Ambasador Polski w czasach zniewolenia

70. rocznica śmierci św. Urszuli Ledóchowskiej

Matka Jolanta Olech USJK

70 lat temu, 29 maja, odeszła do Pana św. Urszula Ledóchowska. Większa część jej życia (1865-1939) przypadła na czasy, gdy Polska nie miała oficjalnych ambasadorów, a rolę tę pełniło wielu szlachetnych ludzi, o gorących sercach, szczerze oddanych sprawie Ojczyzny. Do nich należała Urszula Ledóchowska, zakonnica i wybitna wychowawczyni, założycielka Zgromadzenia Sióstr Urszulanek Serca Jezusa Konającego, znanych też jako urszulanki szare.

Miłość do Polski w sposób naturalny zakorzeniona była w jej sercu i umyśle, w miłości do Chrystusa i do Kościoła. Połączenie tych dwóch autentycznych, głębokich miłości owocowało w Julii Urszuli – Julia to jej imię chrzestne – miłością dojrzałą, uniwersalną i szczególną wrażliwością na potrzeby innych. W odczycie na temat katolicyzmu w Polsce, wygłoszonym w Kopenhadze w 1915 roku, mogła z głębokim autentyzmem powiedzieć: „Miłość Kościoła i miłość Ojczyzny łączą się w jedną żarliwą miłość. Dwa te uczucia wspierają się nawzajem, jedno jest siłą drugiego – kochamy Ojczyznę, bo takie jest przykazanie Kościoła, kochamy Kościół, bo jest podwaliną i rękojmią naszego życia narodowego”.

W domu rodzinnym

Polskości nie wyssała z mlekiem matki. Przyszła na świat w rodzinie zróżnicowanej narodowościowo. W domu rodzinnym mówiło się głównie po niemiecku – ze względu na matkę, Józefinę, ze szwajcarskiej rodziny Salis-Zizers. Wydaje się, że w dużej mierze ten wybór polskości zawdzięczała ojcu, pielęgnowanym przez niego tradycjom rodzinnym, opowieściom o dziadku powstańcu czy bohaterskim stryju – kardynale Mieczysławie Ledóchowskim, arcybiskupie poznańskim, więzionym przez pruskiego zaborcę za obronę praw Kościoła i Narodu. Ale i mądra matka miała tu swój udział. Wyszedłszy za mąż za Polaka, wspierała jego starania, aby wychować dzieci w duchu polskości, i sama dążyła do tego, by poznały jego kraj i język.

We wspomnieniach brata Julii, Włodzimierza Ledóchowskiego, ujawnia się charakterystyczna cecha późniejszej świętej – dar jednoczenia ludzi: „Na wszelką biedę i niedolę ludzką miała serce niezmiernie wrażliwe i czułe. Po przeniesieniu się rodziców do Lipnicy Murowanej otoczyła swą opieką i troską szczególnie chorych i ubogich wśród ludu. Odwiedzała ich po domach, podawała lekarstwa, świadczyła różne usługi, pocieszała. Wkrótce zyskała sobie takie zaufanie i mir nie tylko wśród ludzi miejscowych, ale i w dalszej okolicy, że przychodzili oni z daleka – dwadzieścia, a może i więcej kilometrów – bądź to by dostać od niej lekarstwo dla chorych, bądź to by zasięgnąć rady w wielu trudnościach i kłopotach, wreszcie, by rozstrzygała między nimi różne sąsiedzkie spory i łagodziła nieporozumienia. Ludzie ci, tak często skłonni do procesowania się latami całymi, przyjmowali jej sąd bez zastrzeżeń i bezapelacyjnie”.

W Petersburgu

Petersburg, dokąd udała się w 1907 roku – jako urszulanka już z 21-letnim stażem w klasztorze krakowskim – był trudnym terenem. Tamtejsza wspólnota katolicka, naznaczona bolesnymi podziałami i antagonizmami, cierpiała na choroby charakterystyczne dla środowisk emigracyjnych. Wśród kwestii zapalnych był problem Rosjan katolików.

Matka Urszula, wówczas przełożona maleńkiej wspólnoty sióstr i odpowiedzialna za internat dla dziewcząt, z właściwym sobie zapałem weszła w środowisko petersburskie. Mimo nieustannej inwigilacji ze strony carskich służb specjalnych, a równocześnie konieczności lawirowania pomiędzy skonfliktowanymi opcjami wśród „swoich” – prezentowała sobą polskość w najlepszym wydaniu, pociągającą przez swą tolerancję dla innych języków i innych wyznań; gotowość obrony praw każdego narodu do języka i własnej kultury.

Kilkanaście lat później Rosja międzywojenna, spustoszona przez rewolucję, prowokuje współczucie matki Urszuli: „Dużo myśmy przez Rosję cierpieli – teraz, gdy tacy są nieszczęśliwi, nie pamiętajmy im tego, oddawajmy dobrem za złe i otoczmy ten biedny kraj, z którego Boga chcą zupełnie wydalić, gorącą modlitwą” (artykuł z 1930 r.).

