[NASZ DZIENNIK] Obnażone patologie
Audyt przeprowadzony w Warszawskim Szpitalu Południowym i w SOR-ach innych stołecznych placówek wykazał gigantyczne nieprawidłowości – wskazuje „Nasz Dziennik”.
Informacje przekazane przez prezydenta Warszawy Rafała Trzaskowskiego dotyczące wyników przeprowadzonej kontroli w stołecznych placówkach są porażające. Ratusz wydał aż 44 zalecenia dla samego Szpitala Południowego. W szpitalu, o którym wiceszef Koalicji Obywatelskiej mówił, że to jego „oczko w głowie”, regularnie dochodziło m.in. do fałszerstw w zakresie czasu pracy personelu medycznego. Lekarze wykazywali, że pracowali po 48, 60, a nawet 72 godziny bez żadnej przerwy. Absolutny rekord odnotowany w Szpitalu Południowym to 110 godzin ciągłego dyżuru. Jeden z medyków wypracował średnio ponad 400 godzin w ciągu miesiąca. Do tych oszustw doszło, mimo że Szpital Południowy dysponował elektronicznym systemem odnotowywania wejść i wyjść. Ujawniono również przypadki jednoczesnego rozliczania pracy medyków w dwóch różnych miejscach, co oznaczało pobieranie wynagrodzenia równolegle za obie aktywności.
Tak jak można było przewidzieć, kontrolerzy wykazali nadmiar kierowników, nawet takich, których funkcjonowanie nie było określone w regulaminie placówki. Przykładem jest właśnie koordynator SOR-u – stanowisko, które formalnie nie zostało ujęte w dokumentach organizacyjnych placówki.
Trzaskowski zapowiedział, że w placówkach medycznych zostaną wdrożone zmiany, które mają ukrócić te patologie. Ma być uruchomiony system rzeczywistej rejestracji wejść i wyjść lekarzy. Zapewnił też, że zwrócił się już do ustawodawcy o utworzenie ogólnopolskiego rejestru czasu pracy tej grupy zawodowej. Przedstawiciele ratusza podkreślili, że kluczowym krokiem do zapewnienia ładu w szpitalach będzie skupienie nadzoru nad warszawskimi szpitalami w jednym miejscu. Ponadto powołany zostanie zespół specjalistów, który opracuje specjalne instrukcje dla szpitali dotyczące konkursów na świadczenia zdrowotne.
Sprawę ustaleń kontrolnych w warszawskich szpitalach komentuje w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” prof. Bogdan Chazan, ginekolog-położnik. Podkreśla, że skala patologii jest olbrzymia.
– Pytanie więc, czym zajmują się ci liczni urzędnicy podlegający prezydentowi i czym zajmuje się on sam, skoro wykazano tak gigantyczne nieprawidłowości. Trudno uwierzyć, że tylu urzędników nie zauważyło patologii – akcentuje lekarz.
Podaje przykład własnych doświadczeń, kiedy przed laty starał się o zatrudnienie w poradni ginekologicznej w Warszawie.
– Wtedy ówczesny wiceprezydent Paweł Rabiej powiedział wprost, że nie są im potrzebni lekarze, którzy będą korzystać z klauzuli sumienia. Dobór kadr już przed laty polegał na tym, aby na stanowiska trafiali ludzie ideologicznie i politycznie zgodni z linią rządzących – tacy, którzy nie będą zbyt często sięgać do Kodeksu etyki lekarskiej. Widać, że tak jest do dziś – zaznacza rozmówca.
Dodaje jednak, że to, co zostało obnażone w warszawskim szpitalu, nie charakteryzuje całego środowiska lekarskiego i wszystkich dyrektorów szpitali w kraju.
– Trzeba powiedzieć, że większość lekarzy, także warszawskich, pracuje uczciwie, ofiarnie służy pacjentom i ich rodzinom, nie dopuszcza się oszustw, kłamstw w rozliczaniu czasu pracy czy różnych innych nierzetelności. Większość lekarzy dobrze wypełnia swoje powołanie. Podobnie myślę o wielu dyrektorach warszawskich szpitali – niektórych znam jeszcze z czasów, kiedy sam pełniłem taką funkcję – zwraca uwagę prof. Bogdan Chazan.
Nie ma jednak złudzeń, że afera związana z Dawidem Kacprzykiem nie jest sprawą jednostkową.
