Antypolonizm po litewsku
Dopiero od niedawna polskie media głównego nurtu, a wraz z nimi polska
opinia publiczna, zaczęły dostrzegać, że zza fasady strategicznego partnerstwa
polsko-litewskiego i najlepszych w dziejach stosunków między Polską i Litwą
wyzierają dyskryminacja Polaków na Litwie oraz agresywny antypolonizm.
Trzeba sobie zdawać sprawę, że choć wiele przejawów antypolonizmu na Litwie
miałoby duże szanse w konkursie na szczyt absurdu, litewski antypolonizm
zasadniczo absurdalny nie jest.
Za murem nacjonalizmu
Przed stu kilkudziesięciu laty, kiedy tworzył się nowoczesny naród litewski,
przywódcy tego procesu musieli przeciwstawić się otaczającej ich polskości.
"Litwini musieli wyrwać się z kręgu wpływów polskich, by dojść do własnej
tożsamości – pisze w "Polska – Litwa ostatnie sto lat" profesor Piotr Łossowski.
– W przeciwnym razie groziła im zagłada narodowa, asymilacja. Metodą odgradzania
stała się niechęć i obcość, które później, na wiele dziesięcioleci,
przekształciły się w prawdziwy mur wrogości. Za tym murem Litwini gorączkowo
budowali własną tożsamość narodową, tworzyli zręby swojej kultury, a potem i
państwowości. Źle jednak się stało, iż nieprzyjaźń między dwoma narodami
przybierała okresami ostry charakter".
Narodowy ruch litewski wykreował wówczas Polaków i Polskę na najgroźniejsze
zagrożenie dla Litwy i w oparciu o antypolonizm jako konstytutywny czynnik
świadomości zbudował nowoczesny naród litewski, mentalnie z historyczną Litwą
mający niewiele (mimo swej nazwy) wspólnego. W litewskiej świadomości utrwalono
na pokolenia groteskowo-absurdalną wizję stosunków polsko-litewskich w minionych
wiekach. Polska w tej wizji to główny – jeśli nie jedyny – wróg Litwy. Najpierw
była przyczyną katastrofy litewskiej państwowości jako promotor największej
litewskiej tragedii – unii polsko-litewskiej oraz sprawcą eksterminacji narodu
litewskiego poprzez prowadzenie aktywnej polonizacji. Potem Polska okazała się
zdeklarowanym wrogiem niepodległości Litwy, okupantem Wileńszczyzny winnym
dokonanego na Litwinach ludobójstwa (genocydu), zarówno w dwudziestoleciu
międzywojennym, jak i w okresie II wojny światowej. Obecnie Polska i Polacy
oskarżani są o godzenie w integralność terytorialną Litwy oraz o aroganckie
traktowanie Litwy i Litwinów.
Sformułowane w tym okresie dwie tezy litewskiej doktryny narodowej wywierały i
wywierają przemożny wpływ na świadomość Litwinów i na politykę Litwy wobec
Polski i Polaków na Litwie.
Pierwsza teza wynika z przekonania, że o przynależności narodowej przesądzają
czynniki obiektywne, takie jak pochodzenie czy więzy krwi. Głosi ona, że na
Litwie nie ma Polaków, są natomiast spolonizowani Litwini, których należy
przywrócić litewskości nawet wbrew ich woli. Rezultatem tego przekonania jest
polityka organizowanej przez administrację państwową lituanizacji. Na Litwie
Kowieńskiej przyniosła ona oczekiwane przez Litwinów rezultaty. Z 200-tysięcznej
ludności polskiej przed wojną pozostało ok. 10 procent. Rezultat ten stanowi
swoiste natchnienie dla litewskich szowinistów dzisiejszej doby głoszących:
"Poradziliśmy sobie z Polakami na Kowieńszczyźnie, poradzimy sobie na
Wileńszczyźnie".
Druga teza, wychodząc z założenia o okupacji Litwy południowo-wschodniej
(Wileńszczyzny) przed wojną przez Polskę, wywodzi, że polscy mieszkańcy
Wileńszczyzny to potomkowie okupantów ("wnukowie Piłsudskiego i Żeligowskiego").
Z obu powyżej podanych powodów mieszkańcom Litwy określającym się jako Polacy
żadne prawa narodowe utrzymujące ich w polskości nie są potrzebne, a także im
się nie należą.
