Red. M. Budzisz: D. Trump chciałby doprowadzić do ustanowienia jakiejś misji międzynarodowej i odblokowania cieśniny Ormuz, co pozwoliłoby mu ogłosić, że osiągnął cele i wycofać się z tego konfliktu
Amerykanie mają pewien dylemat strategiczny, bo ryzykują przedłużającym się konfliktem z Iranem, a generalnie rzecz biorąc amerykańskie doświadczenia uczestnictwa w przedłużających się konfliktach, zlokalizowanych w dużym oddaleniu od Stanów Zjednoczonych, nie są dobre. Można wygrywać na froncie, a przegrać politycznie. Dzisiaj Stany Zjednoczone stoją wobec takiego ryzyka, dlatego Trump chciałby doprowadzić – tak się spekuluje, ja też podzielam tę ocenę – do sytuacji ustanowienia jakiejś misji międzynarodowej i odblokowania cieśniny [Ormuz – radiomaryja.pl], co by mu pozwoliło ogłosić, że osiągnął swoje cele wojskowe i wycofać się z tego konfliktu – mówił w poniedziałkowych „Aktualnościach dnia” na antenie Radia Maryja red. Marek Budzisz z think tanku „Strategy and Future”.
Wojna w Iranie trwa już ponad dwa tygodnie. Donald Trump zaapelował o utworzenie koalicji państw w celu odblokowania cieśniny Ormuz, zablokowanej przez siły irańskie. Prezydent USA zagroził, że brak odpowiedzi ze strony sojuszników będzie bardzo zły dla przyszłości NATO.
– Niewątpliwie mamy do czynienia z presją Stanów Zjednoczonych na europejskich sojuszników. Ta presja ma charakter publiczny, jest związana z faktem, że sojusznicy europejscy w drugim tygodniu wojny (bo w pierwszym ta postawa była nieco inna, ale zaczęła się zmieniać w związku z przedłużającym się konfliktem), nie sygnalizują gotowości czynnego zaangażowania po stronie sił amerykańsko-izraelskich – mówił red. Marek Budzisz.
Nie wszystkie europejskie państwa NATO mają zdolności, by prowadzić operacje w cieśninie Ormuz. Nie posiada ich m.in. Polska. Żądania Donalda Trumpa dotyczą zatem tych krajów, które mają rozwinięte marynarki wojenne: Niemiec, Holandii i Wielkiej Brytanii. Prezydent Stanów Zjednoczonych o pomoc w przejęciu kontroli nad cieśniną zaapelował do swoich azjatyckich sojuszników: Korei Południowej i Japonii, a także – co może zaskakiwać – do Chin.
– Wydaje się, że prezydent Trump chciałby w tym sensie umiędzynarodowienia tej misji, że za odblokowanie i utrzymanie żeglugi miałyby odpowiadać siły koalicji chętnych – bardzo różnorodne, złożone z państw, które są zainteresowane odblokowaniem tych tras żeglugowych. To nie jest tak, że Stany Zjednoczone są zależne od dostaw czy to ropy naftowej, czy gazu z tego regionu, czy też nawozów. Oczywiście pośrednio skutki tego, co się dzieje, biją też w konsumenta amerykańskiego, natomiast bezpośrednio to państwa europejskie i państwa azjatyckie są znacznie bardziej tym zainteresowane, ale dzisiaj nie przejawiają ochoty, ażeby się angażować w taką misję, a nawet są sygnały, iż niektórzy – mowa o Francji, mowa o Włoszech – rozpoczęli jakieś poufne negocjacje z Iranem, ażeby Iran umożliwił żeglugę dla wybranych jednostek przez tę cieśninę. W tym sensie mamy więc do czynienia z pewnym sporem politycznym. Wydaje się, że chodzi po prostu o to, żeby ryzyko związane z patrolowaniem wód tej cieśniny było rozłożone nie tylko na Stany Zjednoczone, ale również na inne państwa – wyjaśnił gość „Aktualności dnia”.
Zdaniem eksperta amerykański apel o pomoc nie był zaplanowanym krokiem wojny.
– Sądzę, że amerykańskie przywództwo polityczne (chyba w mniejszym stopniu wojskowi) uważało, że po pierwszym obezwładniającym, dekapitującym uderzeniu – bo przecież mamy do czynienia z wyeliminowaniem, mówiąc eufemistycznie, ponad 50 przywódców wojskowych i politycznych Iranu – nastąpi faza polityczna, czyli Iran poprosi o negocjacje i będzie gotów na ustępstwa, zarówno jeśli chodzi o program atomowy, zbrojenia rakietowe, jak i niewykluczone, że również politykę geostrategiczną. Ale to nie nastąpiło. Dzisiaj Amerykanie mają pewien dylemat strategiczny, bo ryzykują przedłużającym się konfliktem, a generalnie rzecz biorąc amerykańskie doświadczenia uczestnictwa w przedłużających się konfliktach, zlokalizowanych w dużym oddaleniu od Stanów Zjednoczonych, nie są dobre. Właściwie efekty polityczne zaangażowania w Afganistanie i w Iraku trudno uznać za korzystne dla Stanów Zjednoczonych, a wojna w Wietnamie w ogóle doprowadziła do porażki. Wojna w Wietnamie jest (…) memento, o którym się w Ameryce pamięta, bo z wojskowego punktu widzenia Amerykanie tej wojny nie przegrali. Oni wygrali wszystkie starcia, wszystkie bitwy czy wszystkie operacje przeciwko Wietnamowi Północnemu, natomiast samą wojnę przegrali. Można wygrywać na froncie, a przegrać politycznie. Dzisiaj Stany Zjednoczone stoją wobec takiego ryzyka, dlatego Trump chciałby doprowadzić – tak się spekuluje, ja też podzielam tę ocenę – do sytuacji ustanowienia jakiejś misji międzynarodowej i odblokowania cieśniny [Ormuz – radiomaryja.pl], co by mu pozwoliło ogłosić, że osiągnął swoje cele wojskowe i wycofać się z tego konfliktu – zwrócił uwagę rozmówca Radia Maryja.
Trudno określić, czy plan USA się powiedzie. W tej sytuacji mamy do czynienia z clausewitzowską „mgłą wojny”. Reżim irański jest – jak wskazał ekspert – nieprzenikliwy informacyjnie, zatem nie można ocenić, jakie są po jego stronie straty i jak wygląda morale. Nie wiadomo nawet, czy nowy najwyższy duchowy przywódca Iranu żyje i czy jest zdolny kierować polityką własnego państwa, ponieważ pojawiają się informacje, jakoby był ciężko ranny i w śpiączce.
Całość rozmowy z red. Markiem Budziszem jest dostępna [tutaj].
radiomaryja.pl