– Trzeba też powiedzieć, że warszawska służba zdrowia, zwłaszcza kadra kierownicza, została zepsuta, przesiąknięta lewicową ideologią, a także partyjnictwem. Przykładem jest doktor Kacprzyk, który był pupilem miejscowych struktur partyjnych. Dla znajomych i działaczy miał tzw. specjalną szybką ścieżkę do obsługi. Podejrzewam, a nawet jestem pewny, że do podobnych nieprawidłowości dochodzi w większości szpitali, ponieważ ten nadzór, który sprawował urząd miasta, polegał – jak się okazuje – na ustawianiu pracy personelu medycznego w taki sposób, żeby ludzie zatrudnieni w urzędzie, ich znajomi czy towarzysze mieli zagwarantowany bez kolejki dostęp do szpitalnych procedur. Podczas gdy wszyscy inni musieli czekać godzinami na przyjęcie lekarza – mówi.
Co z procedurami leczenia?
Lekarz wskazuje, że kontrola zlecona przez Rafała Trzaskowskiego nie dotyczyła spraw merytorycznych, a więc procedur leczenia.
– A przecież dochodzą do nas niepokojące informacje o zgonach pacjentów – prawdopodobnie wskutek nieprawidłowości dotyczących merytorycznego procesu organizacji, procesu leczniczego lub wręcz zastosowanego leczenia. Dlatego uważam, że pilną sprawą jest także kontrola warszawskich szpitali dokonana przez konsultantów wojewódzkich – podnosi prof. Bogdan Chazan.
Wyjaśnia, że każda dziedzina medycyny powinna być sprawdzona pod kątem merytorycznym.
– Oni są zatrudnieni po to, aby nadzorować służbę zdrowia, ale nie wywiązali się ze swoich obowiązków w sposób prawidłowy – stwierdza.
Apeluje też do lekarzy, których – podobnie jak Dawida Kacprzyka – cechują pazerność i nieuczciwość.
– Opamiętajcie się. Pieniądze w służbie zdrowia nie są przecież przeznaczone na bogacenie się już i tak bogatych krezusów, tylko na leczenie nas wszystkich. Czy ktoś z was jeszcze pamięta, czym jest powołanie do pomocy drugiemu? – pyta.
Podkreśla, że zapowiedzi Rafała Trzaskowskiego to jedynie punktowe działania, które mają uspokoić opinię publiczną.
– Widzimy, że nie ma woli do reformy całego systemu. Jest tylko ślizganie się po powierzchni problemów, a nie ich rzeczywiste rozwiązywanie – ocenia ginekolog-położnik.
Unikanie odpowiedzialności
O unikaniu przez samorządowców odpowiedzialności za nieprawidłowości w warszawskich szpitalach mówi nam też Danuta Kądziołka, wiceprzewodnicząca Rady Krajowego Sekretariatu Ochrony Zdrowia NSZZ „Solidarność”. Zwraca uwagę, że w Szpitalu Południowym jak w soczewce odbiły się problemy dotyczące wielu szpitali w całym kraju.
– Dlatego potrzeba działań systemowych, a nie reagowania post factum i koncentrowania się tylko na naprawianiu błędów. Na czym ma polegać np. usprawnienie zarządcze szpitali, skoro mamy rady nadzorcze. Chodzi o to, że z tych narzędzi, które są dostępne, albo się wcale nie korzysta, albo robi się to nieodpowiednio – zauważa.
Przywołuje też przykład tzw. pokoju VIP, który nieformalnie funkcjonował w Szpitalu Południowym.
– Problem jest taki, że pacjenci w większości nie zgłaszają nieprawidłowości, dlatego trudno będzie zweryfikować, czy w szpitalach jest równy dostęp do świadczeń medycznych. Dlatego zmiany i reformy powinny być wprowadzane szerzej, a nie tylko punktowo. Propozycje wysuwane przez Ministerstwo Zdrowia świadczą o tym, że są one przygotowane ad hoc, na kolanie. Dlatego trudno oczekiwać realnych zmian i likwidacji patologii. A jeśli do tego dochodzi polityka, to naprawdę nie przewiduję, że zapowiedzi Rafała Trzaskowskiego poprawią sytuację pacjentów w stolicy – podsumowuje Danuta Kądziołka.
Urszula Wróbel/Nasz Dziennik