W Skandynawii

Okres skandynawskiej emigracji w życiu Julii Urszuli Ledóchowskiej, po wybuchu wojny w 1914 roku, daje jeszcze inne możliwości przyjrzenia się jej stylowi promowania polskości na arenie międzynarodowej. Wiele czasu i energii zaangażowała w wygłaszanie odczytów o Polsce, aby z jednej strony skandynawską opinię publiczną pozytywnie nastawić wobec idei niepodległości Polski, a z drugiej strony – zebrać możliwie największe sumy na konkretną pomoc ofiarom wojny. Nie zaniedbała przy tym przygotowania młodego pokolenia do przejęcia wpływu na losy kraju. Dlatego objęła opieką polskie sieroty w Danii, a dla młodzieży otworzyła w Szwecji pod Sztokholmem nowoczesną szkołę gospodarczą.

Dom w duńskim Aalborgu stał się centrum polskości. Siostry nie tylko zajęły się dziećmi, ale także organizowały dla emigrantów polskie nabożeństwa, z możliwością wyspowiadania się po polsku i z polskim kazaniem.

Matka Urszula, poproszona o reprezentowanie sienkiewiczowskiego Komitetu z Vevey w krajach skandynawskich, wygłosiła 80 odczytów w Szwecji, Danii i Norwegii. Michał Sokolnicki wspomina w książce „Rok czternasty”: „Gdy któregoś dnia towarzyszyłem jej do jednego z miast prowincjonalnych, patrzyłem zdumiony na wychodzącą z odczytu publiczność, na kobiety i nawet mężczyzn – surowych, zamkniętych w sobie Szwedów – płaczących. Opowiadała im właśnie o losach dalekiej, od dawna im obcej Polski”.

Dalej Sokolnicki pisze: „W czasie, gdy matkę Julię poznałem, spalała się miłością dla Polski”.

Ernest Łuniński w książce „Echa wczorajsze” wylicza poczet znakomitych osobistości – począwszy od biskupa katolickiego i biskupa protestanckiego, poprzez różnych profesorów, prezesów, urzędników państwowych – których matka Urszula zainspirowała do działania na rzecz Polski, w wyniku czego gazety duńskie ogłosiły odezwę podpisaną przez te znakomitości. Jedna z duńskich gazet – podaje Łuniński – pisała: „Ledóchowska rozszerza wiadomości o kulturze polskiej i jej bohaterach i wskutek tego jest żywym protestem przeciw niewoli ziomków”. Inny dziennik podawał, że „dzięki jej działalności zrozumiał, dlaczego naród polski oparł się nawałnicom i przetrwał pogromy (…). Jej objazdy samarytańskie przypominały zapał przykładany do lontu”.

Jeszcze kilka szczegółów dorzuca we wspomnieniach Ignacy Żylicz: „W Szwecji dwór królewski wykazywał duże zainteresowanie akcją Matki. Na jednym z jej odczytów w Sztokholmie był obecny cały dwór i wszyscy ministrowie. W Kristianii (Oslo) król Norwegów, Haakon VII, przysłał specjalne zaproszenie, aby Matka po odczycie przyszła do niego na audiencję do zamku. (…) Matka Ledóchowska odznaczała się zawsze głębokim ujmowaniem spraw religijnych i narodowościowych i uważała, że najlepszą bronią jest głęboka dobroć i spokojne podchodzenie do spraw. Główny swój odczyt zakończyła słowami: 'Pomimo wszelkich zniszczeń i cierpień: Jeszcze Polska nie zginęła, dopóki kochamy!'”.

Krąg jej bliskich kontaktów w tym okresie obejmował egipskiego muzułmanina (który chciał, by kobiety w Egipcie od niej uczyły się miłości do ojczyzny), żydów (na wyższych i niższych stanowiskach społecznych), grekokatolików z abp. Szeptyckim włącznie, abp. Nathana Söderbloma (luterańskiego arcybiskupa Uppsali, prekursora ekumenizmu, laureata Pokojowej Nagrody Nobla), socjalistę Ignacego Daszyńskiego i innych polskich działaczy najróżniejszych opcji politycznych, nie mówiąc o skandynawskiej elicie intelektualno-politycznej wciągniętej do współpracy na rzecz Polski.

Ten pobieżny ogląd skandynawskiej działalności św. Urszuli prowokuje nas do postawienia niełatwego pytania: Jak dziś mówić o Polsce? Jak mówić o Polsce młodym pokoleniom? Jak mówić o Polsce w innych krajach?

Sformułowane wówczas przez nią credo porusza nas i dzisiaj swą aktualnością: „Dziś i w tych naszych warunkach wszystko, wszystko powinno się łączyć… To moje polityczne dziś zadanie: uczyć wśród nas zrozumienia tego, że tylko trzymając się razem, możemy coś zrobić” (list z 21 VII 1915 r.).

