Apteki bez antykoncepcji

Mam obowiązek jako katolik świadczyć wszędzie, że jestem uczniem Chrystusa. Nie chcę być niemym narzędziem, które tylko realizuje polecenia, automatem wyrzucającym proszki z kieszonki za opłatą

Z Tomaszem Kondejem, farmaceutą, pracownikiem jednej z warszawskich aptek, rozmawia Agnieszka Niewęgłowska

Czy środki wczesnoporonne są dostępne w polskich aptekach?

– Środki wczesnoporonne są w Polsce nielegalne i prawnie zabronione, ponieważ powodują przerwanie ciąży. Ciąża zaś w świetle polskiego prawa, zgodnie z definicją WHO, rozpoczyna się w momencie implantacji zapłodnionej komórki jajowej w macicy. Środek wczesnoporonny zaś uniemożliwia ten proces. W Polsce natomiast dostępne są niektóre środki zarejestrowane jako antykoncepcyjne, które w rzeczywistości są ukrytymi środkami wczesnoporonnymi. Od strony prawnej już legalnie funkcjonują jako „produkty lecznicze dopuszczone do obrotu na terenie Rzeczypospolitej Polskiej” mimo że okoliczności, w jakich się je stosuje, i sposób ich działania są dla wszystkich oczywiste. W ulotkach określa się je jako środki do antykoncepcji „doraźnej”, antykoncepcji „po”, „after pill” lub jako „pigułki dnia następnego”. Na polskim rynku status taki mają preparaty Postinor Duo oraz Escapelle.

Czy potrzebna jest recepta, aby móc kupić tego rodzaju specyfik?

– Tak. Pacjentka może kupić tego rodzaju preparat tylko wówczas, gdy posiada receptę od lekarza, najczęściej ginekologa. Nie ma jednak prawnych i formalnych przeszkód, aby ten tzw. „środek leczniczy” mógł przepisać lekarz internista.

Czy lekarze często wypisują takie recepty?

– Tutaj nie mogę wypowiedzieć się kompetentnie, ponieważ nie mam dostępu do takich danych. Mogę tylko pokazać, jak wygląda sytuacja w aptece, w której pracuję. Otóż, w czasie ostatniego roku zostało sprzedanych 20 opakowań Postinoru, czyli średnio 1,67 miesięcznie. W drugiej aptece, w której pracuję na zastępstwo, w tym samym okresie zostało sprzedanych 12 opakowań. Jeśli zaś chodzi o preparat Escapelle (dostępny w Polsce od jesieni 2006 r.), w okresie od lutego br. w naszej aptece sprzedano 24 opakowania, co daje średnio 6 opakowań na miesiąc! Pewnie ma to związek ze znajdującym się w pobliżu apteki prywatnym gabinetem ginekologicznym. W przypadku środków antykoncepcyjnych z moich obliczeń wynika, że w ciągu jednego dnia w naszej aptece sprzedawane są średnio 4 opakowania.

W jaki sposób działa środek wczesnoporonny?

– Jego działanie polega na zahamowaniu owulacji. W sytuacji, gdy doszło już do zapłodnienia środek ten uniemożliwia zarodkowi (inaczej mówiąc – człowiekowi w zarodkowej fazie życia) zagnieżdżenie się w ścianie macicy. Nie dochodzi do wykształcenia łożyska, dzięki któremu dziecko mogłoby się odżywiać i dlatego ginie ono po prostu z głodu.

Czy środki wczesnoporonne są niebezpieczne dla zdrowia i życia kobiety?

– Lista działań niepożądanych, na jakie naraża się kobieta, przyjmując tak dużą dawkę hormonów, jest długa. Wymienić można chociażby trudności z uregulowaniem zachwianego cyklu, pojawianie się przez kilka miesięcy nieregularnych krwawień itp.

Czy środki antykoncepcyjne znajdują się na liście leków refundowanych?

