Aresztowania redemptorystów w Wietnamie

Wietnamscy katolicy czekają na gest solidarności katolików z całego
świata. Bez pomocy z zewnątrz wspólnota parafialna może podzielić losy zburzonej
w 2008 roku Nuncjatury Apostolskiej.

O sytuacji parafii w archidiecezji Hanoi informowaliśmy wielokrotnie na łamach
"Naszego Dziennika". Parafia Thai Ha, prowadzona przez Ojców Redemptorystów,
jest szczególnym ośrodkiem modlitwy, adoracji Najświętszego Sakramentu.
Lokalne władze komunistyczne niestety nie rezygnują z roszczeń do resztek
terenów prawnie należących do zakonu redemptorystów. W tej sytuacji wietnamscy
wierni mogą jedynie liczyć na pomoc z zewnątrz. Potrzebne jest nie tylko
wsparcie modlitewne, ale także konkretne działania, które powstrzymają
komunistów przed atakami na protestujących i przed dewastacją Kościołów rękami
wynajętych przez reżim kryminalistów. Jak poinformowała w rozmowie z "Naszym
Dziennikiem" jedna z wietnamskich dziennikarek, która nie chce ujawniać swej
tożsamości, sytuacja jest napięta, a rząd stara się podejmować wszelkie wysiłki,
aby opinia i rządy światowe nie dowiedziały się o dyskryminacjach. 1 grudnia br.
trzech redemptorystów i około trzydziestu parafian zostało brutalnie pobitych i
aresztowanych. Przed kilkoma dniami w nocy do kaplicy Con Cuong wrzucono trzy
ładunki wybuchowe, które raniły dwie siostry zakonne.
Zasadniczym problemem, jak wskazuje o. Kazimierz Piotrowski CSsR, były
przewodniczący sekretariatu misji zagranicznych przy Warszawskiej Prowincji
Redemptorystów, jest przede wszystkim systematycznie prowadzona dezinformacja. –
Władzom wietnamskim zależy na budowaniu swojego wizerunku jako władzy
odpowiedzialnej i demokratycznej, która respektuje prawa człowieka – komentuje
o. Piotrowski. Zwraca uwagę, że obecnie mamy do czynienia z uwłaszczaniem się
nomenklatury wietnamskiej kosztem społeczeństwa. Władze drastycznie łamią prawa
człowieka, prześladują chrześcijan, niszczą kościoły i przedmioty sakralne.
Parafia jest otoczona przez policję, która kontroluje ojców, parafian,
niezależnych dziennikarzy i każdego, kto jest w jej pobliżu. Komunikacja
telefoniczna i mailowa jest również cenzurowana. Tylko niektóre źródła
przekazują wiadomości o licznych aresztowaniach protestujących, groźbach śmierci
wobec posługujących kapłanów, opisuje ojciec redemptorysta.
Wierni z Thai Ha pilnie potrzebują wsparcia z zewnątrz. – Nieoficjalne źródła
wskazują, że komunistyczny rząd Wietnamu przygotowuje kolejny atak. Nie możemy
na to pozwolić! – apeluje niezależna dziennikarka z Wietnamu. Przypomina, że
parafianie i ojcowie z Thai Ha znani są z wytrwałości i nieugiętości wobec
reżimu. Mają też nadzieję, że władze zaprzestaną roszczeń wobec legalnie
zakupionych ziem, na których znajduje się parafia, a wierni będą mogli swobodnie
praktykować wiarę, dodaje.
Do Ambasady Socjalistycznej Republiki Wietnamu zwróciliśmy się z pytaniem o
reakcję wobec łamania praw człowieka w republice. Jednak sekretarz ambasadora
odmówił komentarza, tłumacząc, iż do placówki nie docierają żadne wiadomości w
sprawie Thai Ha, a opisując telefonicznie sytuację, "Nasz Dziennik" rzekomo może
być również niewiarygodny. – Potrzebna jest akcja informacyjna i akcja
solidarności – apeluje o. Piotrowski. – Nie zbieramy środków finansowych, ale
dary rzeczowe – szaty i naczynia liturgiczne: ornaty, alby itp. – dodaje.
Informacje o konkretnych ofertach pomocy można przesyłać do o. Kazimierza
Piotrowskiego na adres: [email protected].
Podobna akcja wsparcia dla Wietnamu była zorganizowana w Polsce w 2008 roku. Za
tę pomoc Kościół katolicki w Wietnamie jest bardzo wdzięczny. Teraz potrzebne
jest kolejne wsparcie. Ojciec Kazimierz Piotrowski zachęca do pomocy katolikom i
kierowania protestów do Ambasady Socjalistycznej Republiki Wietnamu. – Każdy
nasz głos: mail czy telefon do ambasady ma znaczenie. Jest głosem wspólnoty
osób, która nie godzi się na deptanie godności człowieka i przedmiotowe
traktowanie społeczeństwa wietnamskiego – dodaje.
 

Agnieszka Gracz

drukuj