ABW powiela tezy rosyjskie

Osetyjska minister informacji Irina Gagłojewa: Strzelali osetyjscy pogranicznicy. ABW: To prowokacja gruzińska

Ktokolwiek miał wątpliwości co do podporządkowania służb specjalnych dyrektywom Platformy Obywatelskiej, teraz chyba je stracił. Wbrew informacjom ujawnionym przez władze zbuntowanej Osetii Południowej, które przyznały się do serii strzałów w pobliżu prezydenckiej kolumny samochodowej, Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego oskarża Gruzję o prowokację. Takie stanowisko jest wygodne dla polityków Platformy Obywatelskiej, pozwala na krytykę działań prezydenta Kaczyńskiego w sprawach gruzińskich i prowadzenie gry partyjnej, deprecjonującej głowę państwa. Raport ABW sprawia wrażenie zbieżnego z tezami lansowanymi przez Rosję.

Raport Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego miał, jak zapowiadano, zostać ujawniony wczoraj. Ostatecznie oficjalnie przedstawiony nie został, a premier Donald Tusk poinformował, że jego prezentacja nastąpi dopiero dzisiaj.

– Jeśli chodzi o kwestię gruzińską, zobowiązałem się do przedstawienia raportu, ten raport dzisiaj wieczorem będzie gotowy, odpowiada za to minister Cichocki. Z góry prosiłem, żeby nie było żadnych wątpliwości, aby z wyłączeniem spraw, które muszą być tajne, raport był jawny z definicji – mówił wczoraj szef rządu.

Do mediów przeciekł już jednak wstępny raport przygotowany przez Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego, którą kieruje Krzysztof Bondaryk, były członek Rady Krajowej Platformy Obywatelskiej. Raport przygotowano zaledwie dzień po „gruzińskim incydencie”, a jego podstawą były niemal wyłącznie opinie obecnych na miejscu zdarzenia funkcjonariuszy BOR oraz informacje, jakie pojawiły się w mediach. Dane z raportu ABW ujawnili wczoraj dziennikarze „Dziennika” i – jak się okazuje – sprawia on wrażenie przygotowywanego na polityczne zamówienie. Bagatelizowane są w nim tezy dotyczące rzeczywistego oddania strzałów przez pograniczników osetyjskich, a jego ustalenia zmierzają w kierunku potwierdzenia słów polityków PO, którzy o prowokację oskarżyli stronę gruzińską. Tezy przedstawione w nim przez ABW – w świetle faktów ujawnionych przez oficjalne czynniki rządowe Osetii – są kuriozalne. Według raportu, który ABW przesłała już do szesnastu najważniejszych osób w państwie, całe zdarzenie miało być prowokacją wyreżyserowaną przez Gruzinów i to oni mieli oddać strzały w pobliżu prezydenckiego konwoju. Pytany przez Radio Zet szef MSWiA Grzegorz Schetyna potwierdził, iż informacje podane przez „Dziennik” stwierdzają, że całe zajście było gruzińską prowokacją.

Tymczasem w wywiadzie udzielonym dziennikowi „Kommiersant” osetyjska minister informacji Irina Gagłojewa przyznała jednoznacznie, że to osetyjscy żołnierze strzelali w kierunku kolumny prezydentów Lecha Kaczyńskiego i Micheila Saakaszwilego. Jak informowała Gagłojewa, gruzińscy ochroniarze poinformowali osetyjskich pograniczników, kto znajduje się w samochodach, a także że celem podróży jest Achalgori. Osetyjczycy zabronili dalszej podróży i oddali serię strzałów w powietrze.

Co może zaskakiwać, przygotowany zaledwie dzień po zdarzeniu raport ABW powiela tezy, które wówczas lansowali Rosjanie. Ministerstwo Obrony Federacji Rosyjskiej już w niedzielę przekonywało, że w świetle jego ustaleń informacje dotyczące „jakichś strzałów na terenie Gruzji” są niczym więcej, jak gruzińską prowokacją.

– Nie znam dokładnie tego raportu. Mogę powiedzieć, że ABW nie może w ciągu jednego dnia mieć najmniejszych podstaw do tego, żeby cokolwiek w tej sprawie stwierdzić, czyli krótko mówiąc, jest to po prostu decyzja polityczna – mówił wczoraj dziennikarzom Jarosław Kaczyński, prezes PiS. Według niego, po „gruzińskim incydencie” w Polsce prowadzono „kampanię, z której w gruncie rzeczy wynikało, że Rosja jest dobra, a (…) szczególnie polski prezydent i gruziński prezydent to źli ludzie, którzy nastają na interes uczciwego mocarstwa”. Zdaniem szefa PiS, niektóre wypowiedzi o gruzińskim incydencie, w tym wypowiedź marszałka Sejmu Bronisława Komorowskiego, który ironicznie komentował, „jaka wizyta, taki zamach”, to objawy „zdziczenia życia publicznego”. Kaczyński podkreślił również, że nie ma zaufania do szefa ABW Krzysztofa Bondaryka, o którym – jak mówił – z racji pełnionego w poprzedniej kadencji stanowiska szefa rządu wie więcej niż dziennikarze.


Bo Saakaszwili się uśmiechał


Obawy co do jakości i rzetelności przygotowanego przez ludzi Krzysztofa Bondaryka raportu daje też ujawnione przez media uzasadnienie koncepcji „gruzińskiej prowokacji”. Według informacji prasowych, głównymi dowodami potwierdzającymi tezę o „gruzińskiej prowokacji” ma być fakt przepuszczenia na czoło kolumny busa z dziennikarzami, a także fakt, że po całym zdarzeniu gruziński prezydent Saakaszwili „był rozluźniony i się uśmiechał”. To z kolei może wskazywać, że raport ABW oparto oprócz wyjaśnień BOR na publikacjach prasowych. Uczestniczący w całym zdarzeniu nasz dziennikarz Artur Kowalski w rozmowie z nami, mówiąc, że nie jest w stanie ocenić, czy incydent miał charakter prowokacji, zaznaczał, że „już po całym zdarzeniu w wiosce dla uchodźców, do której udała się cała delegacja, prezydent Saakaszwili był, w mojej ocenie, bardzo rozluźniony, uśmiechnięty, wręcz zrelaksowany”. ABW twierdzi też, że nic nie wskazuje na to, by oddano strzały w kierunku kolumny pojazdów, ponieważ żaden z samochodów nie ma śladu po ostrzale. Tymczasem według strony osetyjskiej, która przyznała się do oddania strzałów, były to strzały w powietrze.

– ABW albo prowadzi działalność niezgodną z prawem, bo nie ma prawa do działalności zewnętrznej i ma jakiś potężny aparat w Gruzji – co by mnie nawet może ucieszyło, ale nie wierzę w to – albo ma dar jasnowidzenia, przenoszenia się, bilokacji, bo inaczej to po prostu tego raportu by nie mogła przygotować – ironizował wczoraj Jarosław Kaczyński.

ABW sprawy nie komentuje, ale zapowiedziała już złożenie doniesienia do prokuratury w związku z publikacją „Dziennika”, w której rzekomo miało dojść do ujawnienia tajemnicy służbowej.

Własny raport na temat całego incydentu przygotowuje też Biuro Ochrony Rządu. Mają się w nim znaleźć wyjaśnienia funkcjonariuszy ochraniających prezydenta Lecha Kaczyńskiego.


Wojciech Wybranowski
drukuj