Miliardowe straty w związku z opóźnieniem w budowie pierwszej polskiej elektrowni jądrowej
Opóźnienie budowy pierwszej polskiej elektrowni jądrowej będzie kosztować miliardy złotych – ostrzegł poseł Kacper Płażyński. Ministerstwo Energii poinformowało, że pierwszy blok ma rozpocząć komercyjną pracę w 2036 roku, choć pierwotnie planowano to trzy lata wcześniej.
Poseł PiS zwrócił uwagę na jeszcze jeden problem. Jak powiedział, wciąż nie podpisano głównej umowy z amerykańskim dostawcą technologii. Kacper Płażyński obawia się, że może to doprowadzić do kolejnych przesunięć inwestycji.
⚛️Atom miał być szybciej, a mamy kolejne opóźnienie i coraz więcej pytań do rządu. Z zaktualizowanego polskiego programu jądrowego dowiedzieliśmy się, że pierwszy reaktor ma zostać uruchomiony dopiero w 2036 roku. To kolejny rok cichaczem dodany do już wcześniej zapowiedzianych… pic.twitter.com/4RNg9fh6qE
— Kacper Płażyński (@KacperPlazynski) October 2, 2026
Polityk wskazał, jaką cenę Polska może zapłacić za każdy kolejny rok zwłoki.
– Biorąc pod uwagę cenę wynikającą z ETS-u, zielonych certyfikatów, tego, ile kosztuje wyprodukowanie energii z innych źródeł w Polsce, jeden rok to jest ponad 1,8 mld zł straty, licząc po dzisiejszych cenach. A możemy się spodziewać, że niestety to wariactwo unijne będzie trwać w najlepsze w następnych latach, co widać po szaleństwie, które cały czas w Komisji Europejskiej trwa w najlepsze. W związku z czym to może być nawet więcej niż 1,8 mld złotych – podkreślił Kacper Płażyński.
Poseł PiS skierował do rządu interpelację. Polityk domaga się rozpisania krok po kroku terminów kolejnych etapów budowy i wymaganych decyzji administracyjnych. Chce w ten sposób kontrolować, czy nie dochodzi do następnych opóźnień.
Ministerstwo Energii zapewnia, że projekt pierwszej elektrowni przeszedł już z fazy przygotowań do realizacji. Zgodnie z aktualnym programem wszystkie trzy bloki pierwszej elektrowni mają osiągnąć pełną moc do 2038 roku.
RIRM



