Czarny dzień dla węgierskiej demokracji. Prof. I. Molnar o zmianach w konstytucji Węgier: W tym wszystkim nie chodzi o to, aby obronić demokrację – jak mówią obecnie rządzący – ale o to, by dyskryminować prawicową opozycję
Posłowie partii Fidesz ogłosili czarny dzień dla węgierskiej demokracji. Społeczeństwo węgierskie patrzy na te działania z pewnym niepokojem, gdyż może to być początek autorytaryzmów i dyktatury. W tym wszystkim nie chodzi o to, aby obronić demokrację, jak to mówią obecnie rządzący, ale o to, aby dyskryminować opozycję prawicową i konserwatywną – mówił prof. Imre Molnar, węgierski historyk, polonista i były dyplomata, w audycji „Aktualności dnia” na antenie Radia Maryja.
W poniedziałek, 13 lipca br., premier Węgier Peter Magyar rozpoczął przebudowę węgierskiej sceny politycznej. Parlament Węgier przyjął podczas głosowania poprawkę do konstytucji, która ma na celu usunięcie prezydenta Tamasa Sulyoka, powołanego jeszcze przez poprzedni parlament pod kontrolą byłego premiera Viktora Orbana. Prezydent ma pięć dni na podpisanie nowelizacji, która obejmuje także jego własne odwołanie. Jeśli tego nie zrobi, zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami premiera, wobec prezydenta zostanie wszczęta procedura usunięcia z urzędu. Poprawka do konstytucji wprowadza również m.in. ograniczenie liczby kadencji posłów do trzech oraz utworzenie specjalnego urzędu ds. odzyskiwania i ochrony majątku w celu „odzyskania środków sprzeniewierzonych w okresie rządów Orbana”.
– Obecnie rządząca partia Tisza [Tisztelet és Szabadság Párt – red.], jego przewodniczący premier Peter Magyar ogłosił ten dzień jako historyczny, a po zagłosowaniu na zmianę konstytucji posłowie partii Tisza, stojąc, bili brawo. Natomiast nieobecni posłowie partii Fidesz, którzy nie uczestniczyli wspólnotowo w tym posiedzeniu, ogłosili ten dzień jako dzień żałoby i czarny dzień dla węgierskiej demokracji. Zmiany w konstytucji są tak duże, że w historii parlamentaryzmu węgierskiego nie ma na to precedensu, ale nie tylko w węgierskiej historii demokracji, ale także w europejskich parlamentach – podkreślił prof. Imre Molnar.
Węgierski historyk wskazał, że według premiera Magyara zmiany te zostały przeprowadzone w celu odzyskania kontroli nad państwem, które zostało zagarnięte przez Fidesz.
– Oczywiście ta zmiana konstytucji przyniesie dużą zmianę formy rządu. Do tej pory nigdy nie było precedensu na to, żeby którykolwiek rząd jednym zdaniem usunął urzędującego prezydenta. Już sama poprawka do konstytucji „Lex Orban”, przyjęta tydzień temu przez węgierski parlament, ogranicza czas pełnienia urzędu premiera do maksymalnie dwóch kadencji i uniemożliwia byłemu premierowi Viktorowi Orbanowi powrót do władzy. Dodatkowo ta poprawka do konstytucji mówi, że posłowie wybrani do parlamentu nie mogą być więcej niż trzy kadencje, co praktycznie wyeliminuje całą dzisiejszą opozycję. Jednocześnie uniemożliwi partii Fidesz startowanie w kolejnych wyborach – zaznaczył były dyplomata.
Gość Radia Maryja zwrócił uwagę, że w tym wszystkim nie chodzi o to, aby obronić demokrację, jak to mówią obecnie rządzący, ale o to, aby dyskryminować opozycję prawicową i konserwatywną.
– Społeczeństwo węgierskie patrzy na te działania z pewnym niepokojem, gdyż może to być początek autorytaryzmów i dyktatury. Najbardziej niepokojące jest to, że Unia Europejska nie skomentowała ani jednym słowem tych zmian w węgierskiej konstytucji. Rozpoczęły się także aresztowania ludzi, którzy byli związani z różnymi fundacjami partii rządzącej, więc scenariusz jest dokładnie taki sam, jak w Polsce. Jedyną różnicą jest tylko to, że na Węgrzech jest konstytucyjna większość, więc partia rządząca może pozwolić sobie na znacznie więcej. Były już demonstracje w obronie prezydenta Węgier, ale niestety nic one nie pomogą, bo prezydent w tej sytuacji, ma tylko jedno wyjście – nie podpisać swojej abdykacji i odwołać się do sądu konstytucyjnego, choć to i tak najprawdopodobniej go nie obroni. Będzie musiał odejść ze swojego urzędu, co oznacza, że cała scena polityczna będzie należała do partii Tisza – podkreślił prof. Imre Molnar.
Węgierski historyk dodał, że bardzo bolesną sprawą jest również aresztowanie Balázsa Búsa, byłego burmistrza trzeciej dzielnicy Budapesztu na Węgrzech, który jest wielkim przyjacielem Polaków.
– Balázs Bús został aresztowany, ponieważ – według postawionych zarzutów – jako urzędnik Narodowego Funduszu Kultury rozdawał pieniądze dla niewłaściwych organizacji. To są bardzo niepokojące zjawiska, nie wiemy jak społeczeństwo z tego wybrnie, ale mam nadzieję, że nie jest to początek dyktatury – zakończył były dyplomata.
Całość audycji „Aktualności dnia” z udziałem prof. Imre Molnarem dostępna [tutaj].
radiomaryja.pl