Należy podkreślić, że w odrodzonej po sowieckiej niewoli Litwie nie podjęto
żadnych starań, by rozliczyć się z rezultatami, jakie przyniosło wcielanie tych
tez w praktykę przez litewską administrację oraz ze skutkami, jakie wywarły na
świadomość litewskich elit politycznych, kulturalnych oraz społecznych, a także
na przekonania litewskiego społeczeństwa. Co więcej, świadomie do tych tez
nawiązywano w politycznej i społecznej praktyce. Warto w tym miejscu – za
"Tygodnikiem Wileńszczyzny" (nr 22, 2-8.06.2011, dodatek "Rota", s. 2),
przypomnieć oficjalną wypowiedź posłanki Vidy Mariji ˙Cigriejiene.: "W 1939 roku
Litwa rozwiązała problem [polskiego szkolnictwa – przyp. "TW"] bardzo prosto:
zamknęła gimnazja, zwolniła dyrektorów (…)".
Lituanizacja w oparach absurdu
Przedstawiony powyżej, konstytutywny dla litewskiej świadomości, antypolonizm
miał zawsze i ma, zwłaszcza dziś, swój wymiar absurdalny. Często ociera się o
groteskę. Jak bowiem potraktować dylematy Vytautasa Landsbergisa doszukującego
się jakiegoś drugiego dna w fakcie obecności obrazów Matki Bożej Ostrobramskiej
w polskich domach? Czy nie jest absurdalne oskarżanie Polaków o arogancję,
dlatego że mówią "na Litwie", a nie "w Litwie"? Tego rodzaju zmiany gramatyczne
proponuje Thomas Venclova. Co myśleć o stwierdzeniu, że umożliwienie polskim
obywatelom narodowości litewskiej zapisu ich nazwisk według zasad litewskiej
ortografii to wymierzona w Litwę polska prowokacja? Tak twierdzi warszawski
korespondent "Lietuvos Rytas" Eldoradas Butrimas. Czy można potraktować poważnie
rewelacje profesora i ministra oświaty Zigmasa Zinkievi˙ciusa o polskich
dzieciach, które w polskich szkołach na Wileńszczyźnie zmuszane są do uczenia
się w obcym dla nich, bo białoruskim, języku?
Zarysowany powyżej antypolonizm konstytutywny – pragmatyczny w okresie
formowania się nowoczesnego narodu litewskiego, czy późniejszego konfliktu z
Polską o Wilno i Wileńszczyznę w dwudziestoleciu międzywojennym – dziś wydaje
się anachroniczny. Dwadzieścia lat temu został jednak przez Litwinów
unowocześniony i dostosowany do nowej sytuacji. Sytuacji narodowego odrodzenia
zarówno dominujących ilościowo Litwinów, jak i stanowiących większość na
Wileńszczyźnie Polaków.
Początkowe próby współpracy między powstałymi w roku 1988 narodowymi
organizacjami Polaków (Stowarzyszeniem Społeczno-Kulturalnym Polaków na Litwie,
przekształconym w roku 1989 w Związek Polaków na Litwie) i Litwinów (Sajudisem)
szybko zakończyły się niepowodzeniem. Nabierający z miesiąca na miesiąc coraz
bardziej szowinistycznego charakteru Sajudis odrzucał lub ignorował polskie
postulaty narodowe, np. gwarancje dla polskiego szkolnictwa, prawo do obecności
w przestrzeni publicznej języka polskiego, nielituanizowanie polskich nazwisk.
Jednocześnie podejmowano prowokacyjne inicjatywy zaostrzające sytuację, takie
jak dekret o języku państwowym, faktycznie delegalizujący język polski w życiu
publicznym. We wszechobecnej w litewskim życiu publicznym agresywnej
propagandzie przywódcy Sajudisu nawiązywali do przytoczonych powyżej tez
litewskiej doktryny narodowej, odmawiając Polakom prawa do polskiej
identyfikacji narodowej.
