Bezpiecznik wciąż badany
– Obecnie trwają końcowe przesłuchania pokrzywdzonych obywateli polskich,
którzy zamieszkują na terenie RP, a którzy byli podczas awaryjnego lądowania w
samolocie – poinformował "Nasz Dziennik" prokurator Dariusz Ślepokura z
Prokuratury Okręgowej w Warszawie. To jednak nie koniec przesłuchań, bo śledczy
chcą dotrzeć do wszystkich pasażerów feralnego lotu, także cudzoziemców. Stąd
też prokuratura wysłała kilkanaście wniosków o pomoc prawną w sprawie ich
przesłuchania. – Chodzi o to, by osoby te wypowiedziały się, czy uważają się za
pokrzywdzonych w tej sprawie, i o poinformowanie ich o przysługujących im
uprawnieniach jako osobom pokrzywdzonym – wyjaśnił prokurator Ślepokura.
Dodał, że prokuratura otrzymała już dokumentację dotyczącą tego zdarzenia z
Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych. Nie jest to jednak komplet
dokumentów, bo śledczy wciąż oczekują na zakończenie prac przez Komisję i na jej
końcowy raport w sprawie okoliczności i przyczyn awaryjnego lądowania na Okęciu.
Już wcześniej warszawska prokuratura podkreślała, że raport PKBWL będzie ważnym
dokumentem w śledztwie, a po jego analizie będą podejmowane decyzje, czy na
potrzeby śledztwa konieczne będzie przeprowadzanie dodatkowych ekspertyz. Jak
ustaliliśmy, prokuratura czeka też na wyniki badań bezpiecznika, który
najprawdopodobniej był przyczyną niewysunięcia się podwozia samolotu. Te
prowadzone są w Stanach Zjednoczonych. Ta analiza znajdzie się również w
raporcie końcowym Komisji.
Lecący z Newark do Warszawy samolot PLL LOT Boeing 767 lądował awaryjnie 1
listopada ub.r. na lotnisku Okęcie. Kapitanem był Tadeusz Wrona, drugim pilotem
Jerzy Szwarc. Z powodu braku możliwości wysunięcia podwozia piloci wykonali
lądowanie "na brzuchu". Nikt z 220 pasażerów i 11 członków załogi przebywających
na pokładzie nie odniósł obrażeń.
Jak ujawnił "Nasz Dziennik", po awarii systemu hydraulicznego wypuszczania
podwozia powodem niezadziałania systemu awaryjnego mógł być wybity bezpiecznik.
Już na pasie startowym służby techniczne wypuściły podwozie i stało się to
poprzez podłączenie zewnętrznego zasilania i wciśnięcie bezpiecznika. Wciąż
jednak nie wiadomo, kiedy bezpiecznik został wyłączony i czy załoga próbowała go
załączyć. Kwestie te ma wyjaśnić raport PKBWL oraz śledztwo. Prokuratura
weryfikuje m.in., czy zaistniała sytuacja awaryjna była wynikiem usterki
technicznej, czy też miał na nią wpływ czynnik ludzki. Śledztwo zostało wszczęte
z art. 174 kodeksu karnego, który mówi o "sprowadzeniu bezpośredniego zagrożenia
katastrofą w ruchu lotniczym". Grozi za to od 6 miesięcy do 8 lat więzienia.
MA