– Refundacja dotyczy tylko preparatów hormonalnych, które mogą być wykorzystywane leczniczo. Ewentualne zahamowanie płodności (działanie obezwładniające) może pojawić się wyłącznie jako skutek uboczny ich stosowania. Większości pozostałych środków na szczęście refundacja nie obejmuje, np. antykoncepcji „po” i środków obezwładniających (stosowanych ściśle w celu zahamowania płodności). I tutaj dla mnie jako farmaceuty pojawia się pewien problem związany ze sprzedażą tabletek antykoncepcyjnych. Mianowicie, nigdy nie wiadomo, czy kobieta realizująca receptę, stosuje ten preparat leczniczo, czy też chodzi o antykoncepcję. Istnieje propozycja stworzenia mechanizmu rozpoznawania przez farmaceutę tego, czy pacjentka kupująca preparaty hormonalne leczy się, czy obezwładnia. Lekarz dopisywałby literkę „A” na recepcie z antykoncepcją. Natomiast sprawa jest prosta i oczywista w przypadku preparatów antykoncepcyjnych, co do których nie ma ani słowa w ulotce informacyjnej, aby były wykorzystywane leczniczo, ale służą stricte do antykoncepcji hormonalnej.

Jak duże jest zainteresowanie środkami antykoncepcyjnymi?

– Nie mam dostępu do pełnych danych statystycznych, ale wiem, że można zauważyć tendencję rosnącą w ich sprzedaży.

Czy farmaceuta może odmówić sprzedaży środków wczesnoporonnych i antykoncepcyjnych np. z powodu swoich przekonań moralnych?

– To właśnie nie jest do końca jasne. W mojej pracy spotykam się z naciskami ze strony szefa, że nie mogę odmówić sprzedaży tego rodzaju preparatów. Należy pamiętać, że według polskiego prawa to są jednak środki zarejestrowane jako lecznicze, a więc nie ma podstaw prawnych, aby odmówić ich sprzedaży.

Czy istnieją jakieś przepisy regulujące tę kwestię?

– Z jednej strony w prawie farmaceutycznym istnieje zapis nakładający na farmaceutę obowiązek realizowania zapotrzebowania pacjentów na leki. Nie ma oczywiście nakazu posiadania wszystkich środków leczniczych w aptece z powodów czysto praktycznych, ponieważ musiałaby wówczas urosnąć do rozmiarów hali sportowej. Natomiast farmaceuta powinien starać się zapewnić dostęp do wszystkich leków, a jeżeli jakiegoś zabraknie – wówczas powinien sprowadzić go w możliwie najkrótszym czasie.

Z drugiej strony, farmaceuta ma służyć życiu i zdrowiu człowieka. Środki poronne i antykoncepcyjne ewidentnie temu nie służą, są szkodliwe i okaleczają kobietę. Jeżeli popatrzymy na to pod tym kątem, wówczas można podać w wątpliwość konieczność sprzedaży trucizny.

Wreszcie istnieje kodeks etyki farmaceuty, który zawiera zapis, że może on, powołując się na swoje przekonania lub z innej przyczyny, odmówić wydania leku, wskazując jednak na innego farmaceutę, który mógłby to uczynić zamiast niego. Nie jest to jednak prawo, a jedynie kodeks deontologiczny.

Innym aspektem omawianego problemu jest fakt, że farmaceuta jako swego rodzaju „wyraziciel” woli lekarza powinien dostarczyć lek, który przepisany jest na recepcie. Podnoszone są zatem argumenty, że nie może on wnikać w relację pomiędzy lekarzem a pacjentem przez niewypełnienie polecenia lekarza w postaci odmowy sprzedaży leku. Trzeba jednak zauważyć, że jeśli chodzi o zabijanie poczętego dziecka, to tej zasady do końca nie można stosować.

Wydaje się to oczywiste, ponieważ sprzedawanie tych środków wywołuje konflikt sumienia u człowieka wierzącego. Jak Pan jako farmaceuta i katolik zarazem rozwiązuje ten dylemat?

– Dobre pytanie. Radzę sobie różnie i można powiedzieć, że dylemat ten stanowi dla mnie nieustanne wyzwanie i pewnego rodzaju drogę, którą pragnę podążać.