Kreowanie wroga
W reakcji na tę politykę Polacy, poniżani w swej dumie narodowej i postawieni
przed perspektywą zamiany pełzającej rusyfikacji na forsowaną lituanizację,
sformułowali koncepcję autonomii jako jedynej gwarancji realizacji swych
niezbywalnych praw do polskości. Była ona do niedawna solidarnie zwalczana przez
nieformalny, egzotyczny na pierwszy rzut oka, sojusz, tworzony przez polityczne
i społeczne elity litewskie związane z Sajudisem oraz litewską partią
komunistyczną lub z nich się wywodzące; wyobcowane ze społeczności polskiej na
Litwie jednostki o nastawieniu prolitewskim i kompradorskim charakterze;
kosmopolityczne elity polityczne i społeczne w Polsce – tzw. Europejczyków,
zarówno "czerwonych", jak i "różowych"; część środowisk
prometejsko-niepodległościowych w Polsce, gotowych w imię antyrosyjskiego
porozumienia z szowinistami litewskimi poświęcić, partykularne w ich rozumieniu,
interesy litewskich Polaków, a faktycznie polski interes ogólnonarodowy.
W ramach tego swoistego polsko-litewskiego porozumienia, zwanego później
sojuszem strategicznym, wykreowano i wylansowano epitety i pojęcia: "genocydu"
(ludobójstwa) dokonanego przez Polskę na Litwinach na Wileńszczyźnie, "wnuków
Piłsudskiego i Żeligowskiego" zagrażających niepodległości Litwy, "czystek
etnicznych" na Litwinach, "czerwonych Solecznik", "polskiego bantustanu",
"polskiego getta", "band AK", itd., itp.
Propaganda ta utrwalała w społeczeństwie litewskim niechęć, by nie powiedzieć –
wrogość, do Polaków i Polski. Szczególnie istotne jest, że ten antypolski
szowinizm wtłaczany jest w umysły młodych obywateli Litwy, także Polaków, w
trakcie edukacji w litewskojęzycznych szkołach. Spektakularnym dowodem na to
jest osławione, na szczęście znane w Polsce, wypracowanie Katarzyny
Andruszkiewicz o skutkach polskiej okupacji. Warto również – za "Tygodnikiem
Wileńszczyzny" (nr 24, 16-22.06.2011, dodatek "Rota", s. 2), przypomnieć
niedawne wypowiedzi pedagogów litewskich mówiących np.: o polskich
przedszkolach, w których "dzisiaj wychowuje się "Hitlerjugend"" (dyrektor
gimnazjum w Ejszyszkach Vytautas Dailydka); o polskich szkołach: "te szkoły – to
wylęgarnia antypaństwowych mętów i rozsadnik piątej kolumny" (nauczyciel
historii w Gimnazjum w Solecznikach, Artu-ras Andriu˙saitis); o sytuacji w
rejonie solecznickim, którą powinien zainteresować się Departament
Bezpieczeństwa Państwowego (dyrektor szkoły średniej w Turgielach Au˙sra
Voveriene.).
Ten polsko-litewski sojusz strategiczny, zbudowany na opresji Polaków na Litwie,
załamał się dopiero pod koniec zeszłego roku. I dopiero od tego momentu prawda o
litewskim szowinizmie i antypolonizmie zaczęła szerzej docierać do polskiej
opinii publicznej.
Trzeba wyraźnie zaznaczyć, że z Litwy docierają do nas czasami głosy rozsądku,
na przykład liczne wypowiedzi historyka Alfredasa Bumblauskasa. Podobną wymowę
ma kwietniowy apel litewskich intelektualistów, którzy podnoszą m.in., że:
"Szowinistyczna wersja historii postrzegająca wspólną historię Litwy i Polski
jako "stracone wieki", zniekształcona wizja przeszłości państwa odrzuca i
znieważa wspólne duchowe, polityczne i kulturalne dziedzictwo obu narodów
(…)".
Tym niemniej nawet gdyby głosów tych było znacznie więcej, to na znaczącą zmianę
w postrzeganiu Polski i Polaków przez litewskie społeczeństwo, a zatem i na
znaczącą zmianę stosunku do Polaków na Litwie, będziemy mogli liczyć dopiero
wtedy, gdy przeformułowane zostaną programy, podręczniki i praktyka litewskiego
szkolnictwa. Tymczasem jak widać choćby z przytoczonych powyżej wypowiedzi
litewskich pedagogów, antypolski szowinizm w litewskojęzycznym szkolnictwie
trwa.
Nie ma więc żadnej wątpliwości, że w dającej się przewidzieć przyszłości
litewski antypolonizm będzie wywierał znaczący, negatywny wpływ na stosunki
polsko-litewskie i na położenie Polaków na Litwie.
Adam Chajewski
