hoc
(PiS). – Żeby być lekarzem, trzeba być najpierw człowiekiem. Szczególna
odpowiedzialność spoczywa na lekarzach ginekologach i położnikach. Tam się rodzi
życie. Stosunek personelu medycznego ma wielki wpływ na to, gdzie matki decydują
się rodzić – uważa poseł Hoc.

Nie tyle pieniądze, co dobra organizacja

Istnieją jednak sytuacje, w których nawet najlepsze cechy osobowościowe i sposób
podejścia do pacjenta nie zastąpią profesjonalnego sprzętu. Dzieje się tak w
przypadku ciąży zagrożonej. Według posła Hoca, system specjalistycznej opieki w
tej dziedzinie pozostawia wiele do życzenia. Zwraca on uwagę na to, że nie
dopracowaliśmy się jeszcze tzw. trójstopniowego systemu opieki perinatalnej,
polegającego na podziale ze względu na zabezpieczenie specjalistyczne. Poziom
trzeci to wysokospecjalistyczne instytuty, których jest tylko kilka w kraju.
Ciąże wysokiego ryzyka, ciąże obarczone ryzykiem powikłań muszą być
hospitalizowane w ośrodkach wysokospecjalistycznych, których w Polsce brakuje.
Ciąże rozwijające się prawidłowo powinny być hospitalizowane w szpitalach
rejonowych.
Z kolei według prof. Ewy Helwich, krajowego konsultanta w dziedzinie
neonatologii, fakt, że nie wszystkie dzieci rodzą się tam, gdzie powinny, jest
obecnie największym problemem neonatologii. Wielu powikłań dałoby się uniknąć,
gdyby dziecka zaraz po urodzeniu nie trzeba było przewozić do innego szpitala,
aby je leczyć. Transport jest dla noworodków ogromnym obciążeniem. Dużo zależy
również od tego, czy w szpitalach położniczych są oddziały intensywnej terapii.
Jeśli ich nie ma, to zdaniem prof. Ewy Helwich, automatycznie przekłada się to
na liczbę zgonów. Ważną rolę spełnia oczywiście świadomość zdrowotna pacjentek.
Tu lepiej z kolei wypadają większe miasta. Profesor Helwich zwraca jednak uwagę
na konieczność indywidualnego podejścia do każdej ciąży. – Niektóre matki
uważają, że skoro urodziły dwójkę dzieci i wszystko było dobrze, to kiedy znowu
są w ciąży, nie muszą już być pod opieką lekarza. Doprowadza to do sytuacji,
kiedy to, co dałoby się naprawić, nie jest korygowane – ostrzega.

Pacjent czy klient?

W dużych ośrodkach zdarza się, że pacjenci obsługiwani są "taśmowo". Zanika
relacja pacjent – lekarz, a zastępuje ją relacja klient – usługodawca. Prowadzi
to także do zmian w mentalności. – Jedna z koleżanek położnych, kiedy usłyszała
na wykładzie zdanie: "Jesteście po to, żeby pacjentkom służyć", bardzo się
oburzyła. Wstała i powiedziała, że nie po to się kształci, żeby być czyjąś
służącą. Podobnie nasza praca nie nazywa się już służbą zdrowia, ale ochroną
zdrowia – zwraca uwagę Nikoleta Broda. Jej zdaniem, zmiany w mentalności mogą
prowadzić do obaw związanych z wyborem zawodu położnej. Dodatkowym utrudnieniem
jest skomplikowany system edukacji. Prowadzi to do sytuacji, w której brakuje
neonatologów i pediatrów, a wśród położnych przeważają osoby starsze. W końcu
lat 90. nastąpił boom na kierunki typu zarządzanie, handel zagraniczny i
ekonomia, czyli te, które pozwalają na wybór zawodu umożliwiającego szybkie
wzbogacenie się, i to w taki sposób, by się "zbytnio nie ubrudzić". W latach 90.
kierunki medyczne nie były w modzie. Zawód ten kojarzył się z dużą
odpowiedzialnością, małymi zarobkami i sporym ryzykiem. Położnictwo natomiast
wiąże się z obciążeniem dla kręgosłupa, a także ryzykiem zarażenia się chorobami
przenoszonymi przez krew. Ale zdaniem Nikolety Brody, sytuacja w położnictwie
stopniowo się poprawia, a profesja położnej przeobraża się w zawód niezależny.

Zwraca ona również uwagę na to, że Polska "B" bardziej sprzyja rozwojowi
środowiska rodzinnego. Na przykład na Podkarpaciu, mimo że występuje tam wiele
gospodarstw o niskim statusie materialnym, tradycje rodzinne są pieczołowicie
kultywowane, jest tam większy szacunek dla życia niż w innych rejonach Polski.
Na zachodzie kraju, ze względu na bliskość Niemiec, panuje już inna mentalność.
Bliżej tam do niemieckich klinik, gdzie można łatwiej zabić poczęte dziecko.
Według posła Piechy, w tzw. Polsce "B" (choć osobiście woli on unikać tej nazwy)
istnieje większa bliskość lekarza z pacjentem, większa życzliwość, empatia.
Wynika to, zdaniem posła, z pewnych zachowań kulturowych. Ponadto – tak zwana
Polska "B" po prostu lubi mieć dzieci.
 

Agnieszka Żurek

drukuj