Ale zacznijmy od początku. Sprzedawanie tych środków rodzi mój wewnętrzny sprzeciw. Moje sumienie podpowiada mi, że nie chcę być biernym pośrednikiem w procederze łamania woli Boga Ojca, która bardzo jasno sprecyzowana jest w nauczaniu Kościoła dotyczącym antykoncepcji. Nie chcę być niemym narzędziem, które tylko realizuje polecenia, automatem wyrzucającym proszki z kieszonki za opłatą. Jestem żywym człowiekiem i każda czynność, szczególnie zawodowa, wymaga ode mnie postawy zgodnej z moimi przekonaniami i moją wiarą. Mam obowiązek jako katolik świadczyć wszędzie, że jestem uczniem Chrystusa, nawet jeśli przyjdzie mi ponieść z tego tytułu przykre konsekwencje. Nie chcę służyć złu i cywilizacji śmierci tylko dlatego, że „mam taki obowiązek”, aby zrealizować receptę. Mogę oczywiście wypełnić polecenie służbowe, które obarcza sumienie innej osoby, w tym wypadku lekarza, ale czy na pewno tylko jego? Czy polecenie służbowe może być ponad prawem naturalnym? Oczywiście, że nie!

Z jakimi reakcjami spotyka się Pan w sytuacji odmowy sprzedania takiego specyfiku?

– Osoby zainteresowane sprzedażą z różnych pobudek próbują wzbudzić w nas, farmaceutach, poczucie winy, że robimy coś złego, odmawiając wydania „leku”. Słyszymy: „Nie do pomyślenia, farmaceuta odmawia wydania leku!”, „Działasz na szkodę firmy!”, „Odstraszasz pacjentów!”, „Psujesz interes!” itp. Próbują sprawić, abyśmy nie mieli odwagi podnosić problemu moralnej odpowiedzialności. Owszem można zwolnić się z pracy, żeby nie musieć tego robić, ale w takim razie, czy to oznacza, że wśród aptekarzy nie ma miejsca dla katolików? Czy chciałaby pani mieć taką świadomość, że w żadnej aptece nie ma miejsca dla uczniów Chrystusa?

Czy społeczeństwo polskie oczekuje istnienia aptek, w których ogranicza się do minimum sprzedaż środków antykoncepcyjnych?

– Z moich rozmów wynika, że istnieje zapotrzebowanie na apteki, w których nie sprzedaje się takich szkodliwych środków. Wiele osób, z którymi rozmawiałem, a wśród nich były też osoby popularne i związane z mediami, uważa, że powitałoby aptekę bez antykoncepcji z radością i chętnie propagowałoby jej działalność i zachęcałoby innych do wspierania tego rodzaju przedsięwzięć. Poza tym istnienie tego rodzaju aptek daje Polakom szansę wyboru i możliwość wspierania lub nie określonego biznesu farmaceutycznego. Jan Paweł II mówił, że mamy świadczyć o Jezusie właśnie w naszych miejscach pracy! W sytuacji, gdy lekarz może odmówić wykonania aborcji, czyli zabicia dziecka, dlaczego farmaceuta zmuszany jest do sprzedawania środka, który uniemożliwiając zagnieżdżenie się zapłodnionej komórki jajowej w macicy, w istocie zabija poczęte dziecko?

Często pojawiają się sugestie, że w ten sposób ogranicza się wolność kobiety.

– Mamy tutaj do czynienia ze źle rozumianą wolnością. Zwolennicy antykoncepcji argumentują tak, że to kobieta ma prawo do decydowania o stosowaniu bądź nie tego rodzaju środków. W drugiej kolejności decyduje lekarz. Jeżeli ja odmówię zrealizowania recepty, to w oczywisty sposób odmawiam kobiecie możliwości realizacji jej wolnego wyboru. A przecież nie wszystkie kobiety stosujące antykoncepcję to katoliczki, więc tym bardziej nie powinny mieć one trudności z dostępem do tych środków. Otóż odpowiadam, że jeśli chodzi o środki wczesnoporonne, to nic się nikomu nie należy, bo nie powinno się ich w ogóle sprzedawać. Jeśli zaś chodzi o pozostałe środki (moralnie podejrzane), to owszem, niech kupują, ale niech szanują także moją wolność, która mówi mi, że ja nie daję sobie przyzwolenia na ich sprzedaż. To tak, jakbym ja postanowił zabić człowieka (już jestem za to moralnie odpowiedzialny), ale ktoś nie sprzedałby mi pistoletu. Wolność wyboru zachowana, ale do realizacji nie doszło, bo wolny wybór drugiej osoby przeciwstawił się złu. Sumienie niedoszłego mordercy pogrążone, ale życie człowieka ocalone!

Dziękuję za rozmowę.

drukuj