Nowe reguły wyborcze
Zbliżające się wybory samorządowe nie wywołują większego zainteresowania. Panuje powszechne przekonanie, że wybory nic specjalnie nie zmienią. Na spotkania z kandydatami do miejscowych władz przychodzi niewiele osób. Frekwencja wyborcza też zapewne będzie niska. Czego to dowodzi? Nie jesteśmy zainteresowani, kto na szczeblu gminy czy powiatu będzie rządził. Patrzymy na wybory w wymiarze partyjnej rozgrywki. Jest oczywiście tak zwany żelazny elektorat, który pójdzie do wyborów, i to on ostatecznie zadecyduje o kształcie władz samorządowych. Na przykład wiadomo, że w urzędniczej Warszawie zwycięży Platforma, a prezydentem miasta prawdopodobnie pozostanie Hanna Gronkiewicz-Waltz. I będzie tak, jak było.
Czy można w tym wyborczym światku coś zmienić? Chyba widać małe światełko w tunelu. Kolejna nowelizacja kodeksu wyborczego wprowadziła w wyborach do rad gmin w gminach niebędących miastem na prawach powiatu okręgi jednomandatowe. Oznacza to w praktyce, że wyborcy oddają głos na jednego kandydata. Podobnie wybieramy członków Senatu.
O okręgach jednomandatowych mówiło się od dłuższego czasu. W przeprowadzonych badaniach sondażowych za taką formą głosowania opowiedziała się zdecydowana większość respondentów. Powoływano się przy tym na wzory z Wielkiej Brytanii i Francji. Jak to będzie wyglądało w Polsce, przekonamy się 16 listopada. Na razie okręgi jednomandatowe obejmą tylko te gminy, które nie są miastem na prawach powiatu.
Patrząc z perspektywy polskiej Konstytucji, wydaje się, że wybory jednomandatowe są wyrazem pełniejszej demokracji, bo pozwalają wybrać jednego kandydata, bardziej związanego z terenem gminy, bardziej znanego miejscowej ludności. Nie będzie list partyjnych układanych przez partyjne władze. Nie będzie „spadochroniarzy”. Chociaż nie wyobrażam sobie, aby partie polityczne nie miały wpływu na ostateczny dobór kandydatów. Jestem też przekonany, że wyborcy w okręgach jednomandatowych będą mieli większy wpływ na sprawowanie władzy w samorządzie terytorialnym.
Piękne są słowa Konstytucji, że to Naród sprawuje zwierzchnią władzę. Jak uczy doświadczenie, z tym sprawowaniem władzy przez Naród różnie bywało. Przykładem jest nierealizowanie obywatelskich inicjatyw ustawodawczych czy niedopuszczanie do referendów. Może na poziomie gminy członkowie rady będą mieli świadomość, że ze swojej działalności będą rozliczani przez wyborców.
Nie wszyscy są zwolennikami tej formy wyborów. Padają argumenty, że z życia publicznego zostaną wyeliminowane małe partie, które w rywalizacji z politycznymi potęgami są bez szans. Głosy oddane na kandydatów z niewielkich ugrupowań będą po prostu stracone. Prowadzi to do faktycznej dominacji jednej silnej partii w samorządzie, a to nie służy demokracji.
Słyszałem też argument, że może pojawić się zjawisko kupowania głosów, np. bogaty biznesmen zapragnie zasiadać w radzie gminy i będzie miał wymierne finansowo argumenty. Znamy takie przypadki, ale patologia nie może determinować rozwiązań wyborczych.
Z całą pewnością głosowanie w okręgach jednomandatowych będzie prostsze. Wiadomo, wygrywa ten kandydat, który otrzyma największą liczbę głosów. To będzie interesujący eksperyment sprawdzenia polskiej demokracji. Jeśli się powiedzie, będziemy mieli w przyszłości okręgi jednomandatowe w wyborach samorządowych, a może i parlamentarnych.
