Bezsilność cierpienie czy jego ukryta moc
W badaniu z 1999 roku, opublikowanym przez "Journal of the American
Medical Association", poproszono ciężko chorych pacjentów o określenie, co jest
dla nich najważniejsze w procesie umierania. Wielu wskazało na to, że chcą
osiągnąć "poczucie kontroli". Takie pragnienie jest zrozumiałe. Większość z nas
obawia się bezsilności w obliczu choroby i śmierci. Chcielibyśmy zachować pewien
zakres kontroli, chociaż zdajemy sobie sprawę, że śmierć wiąże się często z
czymś bardzo przeciwnym: całkowitą utratą kontroli nad naszymi mięśniami,
emocjami, umysłami, wnętrznościami i całym naszym życiem, gdy nasza ludzka
powłoka ulega potężnym siłom dezintegracyjnym.
Nawet jeśli te dezintegracyjne siły osiągają ekstremum, a nasze cierpienie
może wydawać się wszechogarniające, to jednak pozostaje dla nas otwarta
możliwość wyjątkowo ważnej podróży duchowej. Ta opcja jest "drogą rzadziej
uczęszczaną", ścieżką, która niespodziewanie umożliwia nam osiągnięcie
faktycznej kontroli w obliczu śmierci. Cechą charakterystyczną dla tej ścieżki
jest decyzja osobista, aby zaakceptować nasze cierpienia, czynnie ofiarowując
nasze życie w intencjach innych ludzi poprzez przyjęcie tego szczególnego
rodzaju śmierci, który Bóg dla nas ustanowił, wzorując nasz wybór na wyborze
świadomie dokonanym przez Jezusa Chrystusa.
Pytany o powód ludzkiego cierpienia, Papież Jan Paweł II odpowiedział kiedyś
z przykuwającą uwagę prostotą: "zostało ono dane przez Boga człowiekowi w Krzyżu
Jezusa Chrystusa´´. Podkreślił, że Jezus wyszedł naprzeciw własnemu cierpieniu
"świadomy swojej zbawczej mocy". Papież przypomniał także, że w jakiś sposób
każdy z nas jest powołany do "udziału w tym cierpieniu, przez które wypełniło
się Odkupienie". Doszedł do wniosku, że Bóg poprzez swego Syna Jednorodzonego
"potwierdził swoją chęć działania szczególnie poprzez cierpienie, które jest
ludzką słabością i ogołoceniem, a On pragnie, aby Jego moc była dokładnie znana
w tej słabości i ogołoceniu z siebie". Ojciec Święty nawiązał do słynnego
sformułowania świętego Pawła: "Wystarczy ci mojej łaski. Moc bowiem w słabości
się doskonali".
Największą możliwość uzyskania kontroli osiągniemy wówczas, gdy połączymy się
w naszym cierpieniu i słabości z Bogiem i Jego planem zbawczym. Ta ofiara
odważnego podążania szczególną ścieżką prowadzącą do śmierci, aktywnie
ofiarowana na rzecz innych i w jedności z Chrystusem, ukazuje naszą troskę o
duchowe dobro innych, szczególnie przyjaciół i bliskich. Jesteśmy wewnętrznie
naznaczeni głęboką potrzebą poświęcenia i daru z siebie, jest to potrzeba
manifestująca naszą wewnętrzną zdolność do kochania i bycia kochanymi.
Jak nikt przed Nim, Jezus wytyczał drogę poświęcenia kierowanego miłością,
decydując się na oddanie swojego życia za przyjaciół. Nie był tylko ofiarą w tym
sensie, że biernie i niechętnie uczestniczył we własnym cierpieniu i śmierci. To
On utrzymywał wszystko pod kontrolą. Podkreślił, ze swoją nieziemską wiedzą:
"Nikt Mi go [życia – przyp. tłum.] nie zabiera, lecz Ja od siebie je oddaję. Mam
moc je oddać i mam moc je znów odzyskać".
Ale widzimy, że życie Chrystusa było w rzeczywistości zabrane Mu przez tych
różnych ludzi i grupy, którzy planowali Jego śmierć i pragnęli Jego egzekucji.
Jego życie zostało odebrane przez złych ludzi, choć paradoksalnie – nikt nie
odebrał życia od Niego, ponieważ nikt nie miał władzy nad Jego bytem, chyba że
była to władza przyznana z góry.
Doświadczamy podobnego paradoksu w obliczu naszej własnej śmierci: choć może
się nam wydawać, że nasze życie jest odbierane nam przez zło danego schorzenia
lub wyniszczenia daną chorobą, możemy odpowiedzieć, że nic nie zabiera naszego
życia, ponieważ nic nie ma władzy nad naszym bytem, z wyjątkiem tego, co jest
przeznaczone nam w Niebie. W swojej opatrzności i wszechwiedzy, na wiele lat,
zanim to nastąpi, Bóg już zna i przewiduje ten unikalny zbieg wydarzeń, które
będą stanowić okoliczności naszej śmierci, czy to stanie się wskutek udaru lub
zatrzymania akcji serca, niewydolności wątroby, choroby Alzheimera, czy w
jakikolwiek inny sposób. Przez duchowe przyjęcie w Bogu tej konkretnej drogi do
śmierci nasza wolność zostaje wyniesiona na nowy poziom, co więcej, mamy
możliwość "utrzymania kontroli" w najbardziej istotny z możliwych sposobów –
poprzez wolę poddania się i ostatecznego daru w najskrytszych głębinach naszych
jestestw.
Jezus przewidział, że Jego największe dzieło czekało na Niego, gdy wstępował
na Kalwarię, by przyjąć swoją bezsilność i wyniszczenie. Pomimo że możemy czuć
się skazani na naszą bezsilność, gdy otrzymujemy pomoc od innych w trakcie
naszej choroby, i pomimo tego, że możemy czuć się całkowicie bezużyteczni, gdy
jesteśmy "przybici" do naszego szpitalnego łóżka, to nasza aktywna wiara w Krzyż
uwalnia ważne dla nas i innych łaski, ujawnia promienne światło przeświecające
trywialność każdego cierpienia. Jezus ostatecznie godzący się na swoją mękę – i
my sami ostatecznie godzący się na naszą – to najważnieszy moment człowieka,
który osiąga kontrolę nad swoim przeznaczeniem poprzez zanurzenie się w pełen
nadziei i odkupienia plan Boga.
Ks. dr Tadeusz Pacholczyk
Ks. dr Tadeusz Pacholczyk uzyskał doktorat w dziedzinie neurologii (neuroscience)
na Uniwersytecie Yale i kontynuował pracę naukową na Harwardzie. Jest kapłanem
diecezji w Fall River (Massachusetts) oraz dyrektorem do spraw nauczania i
oświaty w Narodowym Katolickim Ośrodku Bioetycznym (National Catholic Bioethics
Center) w Filadelfii. Zob. www.ncbcenter.org.
