Armia obiecuje reformy

Dowództwo egipskiej armii obiecało obywatelom doprowadzenie do uczciwych i
wolnych wyborów jeszcze w tym roku oraz zagwarantowało skuteczną realizację
reform konstytucyjnych zapowiedzianych przez prezydenta Hosniego Mubaraka.
Wojsko wydało to oświadczenie, kiedy na placu Tahrir w Kairze znowu zaczęli
gromadzić się demonstranci, gotowi przystąpić do kolejnych manifestacji,
wzburzeni czwartkowym wystąpieniem Mubaraka, w którym powiedział, że przekazuje
swoje uprawnienia na ręce wiceprezydenta kraju Omara Suleimana, jednakże nie
ustąpi z urzędu aż do wrześniowych wyborów. Tłum zgromadził się także przed
pałacem prezydenckim. Po południu poinformowano, że Mubarak wraz z rodziną
odleciał z Kairu do Szarm el-Szejk.

Armia, oprócz zapowiedzi przywrócenia porządku, zniesienia stanu nadzwyczajnego,
kiedy tylko dojdzie do zakończenia protestów, oraz zagwarantowania uczciwych
wyborów i sprawnych reform, wezwała obywateli do powrotu do normalnego życia.
Jednocześnie zaapelowała do władz o stworzenie możliwości rozmów powołujących
rząd w taki sposób, aby jak najlepiej zagwarantować ochronę interesów i
własności narodu egipskiego. Jak podkreślają komentatorzy, takie apele armii,
która po raz pierwszy przechyla swoją lojalność na stronę rządu, mogą w
niedalekiej perspektywie doprowadzić do bezpośredniego konfliktu manifestantów z
oddziałami wojskowymi. Dodają, że obecne stanowisko armii stwarza
najniebezpieczniejszą sytuację od momentu rozpoczęcia protestów.
Sytuacja w Egipcie jest napięta po czwartkowym orędziu prezydenta. Przeciwnicy
Mubaraka nie kryją wściekłości i uważają, że zakpił on sobie z ludzi,
zapowiadając przekazanie swoich kompetencji wiceprezydentowi Omarowi Suleimanowi
i jednocześnie deklarując pozostanie na stanowisku prezydenta do wrześniowych
wyborów. Dlatego zaraz po zakończeniu wczorajszych porannych modlitw na placu
Tahrir i przed pałacem prezydenckim zaczęli gromadzić się przeciwnicy głowy
państwa, domagający się jego natychmiastowego ustąpienia. Z informacji
przekazywanych przez arabskie telewizje wynika też, że miliony ludzi zgromadziły
się na wiecach antyprezydenckich w wielu miastach egipskich. Pojawiły się nawet
doniesienia, że w tych manifestacjach może wziąć udział nieprawdopodobna liczba
20 mln demonstrantów, czyli co czwarty mieszkaniec Egiptu.
Światowe media podały, że prezydent Egiptu Hosni Mubarak wraz z rodziną opuścił
stolicę kraju, Kair. Władze poinformowały, że udali się do Szarm el-Szejk,
kurortu na południu półwyspu Synaj nad Morzem Czerwonym. Wcześniej telewizja
Al-Arabija podała, że Mubarak nawet opuścił Egipt. Spekulowano wówczas, że
prezydent wystraszył się tłumu rozwścieczonego jego deklaracją, iż nie zamierza
ustąpić.
Zdaniem nieformalnego lidera opozycji Mohameda ElBaradeia, deklaracje prezydenta
świadczą o tym, iż rząd "pogrążony jest w totalnym chaosie". – Myślę, że w tym
reżimie panuje chaos. Jest zupełnie jak na Titanicu. Szczury uciekają z tonącego
statku – powiedział laureat Pokojowej Nagrody Nobla i były dyrektor generalny
Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej. ElBaradei po raz kolejny wezwał
prezydenta do ustąpienia i tym samym otwarcia drogi do sformowania rządu
jedności narodowej. Według niego, postawa dowództwa armii może okazać się
decydująca dla rozwoju sytuacji w najbliższych dniach. – Armia odgrywa tu główną
rolę. Dotychczas była raczej neutralna, ale teraz musi wziąć stronę obywateli.
Podczas tej przemiany będziemy potrzebowali armii, która będzie broniła młodej
demokracji – podkreślił. Zauważył, że przekazanie władzy w ręce Suleimana to
zabieg czysto propagandowy, który nic tak naprawdę nie zmienia i nie pozbawia
Mubaraka rzeczywistej władzy. – Ludzie na ulicach myślą o Suleimanie to samo co
o Mubaraku. Jest on dla nich tylko lustrzanym odbiciem Mubaraka – podsumował
ElBaradei. Wezwał także Stany Zjednoczone i liderów państw europejskich do
jednoznacznego opowiedzenia się po stronie egipskiej opozycji.
W reakcji na przemówienie Mubaraka Waszyngton wyraził niezadowolenie z jego
decyzji. Prezydent Barack Obama podkreślił, że Mubarak obiecał zmianę, lecz nie
sprecyzował, czy będzie to zmiana niezwłoczna i cokolwiek znacząca. – Egipski
rząd musi wytyczyć wiarygodną, konkretną i zrozumiałą drogę w kierunku
prawdziwej demokracji, ale jak na razie nie wykorzystuje szansy, by to
skutecznie czynić – stwierdził Barack Obama.

 

Łukasz Sianożęcki

drukuj