Solidarni kosztem pacjentów?
Lekarze w Łódzkiem, którzy wczoraj włączyli się do strajku, już zastanawiają się nad zaostrzeniem protestu – chcą, by do akcji przyłączyły się oddziały pediatryczne i onkologiczne. Zdaniem medyków, podwyżki to interes całej grupy i wszyscy muszą być solidarni. Stąd też przypominanie o obowiązującej obecnie uchwale Okręgowej Izby Lekarskiej z ubiegłego roku w sprawie reperkusji dla „łamistrajków”. Tymczasem osób opowiadających się przeciwko protestowi jest wiele – także w szpitalach, które oficjalnie do niego przystąpiły.
Szpitale pracują w trybie ostrodyżurowym, przyjmowani będą jedynie pacjenci w stanie zagrożenia życia. Nie odbędą się natomiast zabiegi planowe. Lekarze nie wypełniają również dokumentacji dla Narodowego Funduszu Zdrowia. Ze strajku były wczoraj wyłączone oddziały położnicze, pediatryczne, onkologiczne, intensywna opieka medyczna i szpitalne oddziały ratunkowe. Jednak lekarze z OZZL zastanawiali się, czy zarówno pediatrii, jak i onkologii nie włączyć do akcji protestacyjnej. Być może w najbliższych dniach właśnie w ten sposób strajk zostanie zaostrzony.
Niestrajkujące placówki przygotowały się na przyjęcie większej liczby pacjentów. – Medycy z naszego szpitala liczą się z tym, że ze względu na strajk trafi do nas znacznie więcej chorych – informował zastępca dyrektora szpitala Wojskowej Akademii Medycznej dr Jacek Rysz. Takich placówek w całej Łodzi było cztery – obok WAM szpital św. Jana Bożego, Rydygiera i Sterlinga. Nie strajkują też Miejskie Przychodnie Podstawowej Opieki Zdrowotnej i przychodnie specjalistyczne.
Medycy z dwóch największych przychodni miejskich prowadzili tzw. strajk włoski – każdemu pacjentowi poświęcali tyle czasu, ile potrzebuje. – To może oznaczać znaczne wydłużenie kolejek oczekujących na przyjęcie pacjentów – powiedział dr Jacek Kidoń, jeden ze strajkujących. Lekarze chcą w ten sposób zaprotestować przeciwko przyjmowaniu kilkudziesięciu pacjentów dziennie. Także wczoraj w łódzkich placówkach trwało referendum w sprawie złożenia przez lekarzy wypowiedzeń z pracy. W dwóch szpitalach – w Sieradzu i Łęczycy – 80 proc. lekarzy podjęło już takie decyzje.
Tymczasem przedstawiciele Okręgowej Izby Lekarskiej przypominali, że nadal obowiązują uchwały z ubiegłego roku, które wprowadzają reperkusje dla „łamistrajków”.- To straszak, który zamierzamy wykorzystać – mówi dr Marek Nadolski z OIL.