Po odzyskaniu niepodległości w 1918 roku

W 1920 roku św. Urszula przenosi się z siostrami do odrodzonej Polski. Pierwszym polem działalności staje się zaangażowanie w nauczanie i wychowywanie dzieci i młodzieży oraz w formację kobiet. Stąd różnego typu placówki oświatowo-wychowawcze (od ochronek przez szkoły do domów akademickich) oraz podejmowanie rozlicznych inicjatyw mających na celu realizowanie wychowania w duchu patriotyzmu, zakorzenionego w głęboko przeżywanym chrześcijaństwie, przekładającego się na solidność i profesjonalizm w pracy, wyrażającego się w solidarności społecznej i w bezinteresownej działalności na rzecz bardziej potrzebujących.

W przemówieniu do wychowawczyń św. Urszula formułuje cele, jakie stawia przed pedagogami w Polsce: „Mamy w dziele wychowania dwojakie zadanie: pierwsze – wychowanie dzieci dla Boga, dla ojczyzny niebieskiej, drugie – to wychowanie dzieci dla społeczeństwa, dla ojczyzny ziemskiej”.

Kochała Rzym, w którym wyczuwała bijące serce Kościoła. Dla polskich nauczycielek i uczennic organizowała pielgrzymki, kursy wakacyjne, kursy kilkumiesięczne. O ile w krajach skandynawskich za główną potrzebę uznała promocję historii i kultury polskiej, o tyle potem starała się z kolei zaznajamiać młode Polki z kulturą europejską, wyrastającą z korzeni antycznych i chrześcijańskich. Jedna z nich wspominała: „Obok obowiązków religijnych tłumaczyła nam Matka jasno nasze zobowiązania obywatelskie i społeczne. (…) wykorzystywała okazje, by dla kolonii polskiej (…) organizować akademie w związku z uroczystościami narodowymi. Jeśli można coś zrobić dla Polski – mówiła – to działać trzeba, by utrzymać i pogłębiać patriotyzm poza granicami Ojczyzny”.

Gdy w sytuacji dużego bezrobocia, panującego w Polsce na przełomie lat 20. i 30., nasiliła się emigracja zarobkowa, św. Urszula zdecydowała się na posyłanie sióstr z polskimi dziewczętami do pracy w fabrykach sztucznego jedwabiu, aby z jednej strony – umożliwić bezrobotnym dziewczętom (najczęściej sierotom) zdobycie pracy, a z drugiej strony – nie zostawić młodych, niedoświadczonych emigrantek bez opieki, lecz stworzyć im atmosferę domową i religijną.

Przedsięwzięcie to – bardzo nowatorskie na owe czasy – prowokuje nas do refleksji nad obecną sytuacją. W jaki sposób – w duchu chrześcijańskiej i patriotycznej odpowiedzialności za emigrantów, którzy dorywczo lub na dłużej szukają źródeł utrzymania poza krajem – podjąć dziś wyzwanie opieki nad nimi?

Odznaczenia przyznane św. Urszuli przez odrodzoną Polskę – Krzyż Niepodległości, Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski i Złoty Krzyż Zasługi – były wyrazem wdzięczności Ojczyzny dla niestrudzonej patriotki.

Jakie przesłanie na dziś niesie św. Urszula?

Polska potrzebuje dziś chrześcijan – polityków, wychowawców, artystów, osób konsekrowanych… – którzy czując się w Europie, jak u siebie w domu, potrafiliby równocześnie reprezentować Polskę za granicą tak, jak robiła to św. Urszula. Potrzebuje ludzi solidnie zakorzenionych w swej wierze i w swej tożsamości narodowej. To pomaga kształtować w sobie i w innych szacunek dla każdego, zrozumienie i uszanowanie inności, mądry pluralizm. To pozwala jednocześnie uniknąć popadnięcia w skrajności: kosmopolityzm i bezkształtne rozmycie wartości z jednej strony, szowinizm, nacjonalizm z drugiej. To pomaga również ideę ojczyzny konkretyzować na co dzień jako chrześcijańską solidarność z człowiekiem żyjącym obok mnie na tej samej ziemi.

Tacy Polacy dojrzewają w pełnych miłości chrześcijańskich rodzinach, są formowani przez mądrych wychowawców w prawidłowo funkcjonujących szkołach, dorastają w zdrowym klimacie życia społecznego i politycznego. Stąd troska o Polskę jest równoznaczna z troską o polską rodzinę, o polską edukację, o wysoki poziom życia społecznego i politycznego.

Święta Urszula, przekonana, że: „nauka Chrystusa powinna zbliżać narody” (list z 3-4 II 1909 r.), niech patronuje naszemu myśleniu o jednoczącej się Europie, niech pomaga nam powracać stale do Chrystusa jako źródła nadziei i niech uczy bezinteresownej, prawdziwej troski o Polskę wierną Bogu i człowiekowi.

drukuj