[JESTEM W KOŚCIELE] Różnorodność nieróżnorodna
Ostatnimi czasy w kościelnym języku bardzo mocno zagościło słowo „różnorodność”. Odmieniane przez wszystkie przypadki, bywa nader często narzędziem forsowania błędnych poglądów. Tak zwana różnorodność doktrynalna to bowiem bodaj jedyny obecnie możliwy sposób na faktyczną zmianę nauczania Kościoła, często skrywając przy tym swoje prawdziwe intencje. Aby nie być gołosłownym, warto wziąć na warsztat niedawny wpis Piotra Żyłki, byłego redaktora naczelnego portalu Deon, który „lubi doświadczać różnorodności tradycji chrześcijańskich”, „bardzo się cieszy, kiedy może uczestniczyć w liturgii, w której główną celebranską jest kobieta” i „ma nadzieję, że dożyje czasów, w których będzie to możliwe w Kościele katolickim”.
Warto zacytować ten post w całości: „W niedzielę rano w Taizé uczestniczymy w rzymskokatolickiej mszy. Zazwyczaj odprawia ją brat Marek. Z kolei w sobotę popołudniu mamy tu protestancką liturgię. Jej najczęściej przewodniczy siostra Doris, o której kilka dni temu już tutaj wspominałem. Doris należy do ewangelickiej wspólnoty zakonnej sióstr diakonis. Dodatkowo jest pastorką. Lubię doświadczać tej różnorodności tradycji chrześcijańskich. Jest to dla mnie zawsze inspirujące. I bardzo się cieszę, kiedy mogę uczestniczyć w liturgii, w której główną celebranską jest kobieta. W rzymskiej tradycji to jest jeszcze niemożliwe. Ale mam nadzieję i wierzę, że dożyję czasów, w których to możliwe będzie. Wszak dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych”. Tyle Piotr Żyłka.
Naturalnie głównym problemem tego wpisu jest podważanie niesamowicie ugruntowanego, zarówno w Piśmie Świętym, jak i Tradycji, nauczania Kościoła. Doktryna katolicka w tej sprawie była na przestrzeni wieków wielokrotnie potwierdzana. Najmocniejsze stwierdzenie znajduje się w liście apostolskim Ordinatio Sacerdotalis z 1994 r., w którym św. Jan Paweł II napisał: „Aby zatem usunąć wszelką wątpliwość w sprawie tak wielkiej wagi, która dotyczy samego Boskiego ustanowienia Kościoła, mocą mojego urzędu utwierdzania braci (por. Łk 22,32) oświadczam, że Kościół nie ma żadnej władzy udzielania święceń kapłańskich kobietom oraz że orzeczenie to powinno być przez wszystkich wiernych Kościoła uznane za ostateczne”. Zwolennicy wyświęcania kobiet usiłują deprecjonować te słowa, a także wszelkie inne argumenty w tej sprawie. Jednak – jak wyjaśniła w 1995 r. Kongregacja Nauki Wiary – doktryna Kościoła o święceniach zarezerwowanych wyłącznie dla mężczyzn ma charakter nieomylny.
Szczególną uwagę warto jednak zwrócić na fragment przytoczonego wpisu dotyczący tytułowej różnorodności. Otóż Piotr Żyłka z jednej strony pisze, jak to docenia różnorodność tradycji chrześcijańskich. Chodzi oczywiście stricte o kwestię kapłaństwa kobiet. Czyli krótko mówiąc, aprobuje to, że część wyznań chrześcijańskich dopuszcza kobiety do sprawowania liturgii, a inna, swoją drogą dużo liczniejsza część świata chrześcijańskiego, ma zgoła inne, w pełni ortodoksyjne podejście. Zaraz potem jednak były redaktor naczelny Deonu ubolewa, że „w rzymskiej tradycji to jeszcze niemożliwe” oraz ufa, że to się zmieni. Czyli jednak różnorodność tak, ale tylko taka, która zgadza się z poglądami pana Żyłki? Cóż za zaskoczenie! Prosiłbym tylko Piotra Żyłkę o jedno – niech otwarcie przyzna, że jego koncepcja różnorodności jest niezwykle nieróżnorodna.
Wojciech Grzywacz




